,
Obserwuj
Gospodarka

Awantura o ukraińskie skarby. Tylko czy one naprawdę istnieją? Trump może się przeliczyć

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
03.03.2025 20:17
Miała być umowa o wykorzystaniu ukraińskich skarbów, a była wielka międzynarodowa awantura w Białym Domu. Ukraińskie władze próbują przekonywać, że mają potężne zasoby ważnych surowców. Problem tylko w tym, że badanie tych skarbów pochodzi z lat 1960-1980. Nie ma też informacji, by ktokolwiek oceniał możliwość ich wydobycia, przetworzenia lub koszt przewiezienia do najbliższej przetwórni.
|
|
fot. SAUL LOEB/AFP/East News
  • Metale ziem rzadkich w Ukrainie - krótkoterminowo - miały przynieść szybki pokój na wschodzie Europy; długoterminowo miały zapewnić solidny zysk właścicielom trawnika oraz ich partnerom zza Atlantyku;
  • Miały, bo na razie wystąpiły w roli zapalnika. Otwartej dla globalnej publiczności, międzynarodowej awantury, której sceną był Gabinet Owalny prezydenta USA, a głównymi bohaterami Donald Trump i ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski;
  • W czasie, gdy dyplomaci po obu stronach Atlantyku próbują znów doprowadzić rzecz do ładu, my powiemy, o jakie skarby chodzi. Czy warte są prezydenckiej awantury na wagę pokoju w Ukrainie?

 

Dlaczego metale ziem rzadkich są ważne?

 

Nietrudno się domyślić, że cała gra o metale ziem rzadkich toczy się o pieniądze. Ale też o postęp w nowoczesnych technologiach, bezpieczeństwo i niezależność. Metale ziem rzadkich znajdują się w sercu technologicznej przewagi, zwłaszcza te używane w zaawansowanej elektronice i branży wojskowej.

Minerały krytyczne to podstawa w motoryzacji - przede wszystkim w tej na prąd - czy na przykład przetwarzaniu ropy naftowej na paliwa samochodowe oraz produkcji energii ze źródeł odnawialnych. A w przyszłości także w jej magazynowaniu na wielką skalę.

Metale ziem rzadkich są powszechne w przyrodzie, tyle że występują w bardzo niewielkich ilościach. Oznacza to, że dla uzyskania konkretnej ilości trzeba przerobić jeszcze bardziej konkretną górę kamieni. Pół biedy, gdy przeróbka odbywa się w tym samym miejscu, w którym minerały te wydobywa się z ziemi. Gorzej, gdy trzeba je wieźć - na przykład przez cały kontynent lub przez morze. By produkcja była opłacalna, złoża muszą być "gęste", a przetwórnia blisko. I dlatego lista państw producentów nie jest długa.

Kto produkuje metale ziem rzadkich?

 

Monopolistą na rynku metali ziem rzadkich są Chiny, które przejęły technologię z Zachodu, konkretnie - ze Stanów Zjednoczonych, które uznały branżę za nieopłacalną. Zresztą nie tylko one. Na placu boju został więc tylko jeden zawodnik, który dzisiaj obsługuje cały świat i trzyma go w szachu. W efekcie jedna decyzja podjęta w Pekinie może pogrążyć niemal każdy zaawansowany technologicznie biznes pod każdą szerokością geograficzną.

Stąd globalne poszukiwania alternatywy: od Grenlandii i europejskich regionów okołobiegunowych, przez Bałkany, po Amerykę Południową, Brazylię Australię i Wietnam, a w Europie - po Ukrainę. Jej zasoby surowców krytycznych mają być dla niej przepustką na Zachód, do trwałego pokoju i stałego bezpieczeństwa w sąsiedztwie z agresywną Rosją.

Czego chce Donald Trump?

 

Stąd kolonizacyjne zapędy prezydenta Donalda Trumpa. Pod jego dowództwem Stany Zjednoczone zawierają z Ukrainą umowę, w której naturalne zasoby pierwiastków krytycznych grają główną rolę.

Waszyngton widzi umowę jako źródło przyszłych zysków, Ukraina ma nadzieję znaleźć w niej gwarancje bezpieczeństwa - jeśli nie militarnego, to choćby gospodarczego. Problem w tym, że przedmiot tego zaangażowania jest mocno teoretyczny. Dlaczego? Bo może się okazać, że skarby pod trawnikiem są, ale nie takie, jakich szukają Amerykanie.

O ukraińskich złożach jedno wiadomo na pewno - że bardzo dobrze wyglądają jako przedmiot oficjalnej rządowej prezentacji. Prezentacja mieści się na piętnastu slajdach w power poincie i umieszczona jest na stronach Ukraińskiej Służby Geologicznej. Można się domyślać, że w postaci ogólnej zwiedziła kawał świata i nieraz latała do Stanów Zjednoczonych, i to jeszcze przed polityczną zmianą warty w Białym Domu. Ale nie tylko.

Ukraińskie delegacje rządowe latały też ze swoją prezentacją po Europie. Jesienią do inwestycji w surowce krytyczne przekonywano Niemców osobno i całą Unię Europejską razem. Bruksela miała spisany z Kijowem kalendarz prac nad specjalnym paktem na rzecz metali ziem rzadkich. Ostatnie informacje w tej sprawie na stronę urzędu trafiły jesienią.

Co wiemy o metalach ziem rzadkich w Ukrainie?

 

Problem jednak w tym, że badanie skarbów pochodzi z lat 1960-1980, czyli czasów świetności Związku Radzieckiego. I choć teoretycznie ich zasób może być poważny, to nie ma informacji, by ktokolwiek rzeczowo oceniał możliwość ich wydobycia, przetworzenia lub choćby koszt przewiezienia do najbliższej przetwórni.

Tytanu ma Ukraina podobno najwięcej w Europie - jest jednym z niewielu krajów, które go wydobywają. A to materiał niezbędny w transporcie lotniczym i produkcji sprzętu medycznego. Reklamuje się jako producent grafitu, uważa, że ma gotowe do odkrycia złoża litu. Jedno i drugie jest niezbędne do produkcji baterii samochodowych. Z 20 tysięcy złóż tylko 8 tysięcy wstępnie uznano za teoretycznie opłacalne. Brakuje dokumentacji, złoża nie zostały opisane i skatalogowane. Informacje są rozsiane po całym kraju w zakurzonych archiwach geologicznych. Na dodatek większość z nich została zamknięta na kłódkę na mocy wojennego dekretu o stanie nadzwyczajnym.

Nawet jeśli niektóre faktycznie nadają się do eksploatacji, to przygotowania do wydobycia i budowa wszystkich niezbędnych urządzeń potrwają wieki. I będą kosztować dziesiątki miliardów dolarów. A są i takie, które nigdy się inwestycji nie doczekają. Bo albo leżą w strefie przyfrontowej - jak na przykład złoża litu - albo opisane zostały jako ryzykowne, bo są zagrożone powodziami i osunięciami ziemi, albo nie da się do nich dostać, bo przekopanie umownego ukraińskiego trawnika wymagałoby astronomicznych nakładów i oznaczałoby zużycie gigantycznej ilości prądu.

Szef ukraińskiej służby geologicznej rozbrajająco przyznaje, że - owszem - nie ma żadnego współczesnego badania złóż. Ostatnie zostało przeprowadzone w 1970 roku i jest jedynym, o którym wiadomo, że naprawdę zawiera złoża niobu, jednego z metali ziem rzadkich. I to byłoby na tyle dobrych wiadomości na temat tego zasobu. Złe są takie, że od czasu rozpadu ZSRR w 1991 roku pies z kulawą nogą się nim nie interesował.

Posłuchaj całego podcastu!