Koniec eldorado programistów? Taki los zgotowała im AI
To będzie artykuł o pracy. Konkretnie takiej, która się kończy. Oraz o takiej, która się zaczyna. Bo wielkie firmy technologiczne jeszcze nigdy nie zwalniały pracowników w takim tempie jak teraz. Jesteśmy świadkami przewrotu technologicznego, na którego końcu wszystko będzie inne. I to jak pracujemy, i to, czym konkretnie się zajmujemy, aż po to ile mamy czasu wolnego i jak go spędzamy. Kto pierwszy zostanie w tej rewolucji pokonany?
Po co spece od kodowania, skoro AI może to zrobić sama? Szef NVidii ma wręcz dla młodych ludzi radę: zamiast uczyć się programowania, lepiej nauczyć się... uprawy ekologicznych warzyw, bo tego sztuczna inteligencja nie zrobi.
Rewolucja spowodowana AI już się dzieje
Zaczniemy od nowej rewolucji przemysłowej. Dwa lata temu rewolucję oficjalnie rozpoczął Sam Altman i jego OpenAI. Udostępniony przez niego językowy model sztucznej inteligencji, czyli ChatGPT, był pierwszym jej aktem. Potem poszło z górki. ChatGPT był w dniu swojej premiery rodzajem zaawansowanej wyszukiwarki internetowej, która potrafiła nie tylko znaleźć informacje, ale też napisać na ich podstawie zgrabny tekst. Robiła to w oparciu o to, czego się inteligentnie nauczyła. Odpowiadała na pytania pełnym tekstem, zamiast listy linków. Potrafiła też inne rzeczy, na przykład prowadzić dialog z pytającym. Czy wykonywać proste matematyczne zadania tekstowe lub też tworzyć grafiki.
Od tamtej chwili, czyli od swojej premiery, sztuczna inteligencja - a ChatGPT był jej pierwszą formą użytkową - zrobiła kolosalne postępy. Trafiła do hinduskich tkaczy tradycyjnych dywanów, wysyła na trasy autobusy komunikacji miejskiej, zajmuje się prognozowaniem pogody, sortuje owoce i steruje robotami chirurgicznymi. I teraz o przyspieszeniu w tej rewolucji, która dla wielu specjalizacji zawodowych może się skończyć koniecznością zmian. Radykalnych zmian.
Zanim o kolejnym etapie przewrotu, wyjaśnimy, kto za tym przewrotem stoi. Oprócz - jak już wiecie - amerykańskiej firmy OpenAI. Druga to NVidia. Amerykański producent najszybszych na świecie mikro procesorów to firma, której giełdowa wartość przebiła ostatnio dwa miliardy dolarów. Wcześniej ten poziom osiągalny był tylko dla gigantów takich jak: Microsoft czy Apple. NVidia dostarcza na rynek czipy, używane wcześniej w komputerach dla zaawansowanych gier video. A szczególnie H100, mózg niemal każdego mechanizmu AI. Ale ten superszybki procesor, ma już swojego następcę. Czip B100 znalazł się na ustach całego świata. W dniu, w którym go zaprezentowano, ekonomiści orzekli zgodnie: to początek rewolucji przemysłowej. I koniec rynku pracy, jaki znamy.
AI w każdej możliwej branży
Mikroprocesory B100 posłużą do budowy nowych komputerów i innych urządzeń dla największych operatorów centrów danych na świecie. Do których należą: Amazon.com Inc., Microsoft Corp. czy Google. Ta ostatnia marka ma zastosować nowe narzędzie jeszcze w tym roku. Nowa generacja czipów ma dać możliwość korzystania z AI w każdej możliwej branży. Jest tak skonstruowany, że można go łączyć w płynnie działające szeregi, a to daje wręcz nieograniczone możliwości.
To znaczy, że technologia przechodzi obecnie do bardziej złożonych, wieloetapowych zadań. Na przykład do tworzenia trójwymiarowego wideo. Które powstanie na podstawie rozmowy z komputerem, przy wykorzystaniu miliarda wskazówek jednocześnie. A to oznacza możliwość przenoszenia do wirtualnej rzeczywistości obiektów istniejących w rzeczywistości. I to z fotograficzną dokładnością. Dla firm jest to ułatwienie w projektowaniu.
Oto nowa królowa globalnego biznesu. Wszystko dzięki ustrojstwu wielkości tarczy zegarka
Siemens zastosuje nową technologię do budowania sprzętów gospodarstwa domowego, Hyundai zaprojektuje w ten sposób statki. Johsnon&Johnson korzysta ze sztucznej inteligencji nowej generacji do analizowania danych z robotów chirurgicznych. A największa na świecie firma produkująca auta elektryczne, czyli chiński BYD zastosuje je jako jednostkę sterującą w samochodach oraz w automatach na liniach produkcyjnych. B100 będzie też napędzać człekokształtne roboty nowej generacji, powstające w ramach projektu Groot (czyli Groza). Te nowe humanoidy będą rozumieć ludzką mowę i uczyć się sekwencji ruchów po prostu obserwując ludzi. Nie będzie trzeba ich uczyć (czyli programować), bo nauczą się same. I tutaj o zmianie na rynku pracy. Przez który rewolucja przechodzi od początku roku, a nawet nieco wcześniej.
Roboty zastąpią ludzi?
Na największym rynku technologicznym na świecie od początku roku pracowników zwalniano w tempie najszybszym od początku wieku, gdy pękła cyfrowa bańka zwana dot.com. Bańka rosła karmiona przekonaniem, że internet będzie się rozwijać bez końca i bez końca zarabiać pieniądze. Nadzieja okazała się na wyrost.
Od stycznia do połowy marca technologiczni giganci zwolnili już 50 tysięcy osób. W drugiej połowie ubiegłego roku było to ponad ćwierć miliona. To kilkusettysięczna armia specjalistów, w tym informatyków i programistów poszukujących pracy w swojej branży. Których ta nie ma jak wchłonąć, bo poszukuje teraz trenerów sztucznej inteligencji i specjalistów od robotyzacji, w tym mechatroników. Firmy technologiczne skupiają się na tak zwanej optymalizacji. Tam, gdzie mogą zastosować automaty, rezygnują z pracowników.
Firmy pośrednictwa pracy są więc zawalone aplikacjami ludzi szukających zajęcia. Często pogodzonych z dużo niższą pensją. I zatrudnieniem poza strefą zawodowego komfortu. A i to nie zwiększa szans na nową pracę, bo o jedno miejsce stara się kilkaset osób. Co zatem dalej? Założyciel firmy NVidia, która pojawiła się już w tej historii ma dla młodych ludzi konkretną radę: uczcie się prac ręcznych czy na przykład uprawy ekologicznych warzyw. Bo kodowanie nie jest już przyszłością, już dzisiaj koderem jest każdy, kto potrafi jasno sformułować życzenie i złożyć je na ręce (umowne) sztucznej inteligencji.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Przyszłość rynku pracy próbują wywróżyć największe na świecie firmy analityczne. Zgodne są w jednym: sztuczna inteligencja nie zastąpi wszystkich ludzi pracujących umysłowo. Kopać rowów nie będzie, to jasne. Dla białych kołnierzyków przyspieszająca rewolucja nie oznacza bezrobocia na zawsze. Ale oznacza zmianę. Opowiemy o niej na przykładzie animacji 'Gdzie jest Nemo?'. Zamiast setek grafików, którzy zaprojektują i narysują 74 tysiące 472 meduzy w jednej tylko scenie, potrzebna będzie jedna tylko maszyna. Setki grafików będą się mogły w tym czasie pracować z własną wyobraźnią, nad koncepcją meduz. A nie ich fizycznym wyrysowaniem. Tak jak wynalezienie komputera zmieniło ludzką pracę, ale jej nie odebrało.