Polska w strefie euro? "Zamiast mówić o korzyściach, straszą Niemcem"
Minister finansów Andrzej Domański nie ma wątpliwości czy Polska powinna wejść do strefy euro. Jak mówił pod koniec kwietnia na antenie TVN24, w tej chwili nie ma mowy o takim rozwiązaniu. - Jestem zwolennikiem złotego - przekonywał. Tym samym minister finansów zgodził się z szefem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim, który również nie widzi możliwości, by Polska przyjęła euro. Innego zdania jest poseł Ryszard Petru, który uważa, że powinna zostać stworzona strategia dla przyjęcia europejskiej waluty, a nawet powinno powstać stanowisko pełnomocnika ds. euro.
O to, co dla Polski byłoby najkorzystniejsze, zapytany został kandydat Nowej Lewicy do Parlamentu Europejskiego z okręgu łódzkiego prof. Marek Belka. Gość "Poranka TOK FM" stanowczo stwierdził, że niestety, póki co nie spełniamy kryteriów przyjęcia wspólnej waluty. Jednak jego zdaniem sama dyskusja o przystąpieniu do strefy euro powinna się rozpocząć. - Ta dyskusja musi być nie tylko polityczna, ale przede wszystkim ekonomiczna - stwierdził rozmówca Karoliny Lewickiej.
Wniosek o Trybunał Stanu dla Świrskiego. 'Pewnie nie ostatni'
W jego ocenie rząd Donalda Tuska jest obecnie w trybie wyborczym, który potrwa co najmniej do wyborów prezydenckich w przyszłym roku, co oznacza, że żadnej sensownej debaty w sprawie euro prędko nie będzie.
POSŁUCHAJ AUDYCJI:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zdaniem byłego już szefa NBP rząd PiS skutecznie obrzydził społeczeństwu pomysł przyjęcia europejskiej waluty. - Zamiast mówić o korzyściach, było tylko straszenie Niemcem, który będzie chciał nam odebrać złoto, horrendalnie durne argumenty - wskazał Belka. W jego ocenie należy podawać konkretne argumenty, co wiąże się z przyjęciem euro. - O tym się niestety nie mówi, a szkoda, ale warto byłoby sobie zdać sprawę, że gdybyśmy byli członkami strefy euro, oprocentowanie kredytów hipotecznych byłoby niższe przynajmniej o dwa punkty procentowe, a raty kredytów hipotecznych o co najmniej jedną trzecią - wskazał.
Wysokie stopy procentowe to kolejny rok wysokich rat kredytów. Ale są też plusy
Jak dodał, czas na merytoryczną dyskusję, bo zamiast tego pojawiają się w przestrzeni publicznej bzdury. - To są idiotyzmy do sześcianu, durne argumenty. Ale niestety się przebijają, dlatego że ludzie kupią każdą bzdurę jeżeli tylko jest odpowiednio nagłośniona w internecie - skwitował gość TOK FM.