,
Obserwuj
Gospodarka

Energetyczna układanka na progu sezonu jesienno-zimowego. Czy są szanse na tańszy węgiel i prąd?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
02.11.2023 18:18
Rok temu byliśmy w środku kryzysu energetycznego. W tym roku sytuacja jest lepsza, węgiel leży na zwałach, magazyny gazu są wypełnione, do tego pomaga nam pogoda. Październik, podobnie jak wrzesień, przyniósł rekordy temperatur. Nie zmienia to jednak faktu, że są kraje, które i tej zimy zamierzają oszczędzać energię, jak się da. My też oszczędzamy, tylko bez żadnego planu. Jak wygląda energetyczna układanka na progu sezonu grzewczego? I czy są jakiekolwiek szanse na tańszą energię?
|
|
fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl

Na początek zrywamy kartkę z kalendarza. Bo w kalendarzu środek jesieni, a za oknem całkiem inna pora roku. Po rekordowym wrześniu październik też rekordowy. Najcieplejszy w historii pomiarów. Dla gospodarki to kłopot. Nie dlatego, że jest ciepło. Ale dlatego, że zwykle bywało już zimno. Na sklepowych półkach leżą ciepłe swetry, które - rzecz jasna - nie idą. Tak jak nie idzie myślenie o bożonarodzeniowych wyjazdach w góry czy wypoczynku na nartach oraz o wymianie opon. Po co komu zimowe, gdy na termometrach 20 stopni, o śniegu i lodzie nie ma mowy, a w prognozach pogody niemal letnia temperatura i to aż do połowy listopada. I właśnie tu jest pies pogrzebany. Bo od tego, co wskazują termometry, zależy kondycja europejskich gospodarek. I europejskiej energetyki - od francuskich elektrowni atomowych po polskich górników.

Ta historia zaczęła się dwa lata temu. Gdy po niebywale długiej chłodnej wiośnie europejskie zbiorniki gazu zostały osuszone niemal do dna. Bo gaz jest w Europie powszechnie używany do produkcji prądu. A prąd do produkcji ciepła i ogrzewania domów. W ten sposób Europa wylądowała jesienią z brakiem strategicznych zapasów i wyjątkowo bezwietrzną pogodą. A bezwietrzna pogoda to brak czystej produkcji prądu i potrzeba produkowania go z gazu, którego - jak już wiecie - było wtedy systemowo za mało. Zapytacie, jaki problem kupić więcej? W zasadzie żaden. Gdyby nie fakt, że Rosja - najważniejszy dostawca surowca do Europy - postanowiła wypowiedzieć jej wojnę energetyczną. Po tym, jak zakręciła kurek z gazem, jego ceny zaczęły rosnąć w postępie geometrycznym.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>


W ten sposób Europa wylądowała zimą z astronomicznymi cenami energii, bo gorączkowe poszukiwanie nowych dostawców surowców w tym węgla i gazu, trochę trwało. Sytuację nieco ratowała francuska produkcja w elektrowniach atomowych. Mogłaby ratować bardziej, gdyby nie fakt, że w czasie pandemii Francuzi darowali sobie konserwację urządzeń w siłowniach. Więc, gdy wybuchła energetyczna wojna, kilka z nich musiała zamknąć na przegląd techniczny. No dodatek we Francji zabrakło spawaczy, żeby znaleźć odpowiednich fachowców, trzeba było przetrząsnąć pół Azji. W sytuacji energetycznego głodu do akcji wkroczyła Polska, która - cudownym zbiegiem okoliczności - była posiadaczką zbędnej góry węgla na zwałach. Z tego węgla wyprodukowała tyle prądu, że mogła go sprzedać za granicę za porządne pieniądze. Przy okazji produkcji prądu wyprodukowany został wzrost gospodarczy, którym chwaliliśmy się w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Oraz inflacja, którą nie ma co się chwalić.

Zaraz potem, czyli po pierwszej fazie surowcowego szoku, wybuchła wojna w Ukrainie, Europa wstrzymała import surowców z Rosji. A gaz z 60 euro podrożał do 300 euro. Polska na ochotnika wprowadziła własne embargo na import węgla, wpadając z deszczu pod rynnę. Węgiel, którego rok wcześniej mieliśmy za dużo, wyparował. Było go tak mało, że podrożał trzy, czterokrotnie. Rząd musiał kupować zagranicą i stawiać statki w kolejkę do rozładunku w polskich portach. Ze składów węgiel trafił do polskich piwnic, gdzie leży do dziś. Bo - tutaj wracamy do naszego sezonu grzewczego 2023-2024 - poprzednia zima była wyjątkowo łagodna. I z pobitym rekordem temperatury w styczniu. W nowy 2023 rok Polska weszła z około 20 stopniami na termometrach. Może więc czas się przyzwyczajać?

Polska węglem stoi. Bardzo drogim węglem

To może być jedyne wyjście. Tak w kategorii watowanych płaszczy, jak i ilości kopanego węgla. Zależność jest prosta - ciepła zima to mniej ogrzewania. A w Polsce grzanie w domu oznacza palenie węgla. W ubiegłym sezonie był to węgiel zwieziony z całego świata. A w tym będzie to surowiec wydobyty w kraju, bo Polska jest węglowym potentatem. Ma największą w Unii Europejskiej państwową firmę górniczą. I w swoim miksie energetycznym najwięcej prądu i ciepła wytwarzanego z węgla. Co to oznacza w praktyce? Oznacza spadek zapotrzebowania na węgiel. I to na stałe.

Co zresztą już widać w liczbach. Od kwietnia do sierpnia ilość węgla złożonego na zwałach wzrosła o 100 proc. I to przy zmniejszonym wydobyciu. Zmniejszonym do poziomu z czasów pandemii, gdy cała gospodarka stała. I nie potrzebowała energii. Reasumując: węgla kopie się mniej, a i tak jest go za dużo. Zastanawiacie się zapewne, dlaczego zatem nie jest taniej? Bo wydobycie w Polsce jest rekordowo drogie. I nie ma na to rady, bo chodzi o warunki geologiczne. Polski węgiel leży za głęboko, żeby tanio wydobyć go na powierzchnię. Na światowych giełdach surowcowych jest o połowę taniej niż w Polsce. Dlatego - jak alarmują związkowcy - część elektrowni nie odbiera z kopalń zakontraktowanego węgla. Bo gdzie indziej kupuje go taniej. Może zatem potanieje także prąd?

I tu mamy nie najlepsze wiadomości. Nic z tego. Za prąd polskie gospodarstwa domowe płacą tyle samo ile w ubiegłym roku, ale tylko w ramach określonego limitu. Jaka jest różnica? Zasadnicza. W rachunkach domowych za prąd płacimy w ramach limitu około 400 złotych za megawatogodzinę. Na wolnym rynku energia w tym roku kosztowała średnio ponad 700 złotych. Jeśli państwowa ochrona dla gospodarstw domowych nie zostanie przedłużona, rachunki wzrosną o 50, może nawet 70 proc. Decyzje muszą więc zapadać szybko, wszystko musi być jasne najpóźniej do Bożego Narodzenia.

Jesienne przedwiośnie w polskiej gospodarce. Coś drgnęło. I nie jest to 'odbicie zdechłego kota'

I na koniec o oszczędzaniu. W tym roku polska gospodarka zużyła 5 proc. prądu mniej niż rok wcześniej. Czy to efekt mniejszych potrzeb, czy oszczędzania? Danych o oszczędzaniu brak. Wiadomo natomiast, że gospodarka w tym roku hamuje. I to mocno. Dlatego elektrownie pracują wolniej, szczególnie te na węgiel. Co znaczy, że w Polsce oszczędzamy bez planu, w przeciwieństwie do reszty Europy.

Bo francuski rząd zapłaci za domowe inteligentne termostaty, wszyscy producenci oferują klientom zniżki za spadek zużycia prądu, sklepy muszą bardziej ograniczyć oświetlenie witryn i wcześniej wyłączać neony. Temperatura w ogrzewanych pomieszczeniach w zimie ma nie przekraczać 19 stopni. Państwo oferuje zniżki podatkowe dla firm, które oferują pracownikom służbowe rowery na dojazdy do pracy. Będzie też dopłata 100 euro miesięcznie do korzystania z carsharingu. I zachęta do ograniczania prędkości na autostradach do 110 kilometrów na godzinę. W tym wolniejszym tempie Francja, oszczędzając, gdzie się da, ma pokonać kolejny sezon jesienno-zimowy. I oszczędniej dojechać do celu.