Ile prądu pochłania ChatGPT? Te dane mogą cię zaskoczyć
Ta historia zaczyna się trzy lata temu - jesienią - gdy mało znana na świecie firma z Doliny Krzemowej pokazała światu coś, co nazywa się fachowo modelem językowym. A mniej fachowo sztuczną inteligencją. OpenAI i jej założyciel Sam Altman oddał ludzkości do użytku maszynę, która wie wszystko. I wszystko potrafi.
Model językowy - znany jako ChatGPT - przeszukiwał sieć, by znaleźć w niej dane potrzebne do odpowiedzi na pytanie zadane przez użytkownika. Taki był start, a potem było już z górki. Sztuczna inteligencja wykonuje dzisiaj niemal wszystkie prace, które dla ludzi są zbyt żmudne - od tkania jedwabnych dywanów, zarządzania farmą mleczną, analizy zawartości koszy na śmieci, by efektywnie zarządzać ich zbieraniem - aż po animowanie filmów dla dzieci. Sztuczna inteligencja rośnie i rośnie. I coraz więcej potrzebuje, by działać.
Koalicja technologiczna
We wrześniu do drzwi Białego Domu zapukała oryginalna koalicja technologiczna. Na jej czele stał Sam Altman. Wraz z nim do rozmów z administracją amerykańską zasiadła cała czołówka branży. Przyniosła ze sobą przesłanie: 'Infrastruktura jest przeznaczeniem', co w wolnym tłumaczeniu mogłoby brzmieć: prąd albo nic.
Firmy zarządzające sztuczną inteligencją położyły na stole postulat budowy nowych elektrowni o mocy 5 gigawatów każda. Nowe siłownie powinny stanąć w wielu stanach. Amerykański podatnik miałby na nie wydać jakieś 100 miliardów dolarów. W przeciwnym razie - jak przekonuje branża - USA nie sprostają największemu wyzwaniu współczesności. Zostaną pokonane przez Chińczyków, którzy nie oszczędzają na wsparciu swoich technologicznych liderów. I już teraz budują kilkanaście nowych elektrowni. Bo bez nich Chinom też może zabraknąć prądu.
Historia zna przypadki, gdy rząd brał na siebie koszt energii potrzebnej do wsparcia rozwijających się biznesów albo wielkich przedsięwzięć. Jak na przykład w latach 50-tych, za czasów prezydenta Eisenhowera, gdy w USA budowano tysiące kilometrów autostrad. Albo w Korei Południowej, gdy w latach 90-tych kraj wprowadzał szerokopasmowy internet. Prywatna infrastruktura potrzebowała prądu, a elektrownie budowało państwo. Zyskali wszyscy, powszechnie dostępny internet był kołem zamachowym gospodarki.
Podobnie miałby zadziałać rozwój oparty o wzrost sztucznej inteligencji. Branża argumentuje, że powszechne użycie AI zmieni świat w każdy możliwy sposób. Ludzie będą pracować i wypoczywać inaczej, wszyscy zyskają dostęp do wysokiej jakości edukacji i leczenia. Ludzkość skutecznie będzie cofać zmiany klimatyczne. Wszystko to pod warunkiem, że wielkie centra danych będą mieć na czym rosnąć.
Odejście jednego człowieka zawazy na losach ludzkości? Chodzi o pilnowanie sztucznej inteligencji
Ile prądu potrzeba?
Aby uświadomić sobie, jak duże jest zapotrzebowanie na prąd - warto przytoczyć jedno porównanie. ChatGPT versus proste wyszukiwanie za pomocą Google'a. Wynik? Sztuczna inteligencja potrzebuje średnio 10 razy więcej prądu niż metody standardowe. Bo na drugim końcu wyszukiwania pracuje gigantyczna centrum obliczeniowe.
Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji takich centrów będzie przybywać. Do 2030 go roku będą zużywać prawie 10 procent produkowanej w USA energii. Już dzisiaj niektóre stany USA biją z tego powodu na alarm. Firmy budujące infrastrukturę AI domagają się natychmiastowych przyłączeń do sieci, nieważne czy prądu wystarczy dla wszystkich, czy nie.
Zgodnie z czerwcową analizą agencji Bloomberga w niektórych krajach, w tym w Arabii Saudyjskiej, Irlandii czy Malezji, energia wymagana do uruchomienia wszystkich planowanych centrów danych, przekracza dostępne zasoby energii odnawialnej. W Szwecji zapotrzebowanie na energię z centrów danych podwoi się w ciągu najbliższej dekady, potem w ciągu kolejnej - podwoi się znowu. W Wielkiej Brytanii wzrost wyniesie aż 500 procent!
Sztuczna inteligencja 'dostała wypowiedzenie'. Koniec głośnego eksperymentu Radia Kraków
Trzy pomysły
Jak zatem zaspokoić sztuczną inteligencję? I czy w ogóle to robić?
O pomyśle numer jeden już powiedzieliśmy. To przekonanie rządów, by za pieniądze podatników zbudowały nowe siłownie. Albo wykorzystanie źródeł odnawialnych.
Pomysł numer dwa to wskrzeszenie zamkniętych elektrowni atomowych. Jako pierwsza z martwych ma powstać amerykańska siłownia Three Miles Island w Pensylwanii. Umowę na odbiór prądu podpisał z nią sam Microsoft, żeby zasilać swoje nowe centra danych. Postawienie elektrowni na nogi potrwa trzy lata i będzie kosztować półtora miliarda dolarów. Bo w zakładzie trzeba odnowić wszystko - od turbiny i generatora, przez układ chłodzący po systemu nadzoru i kontroli. Ale nawet w takich okolicznościach taniej jest unowocześnić starą elektrownię niż od podstaw budować nową.
Podobnie myślą Amazon i Google, które postawiły na pomysł numer trzy, czyli uruchomienie własnych małych siłowni jądrowych, tak zwanych SMR-ów. To urządzenia, które pozwalają produkować o dwie trzecie mniej prądu niż w tradycyjnych siłowniach nuklearnych. Ale można je uruchomić szybciej i kosztują znacznie mniej. Problem w tym, że i to może nie wystarczyć.
Na koniec raczej niewesoła pointa: Irlandia dwa lata temu wprowadziła w Dublinie zakaz przyłączania nowych firm z usługami w chmurze no chyba, że produkują też własny prąd. Za dwa lata centra danych w Irlandii będą pożerać aż jedną trzecią całego produkowanego tam prądu. Polska nie ma tego problemu.