Tesla ma poważne kłopoty. Musk z nietypową prośbą do pracowników
- Od grudnia giełdowa wartość Tesli spadła o połowę;
- Wpływ na to ma m.in. polityczne zaangażowanie Elona Muska i potężna chińska konkurencja;
- Tesla jest bardzo droga, a straciła na wizerunku;
- Amerykanie masowo wstawiają swoje tesle do komisów samochodowych;
- W Europie i Chinach z kolei sprzedaż marki spadła o... połowę;
- Czy złote czasy Tesli już się kończą?
Tym razem zaczniemy od końca - czyli od apelu założyciela Tesli do pracowników firmy, by się ich nie pozbywali. Dlaczego właściciel jednej z najbardziej znanych marek na świecie musi prosić załogę, by nie wyprzedawała akcji? Bo ich wartość od stycznia spadła o 40 procent. I o połowę od grudnia.
Dzieje się tak z wielu powodów. Pierwszym jest udział właściciela Tesli - Elona Muska - w operacji odchudzania amerykańskiej administracji federalnej. W praktyce odchudzanie oznacza wielotysięczne zwolnienia we wszystkich dywizjach rządu USA i kasowanie wydatków na wszelkie - zdaniem Muska - zbędne przedsięwzięcia. Z praktycznego punktu widzenia to brak czasu na zarządzanie własną firmą - źle widziany przez analityków rynku i załogę, którą trzeba namawiać, by nie zastanawiała się nad sprzedażą akcji w obliczu marketingowego armagedonu.
Bo czołówki światowych mediów zajmują obrazki aut Tesli niszczonych na parkingach jak Ameryka długa i szeroka. Surowe kary za wandalizm zapowiedział już amerykański rząd z prezydentem Donaldem Trumpem na czele, który - wbrew fundamentalnej zasadzie niemieszania polityki z biznesem - zachwalał publicznie auta produkowane przez Muska i fotografował się z teslą przed Białym Domem. Mniej więcej w tym samym czasie sekretarz handlu USA namawiał w telewizji do kupowania akcji firmy.
Tesla jest w dołku, bo jej auta przestały się sprzedawać
Na początku roku - po raz pierwszy od dekady - światowa sprzedaż Tesli spadła, zamiast rosnąć. I choć kierownictwo marki widzi przed sobą świetlaną przyszłość, to liczby mówią coś zupełnie innego.
W styczniu w całej Europie sprzedaż Tesli spadła o... 45 procent! Najgorzej było w Niemczech. Tam w ciągu dwóch pierwszych miesięcy roku rejestracje nowych aut marki spadły o ponad 70 procent! Prawdopodobnie z powodu publicznego poparcia Elona Muska dla skrajnie prawicowej niemieckiej AfD, które zniechęciło do Muska i jego Tesli całą resztę wyborców.
Ale Europa to tylko część problemów amerykańskiego producenta. Znacznie większe Tesla ma w Chinach. Analitycy rynku widzą tam nawet początek końca jej złotych czasów.
W lutym dostawy Tesli na chiński rynek spadły o połowę. To największy spadek od ponad dwóch lat, czyli od apogeum pandemii. Firma tłumaczy się wstrzymaniem produkcji w swoich zakładach, które muszą się przygotować do produkcji nowego wariantu modelu "Y". Ale to tylko część prawdy. Bo Tesli śmiertelny cios właśnie zadaje największy chiński producent elektryków, którego rozwój i światową ekspansję sponsoruje tamtejszy rząd.
Mafia z Doliny Krzemowej. Skąd się wziął Musk i spółka?
Chińczykom Tesla się już nie podoba
Ważne jest też to, że chińska gospodarka buksuje w miejscu. Chińczycy odczuwają to buksowanie w portfelach, spada więc sprzedaż aut marek europejskich, bo w porównaniu z chińskimi są znacząco droższe i znacząco mniej nowoczesne. Elektryki Tesli przestały być na największym rynku na świecie pożądaną atrakcją. W porównaniu z pączkującymi w Chinach markami własnymi Tesla stoi w miejscu, oferując od lat wciąż te same starzejące się już modele.
Analitycy Morgan Stanley przewidują więc systematyczny spadek chińskiej sprzedaży marki, co dla biznesu Muska jest fatalną prognozą. Oznacza spadek przychodów na rynku, który stanowił w ubiegłym roku aż jedną piątą wszystkich pieniędzy, które wpłynęły do kasy firmy. Za pięć lat ten udział ma wynieść zaledwie jedną dwudziestą. Co znaczy, że Tesla praktycznie zniknie z Chin.
By zrozumieć przegraną Tesli w Chinach, wystarczy zajrzeć do salonowych cenników. Cena tesli - modelu Y oraz popularnej trójki - po ostatnich obniżkach to około 33 tys. dolarów. Na zakup modelu Song Plus, sprzedażowego przeboju marki BYD, trzeba przeznaczyć aż o jedną trzecią mniej, tylko 21 tys. Mniejsze auto BYD, elektryczny Seagull, kosztuje niecałe 10 tysięcy.
Cena dla chińskich kupujących to jedno, wysoka technologia - drugie. BYD zapowiada montowanie systemu umożliwiającego jazdę bez kierowcy nawet w swoich najtańszych modelach. Inny chiński producent, Geely, planuje wyposażenie wszystkich swoich marek w G-Pilota służącego do samodzielnej jazdy po autostradach oraz automatycznego parkowania za naciśnięciem guzika.
Tesla przestała być symbolem postępu
Na koniec zajrzymy na parkingi amerykańskich komisów. Bo zdaje się, że Tesli wiatr wieje w oczy niezależnie od tego, w którą obróci się stronę. W tym miesiącu udział odsprzedawanych tesli w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrósł ponad trzykrotnie. Amerykanie pozbywają się aut tej marki w niespotykanym wcześniej tempie. Między innymi z powodu obaw o gwałtowny spadek wartości aut Tesli, które łączą się z rewolucyjną zmianą wizerunku marki.
Bo Tesla przestała być symbolem postępu i technologicznej zmiany, a stała się - wraz ze swoim właścicielem, najbogatszym człowiekiem świata - symbolem konserwatyzmu. Firma stanęła dokładnie tam, gdzie nie chce stać większość jej klientów. Robi to, czego od zawsze starały się unikać największe światowe marki, czyli łączy biznes z polityką. Z tego wyślizgnąć się nie będzie łatwo, o ile w ogóle będzie to możliwe.