W wojnie Trump kontra wszyscy to jeszcze nie koniec. Wiemy, kiedy zamknie się szczelina celna
- W tym odcinku opowiemy o końcu świata. Konkretnie o końcu świata, jaki znamy. Będziemy o nim opowiadać po kawałku;
- A to dlatego, że po pierwsze: koniec świata jest złożony i kompleksowy. Dotyczy każdej dziedziny życia i gospodarki. Od chińskich tenisówek i naczyń kuchennych, po samochody, maszyny budowlane i statki handlowe. I po drugie: jesteśmy dopiero na początku końca;
- Powiemy o wielkiej światowej wojnie handlowej, która zaczęła się od trzęsienia ziemi. A napięcie będzie zapewne dalej rosnąć.
Na początek o skali i globalnych konsekwencjach. Skala jest globalna, cła obejmują wszystkie państwa na świecie. Na poziomie podstawowym to 10 procent, ale szczególnie wyróżnieni będą płacić więcej. Nawet 50 procent. W tym Unia Europejska ze stawką 20 procent oraz ciężej dotknięte Chiny, Japonia, Indie, Kambodża, Wietnam czy Indonezja. Czyli tanie zaplecze produkcyjne dla niemal wszystkich branż przemysłowych, od trampków po maszyny górnicze. Dlatego amerykańska polityka handlowa dotknie każdego, wszędzie. Spowoduje wzrost cen, doprowadzi do zamykania biznesów opartych o współpracę z amerykańskimi partnerami.
Trump o cłach: Nasz kraj przeżyje boom, reszta świata dobija się, by zawrzeć układ
W Europie najmocniej handlowe uderzenie odczuje przemysł motoryzacyjny. Bo wysyła do USA gotowe auta oraz wiele części do ich produkcji i składania na miejscu za Oceanem. Połowa nowych aut kupowanych przez Amerykanów sprowadzana jest z zagranicy. Największymi eksporterami są Japończycy ze swoją Toyotą i niemiecka grupa Volkswagena. I to właśnie ta ostatnia będzie mieć wielkie kłopoty. Problemy będzie też musiał rozwiązać Mercedes. Po dołożeniu 25-procentowego cła, mniejsze modele zrobią się dla Amerykanów za drogie. Więc przestaną się sprzedawać. Opcją byłaby obniżka cen, ale Niemcy chcą na autach zarabiać. I dlatego Mercedes podobno rozważa najbardziej radykalne rozwiązanie - całkowite wycofanie z amerykańskiej sprzedaży serii, na których nie będzie zarabiać. Do wyboru zostaną auta, najdroższe, luksusowe limuzyny. To dlatego, że z jednej strony w ich przypadku Mercedes może wziąć część cła na siebie. A z drugiej ultra bogaci klienci mniej oglądają się na ceny i są gotowi płacić dowolnie dużo - za prestiż.
Sztaby kryzysowe u wszystkich
Sztaby kryzysowe zawiązały światowe marki odzieżowe. Bo nie ma takiej sieciówki, która nie przeniosła swojej produkcji do Azji. Ponad 30-procentowe cła nałożone na import z Chin i blisko 50-procentowe dla Kambodży oznaczają, że Amerykanie będą płacić za dresy więcej. I to nie tylko 'zagraniczne', ale też krajowe. Bo krajowe już są droższe. Ich produkcja na miejscu kosztuje więcej, bo więcej zarabiają pracownicy, droższa jest energia i materiały w łańcuchach dostaw. Uszycie tego samego modelu w nowoczesnym zakładzie w Azji kosztuje wielokrotnie mniej. Z kontrolą jakości na zachodnim poziomie i wąskimi specjalizacjami w określonym rodzaju odzieży lub obuwia. Na przykład w produkcji butów sportowych. Jak Adidas czy Nike, dla których Ameryka jest największym rynkiem na świecie.
Trump nie nałożył ceł na Rosję. Może mieć w tym ukryty cel. 'Precedens'
Żeby zrozumieć, dlaczego na producentów sneakersów padł blady strach, wystarczy wiedzieć, że niemal cała produkcja wiodących marek odbywa się w Wietnamie, Kambodży oraz w Chinach. Wszystkie trafiły na czarną listę Donald Trumpa. Dla Wietnamu stawka wynosi prawie 50 procent. To właśnie na ten kraj postawili światowi potentaci, decydując o przeniesieniu tam największej części swojej produkcji. Wartość rocznego zamówienia Nike'a i Adidasa z wietnamskich fabryk wynosi w sumie niebagatelne 20 miliardów dolarów. Nike produkuje w Wietnamie połowę swoich butów, Adidas około 40 procent. Przeprowadzka nie wchodzi w grę, bo produkcja sportowych sneakersów to działalność specjalistyczna. Wyjścia więc nie ma, trzeba będzie podnieść ceny. A podobne decyzje podejmą zapewne także inni. Bo w Wietnamie masę kolekcji produkuje też H&M czy Uniqlo.
Biznesowa katastrofa
Statystyki handlu z Ameryką są dla świata bezwzględne. I dla wielu oznaczają biznesową katastrofę. Do Stanów Zjednoczonych wjeżdżają co roku z Chin telefony komórkowe za miliardy dolarów, z Tajwanu części do produkcji komputerów i gotowe komputery, a także mikroprocesory bez których nie da się wyprodukować żadnego urządzenia bardziej zaawansowanego niż kuchenny durszlak. Dlatego w kryzysie znajdzie się jedna z najbardziej innowacyjnych i największych firm świata. Amerykańska NVidia jest monopolistą w dziedzinie układów scalonych napędzających sztuczną inteligencję. Mikroprocesory produkowane są w Azji, głównie na Tajwanie, astronomiczne cła oznaczają, że za globalne przyspieszenie technologiczne trzeba będzie płacić więcej. Podobnie jak za jeżdżenie, latanie, transport morski i kolejowy.
Teraz kolejny fragment tej historii, czyli Chiny. Ta globalna fabryka wszystkiego musi się zmierzyć z rekordową stawką cła - sięgającą ponad 50 procent. Dla chińskiej gospodarki to bardzo zła wiadomość, bo wysokość opłaty jest większa, niż się domyślano przed jej ogłoszeniem. Chiny dumają więc nad odwetem. Możliwy scenariusz może obejmować zablokowanie sprzedaży surowców krytycznych. A tu Chiny są światowym potentatem, a w niektórych przypadkach monopolistą. Wydobywają i przetwarzają pierwiastki niezbędne do produkcji wojskowej, energetyki, wysokich technologii, motoryzacji czy sprzętu elektronicznego.
'Taktyczny wyskok, by urwać deale'. W co gra Trump? 'Bóle przejściowe'
Chiny stracą gospodarczo, bo już sama zapowiedź wprowadzenia zaporowych ceł natchnęła zarządy globalnych firm do planowania do przenosin w inne rejony Azji. Plany właśnie upadają, bo sąsiedzi Chin znaleźli się w jeszcze gorszej od nich sytuacji. Zaś przeciwko chińskim gigantom handlu elektronicznego Amerykanie wznieśli jeszcze inną tamę: Ameryka zatkała dziurę w systemie celnym, która pozwalała płynąć do USA szerokiej rzece fast fashion. Przesyłki Shein czy Temu niniejszym będą oclone i obłożone dodatkowymi opłatami za zarejestrowanie i sprawdzenie. Firmy kurierskie będą mieć obowiązek paczki zatrzymywać do chwili opłacenia cła przez zamawiających. USA zniosły bowiem zwolnienie celne znane jako 'de minimis'. Obejmujące przesyłki, których wartość nie przekracza 800 dolarów. Szczelina celna domknie się 2 maja, za tanią odzież kupowaną na Temu czy Shein trzeba będzie zapłacić 50 procent wartości. Będzie dużo drożej i dużo dłużej. Chiński biznes będzie musiał znaleźć dla siebie inne atrakcyjne rynki. Najlepiej zamożne. A to może znaczyć jeszcze większą falę chińskiej tanizny w Europie.
Na koniec zapowiedź dalszego ciągu. Bo przed Białym Domem ustawia się kolejka chętnych do negocjowania z USA ulg i zwolnień. Po stronie amerykańskiej woli na razie nie ma. Jest za to deklaracja: budujcie w Ameryce swoje fabryki, ceł nie będziecie płacić. I dlatego z drugiej strony zapory celnej pojawiają się już groźby handlowego odwetu. A to będzie oznaczać jeszcze chaosu i jeszcze więcej wojny. I być może jeszcze więcej okazji do zajmowania na światowej mapie lepszego miejsca. Ale to już zupełnie inny kawałek tej historii.