"Dziewczyna z Watykanu". Historia "zagadkowej" postawy Jana Pawła II i kurii. "Niektórzy nazywali to bagnem, a nawet gniazdem węży"

Mroczne strony Stolicy Piotrowej, pedofilia w Kościele Katolickim, zamach na Jana Pawła II, włoska mafiia i KGB - wszystkie te wątki porusza serial Netflixa "Dziewczyna z Watykanu", który ukazuje historię zaginięcia 15-letniej Emanueli Orlandi. Jak mówił w TOK FM prof. Arkadiusz Stempin zastanawiająca jest w tej sytuacji sama pasywność Watykanu. - Papież znał rodzinę Orlandi osobiście. Jej rodzina należała do bardzo wąskiego grona cywilnych osób z paszportem watykańskim. Mieszkali na terenie Watykanu, rzut beretem od apartamentów papieskich - wyliczył wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. Józefa Tischnera.
Zobacz wideo

W październiku swoją premierę miał pięcioodcinkowy serial dokumentalny "Dziewczyna z Watykanu". Produkcja Netflixa przedstawia sprawę 15-letniej Emanueli Orlandi, córki świeckiego urzędnika kurii rzymskiej. Ta 22 czerwca 1983 roku wyszła z zajęć muzyki, po czym zniknęła w tajemniczych okolicznościach. W tym dniu papież Jan Paweł II przebywał w Polsce, spotkał się wówczas m.in. z Lechem Wałęsą. Już po powrocie, podczas audiencji generalnej, zabrał głos w tej sprawie i zaapelował do porywaczy. To, jak zwrócił uwagę brat dziewczyny Pietro Orlandi, mogło świadczyć o tym, że wiedział więcej niż włoskie organy śledcze. 

Prof. Arkadiusz Stempin ocenił w TOK FM postawę papieża i Watykanu jako "zagadkową" i "pasywną". - Papież znał rodzinę Orlandi osobiście. Jej rodzina należała do bardzo wąskiego grona cywilnych osób z paszportem watykańskim. Mieszkali na terenie Watykanu, rzut beretem od apartamentów papieskich. Zastanawiająca jest w tej sytuacji pasywność Watykanu. Bo nie mamy dowodów, by Watykan troszczył się o swoją zaginioną obywatelkę - mówił w "A teraz na poważnie" wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. Józefa Tischnera.

Zwrócił przy tym uwagę, że porwanie 15-latki przypadło na okres niezwykle trudny w dziejach zarówno Watykanu, jak i całych Włoch. A to głównie za sprawą "idącej w samopas kurii rzymskiej, a szczególnie Sekretariatu Stanu, który wyrwał się spod kontroli papieża". - Jan Paweł II w 1978 roku zastał Kurię Rzymską, a szczególnie Sekretariat Stanu ginący w oparach mroczności. Niektórzy nazywali to bagnem, a nawet gniazdem węży - dopowiedział rozmówca Mikołaja Lizuta. 

"Nigdy nie wierzyłem w wątek bułgarski"

Sprawa zaginięcia 15-latki łączona była swego czasu także z zamachem na Jana Pawła II. 13 maja 1981 roku, podczas audiencji generalnej na placu świętego Piotra w Rzymie papież został postrzelony w brzuch i w rękę. Kule pochodziły z broni tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Agcy.

- Porywacze Orlandi wielokrotnie kontaktowali się zarówno z władzami Watykanu, jak i z rodziną porwanej. Stawiali różne żądania, a jednym z nim było uwolnienie Alego Agcy - przypomniał też prowadzący. 

- Szczególnie w Polsce kultywowano wątek bułgarski i wątek KGB, ale papież, kiedy w 2002 r. był osobiście w Bułgarii, nim go połknęła choroba Parkinsona, powiedział wprost: Nigdy nie wierzyłem w wątek bułgarski - skomentował prof. Arkadiusz Stempin. 


 

Mafioso w bazylice biskupów

W sprawie porwania Emanueli Orlandi pojawił się także np. wątek Stasi. - Trop Stasi doprowadził donikąd. Natomiast pojawił się drugi trop, który prowadzi do najbardziej wiarygodnego powiazania Watykanu z włoskim światem przestępczym. Ten świat w latach 80. opierał się o Lożę P2, mafię sycylijską i samodzielną mafię rzymską - Banda della Magliana. Jej szef - Enrico De Pedis - siedem lat po uprowadzeniu Orlandii, zginął w Rzymie i został pochowany na terenie Watykanu. Jak to możliwe, by mafioso trafił do sarkofagu w bazylice, która jest zarezerwowana tylko dla biskupów czy kardynałów? - pytał retorycznie w TOK FM prof. Arkadiusz Stempin.

Jeszcze inny trop podsunęła śledczym koleżanka ze szkoły Emanueli. Był to wątek pedofilski - 15-latkę miały spotkać konsekwencje tego, że w Ogrodach Watykańskich była świadkiem "obrzydliwego" zachowania jednego z najbliższych współpracowników Karola Wojtyły.

- To jest zbieżne z tym, co powiedział przed laty ultrakonserwatywny Gabriele Amorth, czyli egzorcysta Watykanu: Emanuela została porwana za mury Watykanu na orgię seksualną - mówił też wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej m. Józefa Tischnera. 

"Emanuela jest w niebie"

"Emanuela jest w niebie" - usłyszał Pietro Orlandi od papieża Franciszka wiele lat po jej zniknięciu. I, być może, tak jak Enrico De Pedis, jest pochowana gdzieś na terenie Watykanu. Kiedy jednak za zgodą Stolicy Apostolskiej otwarto grób, który według informatora miał skrywać jej ciało, ten okazał się pusty.

- Na drugim cmentarzu również kopano i nie znaleziono szczątków Orlandi, podobnie jak nie znaleziono jej w grobie Enrico De Pedisa - skwitował rozmówca Mikołaja Lizuta. 

W czerwcu minęło 39 lat odkąd rodzina Orlandi widziała swoją córkę po raz ostatni. Zagadka porwania "Dziewczyny z Watykanu" nadal nie została rozwiązana.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM