,
Obserwuj
Gospodarka

Na codziennych zakupach jest coś, co tanieje. Sprzedawcy nie mają wyjścia, bo portfele Polaków nie dają już rady

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
3 min. czytania
17.05.2023 11:25
Wzrost cen żywności sięga w Polsce 20 procent. To robi na konsumentach wrażenie tak piorunujące, że prowadzi do ograniczania zakupów - nawet tych niezbędnych. Są jednak towary, które zaczynają tanieć. To masło i jaja. Różnicę niedługo najprawdopodobniej zobaczymy na sklepowych półkach.
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Z najnowszych danych wynika, że wzrost cen w kwietniu wyniósł niecałe 15 procent. Na pozycji lidera utrzymała się żywność ogółem. Inflacja cen żywności jest o jedną trzecią wyższa niż inflacja ogółem i wynosi około 20 procent. Nie jest to wyłącznie polska specjalność. Żywność drożeje mocniej niż inne artykuły czy usługi niemal na całym kontynencie. Są nawet tacy, którzy muszą sobie radzić z 50-procentowym wzrostem codziennych rachunków spożywczych.

W kategoriach detalicznych najszybciej rosną ceny cukru i cebuli. Ten pierwszy podrożał o 60 procent, mimo że już rok temu był naprawdę drogi. Wtedy cena wzrosła, m.in. dlatego, że cukru realnie brakowało na sklepowych półkach. Polacy postanowili bowiem - w związku z wojną - zgromadzić w spiżarkach zapasy na tzw. czarną godzinę. Wprawdzie pęd do gromadzenia szybko opadł, ale cena już nie. I to z powodów globalnych.

Pogoda sprawiła, że państwa produkujące najwięcej surowca dotknęła seria nieszczęść. W związku z tym Indie zapowiedziały ograniczenie eksportu cukru, a Brazylia, która mogłaby te dziurę zasypać, nie ma jak go wyeksportować. Portowe nabrzeża zasypane są soją, wywożoną w pierwszej kolejności.

Cukier nie stanieje. Piechociński: nie chodzi o to, że 'naród wrócił do instynktu samozachowawczego'

Jeśli chodzi o cebulę - ta podrożała niemal trzykrotnie. Azję dotknęły w ubiegłym roku katastrofalne powodzie i jednocześnie historyczne upały. Jedno z drugim spowodowało spadek produkcji. Na dodatek jeden z największych w Europie eksporterów cebuli - Ukraina - ograniczyła uprawy, bo została najechana przez Rosję. Jednocześnie popyt nie spadł. W wielu krajach Azji, ale przecież nie tylko tam, cebula jest podstawą codziennej diety. To pospolite warzywo stało się zatem towarem tak poszukiwanym, że jego cena rosła w astronomicznym tempie. I nie wygląda na to, by miała spaść. Podobnie jak cena wielu innych warzyw.

Pogodowe skutki katastrofy klimatycznej rujnują rolnictwo w Hiszpanii, południowej Francji czy północnych Włoszech. Źle dzieje się też w północnej Afryce, Maroku i Tunezji, gdzie uprawia się warzywa dla całej Europy. Jedyna nadzieja w ogrodach i plantacjach środkowoeuropejskich oraz w polskich pomidorach i macedońskiej kapuście.

Tańsze masło i nie tylko

Dla spragnionych dobrych wiadomości - doniesienia prosto ze sklepowych półek w sprawie masła i jajek. Masło tanieje - także dlatego, że rok temu było historycznie drogie. Dzisiaj kostkę masła w marketowej promocji można kupić za nieco ponad 3 zł. W porównaniu z 7 zł sprzed roku i ceną sięgającą w niektórych przypadkach nawet 12 zł, to kolosalna różnica. Podobnie dzieje się zresztą w wielu krajach Europy.

Cztery największe irlandzkie sieci marketów ogłosiły oficjalne obniżki - nie tylko masła, ale całego nabiału. To sprawia, że farmerzy produkujący mleko podnoszą alarm. Dlaczego? Bo ceny w skupie spadają, a koszty nie bardzo.

Drożyzna nie odpuści. 'Ceny od miesięcy biją rekordy, a 2023 wcale nie zapowiada się lepiej'

Na świecie zaczęły tanieć także jajka. Na razie w hurcie, czyli w sprzedaży pomiędzy umownym "magazynem" a marketem. Szczególnie za oceanem, gdzie jeszcze jesienią były abstrakcyjnie drogie.

Skąd obniżki? Producentom udało się odbić od dna po serii globalnych nieszczęść, jak chociażby epidemia ptasiej grypy. Jednocześnie konsumenci przestali kupować - było za drogo, więc odwrócili się do jaj tyłem. Ceny w hurcie spadły więc o co najmniej 20 procent. I choć na sklepowych półkach obniżek tej skali na razie nie widać, to eksperci oceniają, że tendencja jest oczywista.

SŁUCHAJ WIĘCEJ W 'CODZIENNYM PODCAŚCIE GOSPODARCZYM':

Historia z obrotem jajek frontem do klienta jest znacząca dla całości gospodarki. Bo gdy rosną ceny, a pensje nie, wszyscy podejmujemy te same decyzje. Kupujemy mniej. To jeden z najważniejszych mechanizmów hamujących i ceny, i konsumpcję. A to właśnie zawartość portfeli polskich konsumentów napędzała rozwój całej gospodarki. Gdy zawartość szczupleje, tempo słabnie.

W pierwszych trzech miesiącach roku polska gospodarka była więc o 0,2 procent słabsza niż rok wcześniej. To podobno koniec jej słabości, bo porównaniu z ostatnim kwartałem ubiegłego roku - na początku tego roku wzrost wyniósł ponad 4 procent. To oznacza, że idzie lepiej niż miało iść. Z jednej strony - to dobrze. Z drugiej - nieco gorzej. Gospodarka jest na tyle dynamiczna, że nie trzeba jej dodatkowo wspomagać, na przykład obniżkami stóp procentowych, które - według niektórych scenariuszy - miały zacząć spadać jeszcze w tym roku. Teraz coraz bardziej prawdopodobne, że pójdą w dół najwcześniej za rok, na wiosnę.

Ciekawe? Posłuchaj również o makaronowej inflacji we Włoszech!