advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Kultura

"Każdy mieszkaniec posiada przepustkę, wokół stoi mur". Czym są ZATO w Rosji?

7 min. czytania
02.08.2025 15:47
"Śmiejemy się, że jedynymi ludźmi śledzącymi wypociny naszego burmistrza są amerykańscy szpiedzy z CIA. (...) Żaden rosyjski pisarz nie może się pochwalić tym, że przetłumaczą go na angielski i będą czytać w Ameryce, nawet jeśli przez dwie strony przynudza o grabieniu liści. A nasz burmistrz może!" - żartują mieszkańcy jednego z rosyjskich miast zamkniętych w rozmowie z Alice Lugen, autorką książki "ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim Rosji".
|
|
fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Ponad milion obywateli Federacji Rosyjskiej mieszka w miastach zamkniętych (w skrócie: ZATO). Każde z nich patroluje wojsko, otacza płot z drutem kolczastym, monitorują kamery. Do środka można się dostać tylko po okazaniu przepustki, którą uzyskać niełatwo.

To dziedzictwo Związku Radzieckiego - pierwsze ZATO powstawały w czasach stalinowskich i aż do 1992 roku zaprzeczano oficjalnie ich istnieniu. Najwybitniejsi naukowcy, ukryci przed światem, prowadzili tam badania nad bronią jądrową i biologiczną. Trwał wyścig zbrojeń i nie można było dopuścić, by kraj został w tyle, bez względu na cenę, a ta bywała wysoka. Informacje o tragicznych w skutkach awariach czy katastrofach ekologicznych skrzętnie ukrywano.

Choć przez lata wiele się zmieniło, miasta zamknięte wciąż rozpalają wyobraźnię ludzi na całym świecie. Alice Lugen odkrywa przed nami ich sekrety, a prawda bywa ciekawsza niż najbardziej spektakularne fantazje. Chyba tylko amerykański wywiad mógłby opowiedzieć o ZATO więcej (opis wydawnictwa).

'ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji', Alice Lugen
'ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji', Alice Lugen
Wydawnictwo Czarne

Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji" autorstwa Alice Lugen, która ukazała się 16 lipca 2025 roku nakładem Wydawnictwa Czarne.

Ochrona miast zamkniętych przed wścibskim okiem ciekawskich stała się znacznie trudniejsza wraz z popularyzacją internetu, dronów i smartfonów. Zasady nakreślone w ustawie o ZATO pochodzą z 1992 roku i obejmują technologię z wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Władze dopisują do wewnętrznych regulaminów nowe wynalazki, ale przepisy nie nadążają za zdobyczami techniki. Ukrycie w XXI wieku wyglądu tak wielu lokalizacji oraz znajdujących się w nich zakładów wydaje się niemożliwością, ale władze Rosji zawzięcie się o to starają.

W punktach kontrolno-przejściowych niektórych ZATO osoby wychodzące ze strefy zamkniętej i niemieszkające w niej na stałe prosi się o okazanie zdjęć oraz filmów w telefonie. Strażnicy nie wiedzą, jak zapanować nad wysyłaniem fotek z miast zamkniętych, publikowaniem ich w mediach społecznościowych i umieszczaniem w chmurze. Niektóre dodawane są do Google Maps, a obywatele nie słuchają zaleceń.

Trwają debaty nad wykorzystaniem nowych technologii do elektronicznego systemu przepustek 1, który zastąpiłby karteczki zaprojektowane w czasach Berii. Pojawiły się również luźne propozycje, wyglądające tak, jakby pomysłodawca właśnie skończył oglądać Black Mirror, zachwyciwszy się w międzyczasie chińskim systemem zaufania społecznego. Na przykład: wszczepienie wszystkim chipów w rękę, skanowanie tęczówki przez kamery uliczne, opracowanie mechanizmu oceny zachowania mieszkańców w skali punktowej od jednego do dziesięciu. Wyłączanie elektronicznej przepustki w chipie osobom z wynikiem poniżej pięciu punktów, kiedy znajdą się za ogrodzeniem. Dla wzmocnienia dyscypliny chip mógłby lekko kopać prądem, gdy kamera uliczna wykryje naruszenie regulaminu i zidentyfikuje sprawcę.

Powyższych pomysłów nie wcielono w życie. Od dawien dawna najskuteczniejszą metodą wyłapywania czarnych owiec stanowi donosicielstwo. W Sarowie nie bez kozery znajduje się ulica Pawlika Morozowa. To tylko jeden z licznych przykładów obrazujący podobieństwo obecnej rzeczywistości miast zamkniętych do realiów czasów radzieckich. Brakuje w nich typowego przemysłu komercyjnego, lokalizacje są w ogromnej mierze utrzymywane z dotacji państwowych, mocno skoncentrowane na świadczeniach socjalnych. W pewnych kwestiach czas się zatrzymał. Za płotami wyrabia się normy, zwołuje kolegia, projektuje zakładowe proporczyki, przyznaje nagrody najbardziej zasłużonym pracownikom. Mieszkańcy odwołują się do przeszłości, wspominają ZSRR z bolesną tęsknotą, a jego rozpad uważają za katastrofę na miarę końca świata.

Turyści biją tu rekordy, a mieszkańcy narzekają. 'Powoli robi się już Disneyland'

W miastach zamkniętych stoją ultranowoczesne budynki ze szkła, wypieszczone siedziby opływających w ruble instytutów - w sąsiedztwie pomników Lenina, kwiecistych skwerów z fontannami oraz obdrapanych osiedli, które okres świetności mają dawno za sobą i pamiętają czasy, gdy gromadzono się przy radioodbiornikach, aby uważnie wysłuchać nowego dekretu Chruszczowa. Dzisiaj błagają o remont, kłując w oczy odłażącą farbą. Spod wielgachnych odprysków wyziera beton, jakby blokowiska przechodziły wylinkę.

Materiały udostępnione w internecie przez mieszkańców dowodzą, że na fasadach licznych budynków czy kombinatów przemysłowych widnieją namalowane dekady temu sierp i młot obok czerwonej gwiazdy wyblakłej od słońca. Można spotkać charakterystyczne długie zewnętrzne balkony, łączące klatki schodowe sąsiednich bloków mieszkalnych. Miały przyśpieszyć ewakuację w razie wojny atomowej z Ameryką. W niektórych ZATO zachowały się wypisane na murach radzieckie hasła zachęcające do pracy oraz zimnowojenna numeracja budynków (od prawej do lewej, z celowym pominięciem wybranych numerów), która miała ułatwiać wyłapywanie osób zdezorientowanych, czyli potencjalnych szpiegów.

Starszych mieszkańców wyróżnia patriotyzm. Niektórzy przedkładają dobro ojczyzny nad osobiste. Są dumni z osiągnięć kraju i gotowi do poświęceń. Z czasów radzieckich pozostały im dalece idąca nieufność, dostrzeganie wszędzie wrogów, syndrom oblężonej twierdzy i samospełniające się proroctwa. Funkcjonują w czarno-białym świecie o bardzo prostej konstrukcji: oni są dobrzy, a tamci źli. Bliżej niesprecyzowani tamci spiskują, szpiegują, chcą wykraść sekrety, podstępnie zaszkodzić tajnym kombinatom. Należy się przed nimi obronić za wszelką cenę.

Tymczasem młodzi ludzie narzekają na zamęt, zakazy, brak rozrywek, skostniałe struktury i obyczaje z czasów młodości ich rodziców lub dziadków. Z jednej strony ZATO projektują rakiety kosmiczne, ale z drugiej są w nich budki telefoniczne, jakby komórek wciąż nie wynaleziono. Na murach czerwone gwiazdy, nie ma dokąd pójść na randkę ani gdzie spotkać się z przyjaciółmi, a burmistrz wydał odezwę, że trzeba grabić liście w czynie społecznym. Zapewniają:

- Śmiejemy się, że jedynymi ludźmi śledzącymi wypociny naszego burmistrza są amerykańscy szpiedzy z CIA.

Dostrzegają w tym pierwiastek absurdu. Mówią:

- Żaden rosyjski pisarz nie może się pochwalić tym, że przetłumaczą go na angielski i będą czytać w Ameryce, nawet jeśli przez dwie strony przynudza o grabieniu liści. A nasz burmistrz może!

Przywołują Centralną Agencję Wywiadowczą, gdy nie mogą załatwić spraw administracyjnych. Żartują, że trzeba wysłać mail do CIA z prośbą o pomoc. Tam na pewno wszystko wiedzą o przepisach w ich mieście zamkniętym. Zajrzą do aktualnej tabelki, sprawdzą w try miga. Nie to, co w rodzimym urzędzie, gdzie jeden pracownik odsyła do drugiego, drugi do trzeciego, trzeci zaś oddalił się w nieznanym kierunku i być może wróci dziś do gabinetu, a być może zjawi się dopiero jutro.

Większość młodych ludzi nie planuje wiązać przyszłości z miastem zamkniętym ani poświęcać czasu na bieganie z grabiami po osiedlu, ponieważ ojciec tak robił i ojciec ojca również. Chcą wyjechać do Moskwy lub Petersburga, aby tam poukładać sobie życie. Mówią, że w ZATO świetnie odnajdują się chodzący spać z kurami emeryci, którym wyjście po zakupy w pełni zaspokaja tygodniowe zapotrzebowanie na atrakcje.

Olga Głackich, rosyjska gimnastyczka i złota medalistka Letnich Igrzysk Olimpijskich w Atenach, wychowała się w ZATO Lesnoj. O mieście zamkniętym opowiada: "Tam jest zupełnie inne życie. Ludzie są kompletnie odizolowani, nie mają dostępu do procesów ani zmian, które codziennie dzieją się obok nich. Tam jest stagnacja, rozumiecie? Nie ma żadnego rozwoju. Jak coś kiedyś zrobiono, to tak zostało. Dlatego młodzi wyjeżdżają z tych miast, bo nie mają co robić. [?] Nie ma nawet dokąd pójść, żeby się spotkać lub posiedzieć razem".

Niektóre miasta zamknięte w ciekawy sposób łączą tradycje i nowoczesność. Radużnyj od lat siedemdziesiątych XX wieku prowadzi badania nad laserami oraz ich zastosowaniem bojowym. Pracuje się tu nad zdobyczami techniki, które wyprzedzają swoją epokę. Zarazem obowiązujące w mieście przepisy nie zmieniły się od czasów radzieckich.

Gosposia na plebanii często w podwójnej roli. 'Bardzo często czekają na śmierć matki tego księdza'

W Radużnym wszyscy obywatele mający więcej niż czternaście lat muszą mieć przy sobie przepustkę i okazywać ją na każde wezwanie strażnika w punkcie kontrolno-przejściowym oraz na wezwanie pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jeśli ktoś zgubi przepustkę, będzie to jednoznaczne z otwarciem dochodzenia. Śledczy ustalą, w jakich okolicznościach rzecz nastąpiła i czy nie doszło do naruszenia przepisów prawa.

Aby starać się o pracę w ZATO Radużnyj, najpierw należy wypełnić czterostronicową ankietę. Wymaga ona między innymi wyjaśnienia, czy dana osoba lub jej krewni stanęli kiedyś przed sądem, a jeśli tak, to kiedy i z jakiego powodu, oraz wyliczenia wszystkich podróży zagranicznych z podaniem daty, miejsca oraz powodu wyjazdu. Dwunaste pytanie brzmi: "Czy Pani/Pan lub małżonka/małżonek posiadacie krewnych mieszkających na stałe za granicą? Proszę podać ich nazwiska, imiona, imiona odojcowskie, rok urodzenia, stopień pokrewieństwa, miejsce zamieszkania i informację, od kiedy mieszkają za granicą".

Radużnyj rzadko odwiedzają media i osoby z zewnątrz. Latem 2014 roku dziennikarze stacji OTR otrzymali zezwolenie na wjazd, aby przygotować reportaż w ramach cyklu poświęconego niewielkim rosyjskim miasteczkom. Okazało się, że zgoda to jedno, a dotarcie na miejsce to drugie. ZATO leży w słabo zaludnionej części obwodu włodzimierskiego, tuż przy bagnistym parku narodowym. Otaczają je lasy, a w okolicy występują liczne stawy, mokradła i bagna. Rosyjska nawigacja w pewnym momencie przełącza się samoczynnie na miejscowość o identycznej nazwie, ale w innym obwodzie. Zaczyna kierować do niej, nie daje zmienić koordynatów i przywrócić właściwego celu podróży. Pożądany Radużnyj znika z listy możliwych miejsc do wyboru. Zanim kierowca zorientuje się, że nawigacja zmieniła cel, podąża za błędnymi wskazówkami, skręca, zbacza z właściwej drogi i traci orientację.

Dziennikarka OTR początkową część materiału nagrała z samochodu zaparkowanego na poboczu jednej z leśnych dróg. Mówiła: "Od dwóch i pół godziny próbujemy dostać się do miasta zamkniętego. Wiemy, że znajduje się gdzieś niedaleko, prawdopodobnie około pięciu minut jazdy. Ale nie ma go na mapach [w nawigacji]. I brakuje znaków, które mogłyby nas pokierować. Nawigacja prowadzi do innego miasta o nazwie Radużnyj, oddalonego o dwa i pół tysiąca kilometrów. Poddaliśmy się i wzywamy pomoc".

Gorzka prawda o pociągu do Chorwacji. 'Chciało się wysiąść i całować tory'

Wiaczesław Romanow, zastępca szefa administracji ZATO Radużnyj, tak to skomentował: "Niektóre obszary są zamknięte. Nowoczesna technologia może wskazać położenie tej lokalizacji, ale nie wskaże odniesienia". Zagadką pozostaje, co dokładnie się dzieje z rosyjską nawigacją, kiedy kierowca zbliża się do ZATO. Z wpisów w mediach społecznościowych wynika, że należy ją wyłączyć, bo "wariuje". Miejscowi znają drogę, nie potrzebują nawigacji, zatem błądzą tylko intruzi lub potencjalni szpiedzy.

Zdarza się, że rosyjscy dziennikarze w ogóle nie dostają przepustek. Wielu ciekawił Siewiersk, ale odbijali się od ściany. W 2022 roku Mira Markina opisała miasto następująco: "Zezwolenie na wjazd tak trudno otrzymać, jak w czasach radzieckich. Każdy mieszkaniec posiada przepustkę, a ich krewnych wpuszcza się tylko na specjalne okazje. Wokół całego miasta stoi betonowy mur z drutem kolczastym i monitoringiem, przy wszystkich punktach kontrolno-przejściowych są wojskowi".(...)

Posłuchaj: