,
Obserwuj
Gospodarka

Amerykanom brakuje... jaj. Dlaczego to wcale nie jest śmieszne?

Wyborcza Opole
4 min. czytania
27.02.2025 16:43
Kryzys jajeczny w Stanach Zjednoczonych przybiera zastraszające rozmiary. Jajek brakuje tak bardzo, że duże sieci marketów zdecydowały się je reglamentować, a bary śniadaniowe doliczają ekstra opłatę do jajecznicy czy sadzonych z tostami.
|
|
fot. Gene J. Puskar/Associated Press/East News
  • Stany Zjednoczone zmagają się z kryzysem jajecznym;
  • Brakuje kur, bo całe stada dziesiątkowane są przez ptasią grypę;
  • Choroba szerzy się w USA jak pożar buszu: w ostatnim roku trzeba było wybić 30 milionów kur niosek;
  • Jajka są bardzo drogie - w ciągu roku ich cena wzrosła o blisko 100 procent;
  • Duże sieci marketów zdecydowały się je reglamentować, a bary śniadaniowe doliczają ekstra opłatę.

Podwyżki w kultowej knajpie

Zaczynamy od Waffle House - sieci amerykańskich bistro śniadaniowych z ponad 2 tys. lokali w całych Stanach Zjednoczonych. Kultowe na południu USA restauracje, słynące z tradycyjnych dań śniadaniowych, ogłosiły podwyżkę. Obejmuje ona wyłącznie zestawy z jajami. Od każdego dodatkowa opłata - pół dolara. Jajecznica z czterech jaj - to dwa dolary więcej, dwa sadzone do tostów - dolar więcej. Opłata ma zostać zniesiona, gdy sytuacja się unormuje. Ale na razie sieć nie ma wyjścia, dania z jajami to jej śniadaniowe przeboje, serwuje je rocznie prawie 300 milionów razy. Zmiana menu nie wchodzi więc w grę.

Na podobny krok decydują się też inne restauracje, dla których jajecznica nie jest podstawą działalności. Inne, podobnie jak konsumenci, szukają zamienników. Gwałtownie drożeją więc też substytuty jaj używane do tej pory głównie do pieczenia i gotowania przez wegan.

Wprowadzana jest też reglamentacja

"Szanowni klienci, z powodu utrzymujących się problemów z dostawami, uprzejmie prosimy o ograniczenie zakupów do tuzina sztuk, niezależnie od rodzaju, dziękujemy za zrozumienie" - ogłoszenia tej treści zawisły w chłodziarkach z jajkami w popularnej sieci marketów Trader Joe's. Inna wielka sieć - Costco - pozwala kupić trzy opakowania po 12 sztuk.

Mniejsze sieci wprowadzają podobne regulacje - w zależności od dostępności deficytowego towaru. I tłumaczą, że w przeciwnym razie półki zostałyby ogołocone z jajek w mgnieniu oka. Media społecznościowe pełne są bowiem historyjek o masowych zakupach, a Amerykanie podejrzewani są o masowe magazynowanie. Bo jajeczna inflacja galopuje tak szybko, że opłaca się jaja trzymać nawet krótkoterminowo.

Jajka nowym papierem toaletowym

W amerykańskiej gospodarce jaja stały się nowym papierem toaletowym. Podczas pandemii ten niewyszukany artykuł stał się celem sklepowych polowań. Tak szybko znikał z półek, że był kupowany hurtowo. Na zapas. I dlatego brakowało go jeszcze bardziej. Wtedy problemem były przerwane łańcuchy dostaw, w tym odczynników chemicznych niezbędnych do zmiękczania papieru.

Historia powtarza się z jajami. W jajecznym łańcuchu dostaw brakuje podstawowego ogniwa: kur! Dlaczego? I co z tym wszystkim wspólnego mają działa hukowe, po które ustawiają się teraz w Ameryce potężne kolejki?

Ptasia grypa dziesiątkuje stada

Farmerzy kupują działa, bo chcą odstraszać od swoich stad kanadyjskie gęsi. Dzikie ptaki są bowiem podstawowym wektorem przenoszenia ptasiej grypy - wysoce zakaźnej choroby drobiu, która od mniej więcej dwóch lat dziesiątkuje amerykańskie kurniki. Są głównym wektorem - czyli odpowiadają za niekontrolowane rozprzestrzenianie się zarazy. Czołowe miejsce w tej dyscyplinie zajmują właśnie gęsi kanadyjskie.

Problem w tym, że i one - i wiele innych gatunków - z powodu zmian klimatycznych i zmiany stałych wcześniej wiatrów - zmieniają szlaki sezonowych podróży. Lądując na przystanki w pobliżu wielkich ferm drobiu, roznoszą wirusa. Stąd stawiane wokół kurników działa hukowe, atrapy ptaków drapieżnych i głośniki emitujące ich okrzyki. To wszystko jest dla wielu producentów ostatnią deską ratunku. Bo milionowe wydatki drobiowej branży na tak zwaną bioasekurację - czyli odkażanie wszystkich i wszystkiego, co ma kontakt z kurami - nie daje rezultatu.

100 mln kur trafiło pod nóż

Jeden chory ptak w kurniku równa się wybiciu całego stada. W ciągu ostatnich 12 miesięcy w USA pod nóż trafiło ponad 100 milionów kur, w tym nioski. Tylko w ostatnim roku - 30 milionów. W sumie w ciągu ostatnich dwóch lat z powierzchni amerykańskiej ziemi zniknęło trzy razy więcej ptaków niż podczas poprzedniej epidemii H5N1.

Najgorzej sytuacja wyglądała w listopadzie i grudniu - trzeba było eksterminować aż 20 milionów sztuk ptaków. To spowodowało pogłębienie produkcyjnego kryzysu w czasie, gdy zapotrzebowanie na jajka jest największe, a kurza hekatomba objęła stany z największą w kraju produkcją jajek.

Lepiej szybko nie będzie, bo odbudowa farm trwa miesiącami: trzeba czekać aż z kurczaka wyrośnie nioska. W tym czasie kurczak musi jeść, musi być zdrowy i musi mu być ciepło. Wszystko to kosztuje i to niemało. Bo podrożała energia, ludzka praca, leki dla zwierząt oraz pasza. I dlatego jajeczna drożyzna będzie się utrwalać. Dotykając sklepowe półki, portfele amerykańskich rodzin i politykę banku centralnego USA.

Inflacja jajeczna

Skoro o polityce bankierów mowa - będzie o inflacji, także tej jajecznej. Amerykańskie jaja drożeją bowiem jak szalone. W ciągu roku ich cena wzrosła o blisko 100 procent. Pomiędzy grudniem a styczniem podrożały najmocniej od dekady, czyli od poprzedniej fali ptasiej grypy.

W Nowym Jorku tuzin jaj kosztuje dzisiaj już niecałe 8 dolarów, jeszcze więcej w Kalifornii. Co czyni je towarem prawie luksusowym. I wpływa na narodowy wskaźnik inflacji. W styczniu ceny w USA znów wzrosły, kolejny zresztą miesiąc z rzędu. Głównie z powodu rosnących cen żywności i paliw. W tym galopujących cen jaj. Co znaczy, że szybkiego cięcia stóp procentowych nie będzie, nie potanieją więc kredyty. Amerykańską gospodarkę pożyczanie na rozwój będzie drogo kosztować, a to nie jest dobra wiadomość dla reszty świata.

Na koniec historyczna kradzież

Niniejszym jaja dołączyły do prestiżowej grupy towarów, do których należały wcześniej luksusowe alkohole, drogie francuskie sery, oliwa z oliwek, orzechy, owoce awokado, a ostatnio także ziarna kawy i kakao prosto z upraw. Na liście tej znalazły się też syrop klonowy za 18 (!) milionów dolarów prosto od kanadyjskiego producenta, Nutella za kilkadziesiąt tysięcy euro skradziona w Niemczech z transportu czy 300 uli z pszczołami wywiezione z sadu w Kalifornii. I kradzież najnowsza, czyli... 100 tysięcy jaj o wartości detalicznej około 60 tysięcy dolarów.

Jajka zniknęły z ciężarówki chłodni jednego z największych w USA producentów ekologicznych. Policja traktuje sprawę priorytetowo. I nadziwić się nie może pierwszej takiej kradzieży w historii amerykańskiej przestępczości.