Ukryte skarby Ukrainy. To dlatego Donald Trump tak prze do negocjacji z Putinem?
- Pierwiastki z końca tablicy Mendelejewa są solą całej nowoczesnej gospodarki oraz przemysłu zbrojeniowego;
- Bez nich nie ma ani telefonów, ani monitorów, ani samochodowych poduszek powietrznych, ani turbin wiatrowych, ani radarów, laserów i sonarów;
- Nic dziwnego, że są przedmiotem pożądania, tym bardziej że światowym monopolistą w dostawach tych pierwiastków są Chiny;
- Zachód chce się od Chin uniezależnić: Europa ma nadzieję, że pozwolą na to złoża norweskie. Ameryka - że ukraińskie i grenlandzkie;
- Stąd amerykańskie parcie do negocjacji o zawieszeniu broni w Ukrainie w zamian za połowę jej zasobów naturalnych.
Na początek będzie lista. I warto ją zapamiętać choćby z grubsza, bo nazwy tych pierwiastków odmieniane są przez wszystkie przypadki na gospodarczych salonach świata: skand, itr, lantan, cer, prazeodym, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, lutet i iterb. Ten ostatni został odkryty jako pierwszy w szwedzkiej kopalni w Ytterby, i to właśnie od jej nazwy wziął swoją nazwę.
Północ Europy ma zresztą jedne z największych w Europie złóż tych minerałów. Ostatnio odkryte największe zasoby znajdują się za kołem podbiegunowym w Norwegii. Europa zamierza zrobić z nich masowy użytek. I zbudować na nim swoją niezależność od światowego monopolisty, o którym więcej za moment.
Po co państwom metale ziem rzadkich?
Metale ziem rzadkich są solą nowoczesnych technologii. Niemal nic się bez nich nie obejdzie. Są niezbędne do produkcji akumulatorów, telefonów komórkowych, głośników, słuchawek, monitorów komputerowych, telewizorów, twardych dysków, samochodowych poduszek powietrznych, silników, radarów, sonarów i laserów. Bez nich nie ma superwydajnych magnesów stosowanych zarówno w przedmiotach codziennego użytku, jak i zaawansowanej elektronice. Nie ma też turbin wiatrowych, nadprzewodników, włókien optycznych, satelitów czy sprzętu wojskowego - w tym instalacji obrony przeciwlotniczej. Nie da się bez nich wyprodukować energii atomowej ani rafinować ropy. A bez rafinacji ropy nie ma paliwa.
Tę listę moglibyśmy ciągnąć w nieskończoność, ale dla światowej gospodarki najważniejsze są te minerały, bez których nie ma zaawansowanej elektroniki, nowoczesnej motoryzacji i przemysłu zbrojeniowego. To one są przedmiotem globalnego pożądania.
Kto jest gigantem w temacie metali ziem rzadkich?
Potentat leży - jakżeby inaczej - na wschodzie. To Chiny, które kontrolują rynek metali ziem rzadkich ze swoim ponad 50-procentowym udziałem w handlu. Drugie miejsce zajmują Stany Zjednoczone, potem są: Australia, Brazylia oraz Rosja. W pierwszej dziesiątce znajduje się także Ukraina.
Lista państw producentów nie jest długa. Co nie znaczy, że cenne złoża występują tylko tam, gdzie produkuje się z nich gotowy do obróbki minerał. Są bardzo powszechne. Problemem jest ich przetwarzanie, bo w skałach ich zawartość jest śladowa - dla otrzymania niewielkiej ilości konkretnego pierwiastka trzeba przetworzyć wielką górę kamieni.
Zachód porzucił więc ten rodzaj działalności wydobywczej i zrobił miejsce Chinom, które przejęły amerykańską technologię, zyskując niemal kompletny monopol. Dla Europy Chiny stały się jedynym dostawcą. Skutki tego stanu rzeczy odczuwa w kieszeni prawie każdy Europejczyk czy Amerykanin. I dlatego Zachód szuka nowej żyły mineralnego złota. Europa ma nadzieję, że znalazła ją w Skandynawii. Ameryka chce mieć to, co ma Ukraina - tamtejsze złoża mineralne należą do jednych z największych na świecie.
Na Europę znów padł blady strach. Nowy kryzys na horyzoncie. 'Energetyczne tsunami'
Bogactwo Ukrainy
Ukraińskie złoża zawierają połowę minerałów, które zostały uznane za niezbędne do funkcjonowania amerykańskiej gospodarki. Na liście znalazły się pozycje tak oczywiste, jak: aluminium, nikiel czy platyna. Duże znaczenie ma też neon używany w mikroelektronice - tu Ukraina jest absolutnym światowym monopolistą - czy beryl stosowany w przemyśle zbrojeniowym.
Lista jest jednak znacznie dłuższa - tytan, lit, beryl, mangan, gal, uran, cyrkon, grafit, apatyt i fluoryt. Tytanu Ukraina ma najwięcej w Europie - jest jednym z niewielu krajów, które go wydobywają. A to materiał niezbędny w transporcie lotniczym i produkcji sprzętu medycznego. Ma jedne z największych w Europie potwierdzonych złóż litu do produkcji baterii samochodowych. Dostarcza Ameryce 90 procent neonu do produkcji półprzewodników. Jest też piątym na świecie producentem galu do żarówek LEDowych.
Złoża Ukrainy zawierają też bardziej pospolite pierwiastki: miedź, ołów, cynk, nikiel, kobalt czy srebro. Ważny jest też grafit. Ukraińskie złoża zawierają jedną piątą globalnych zasobów tego minerału.
Interes Donalda Trumpa. Chce uniezależnić się od Chin
Tego wszystkiego pragnie Ameryka, która ponad wszystko nie chce być w niczym zależna od Chin. I w tym miejscu do gry wkracza prezydent Donald Trump oraz jego doradcy - także ci nieformalni. Wśród nich jest np. Ronald S. Lauder - spadkobierca fortuny Lauderów (tych od imperium kosmetycznego). Podobnie jak prezydent USA - miliarder. To właśnie Robert Lauder - według amerykańskich mediów - za czasów pierwszej prezydentury Trumpa wpadł na pomysł kupienia Grenlandii i przekonał do niego Trumpa, który przedstawiał go później jako własny.
Po co Ameryce ta skuta lodem jałowa wyspa? Dla surowców właśnie.
Sześć lat temu pomysł ten wywołał zdumienie i stał się przedmiotem wielu satyrycznych skeczy. Dzisiaj śmiało się z niego zdecydowanie mniej komików, a politycy byli mniej zaskoczeni. Podobnie jak złożoną Ukrainie propozycją amerykańskiego wsparcia w zamian za połowę jej zasobów naturalnych. Zwłaszcza, że amerykański biznes interesował się ukraińskimi złożami litu już dwa lata temu, gdy trwała wojna. Już wtedy Kijów myślał nad umową międzypaństwową, którą wkrótce potem miał gotową, i której podpisanie zawiesił do czasu politycznej zmiany w USA. By zaraz potem przekonać do niej zupełnie nową ekipę, która biznes ma we krwi.