Uciekł w trakcie "kontroli drogowej". Myślał, że to fałszywi policjanci. Bezprecedensowy wyrok
- Pan Krzysztof uciekł przed nieoznakowanym autem policji, obawiając się o bezpieczeństwo rodziny - funkcjonariusze byli nieumundurowani, z widoczną bronią, co wzbudziło jego podejrzenia.
- Sąd pierwszej instancji uznał, że kierowca złamał prawo i ukarał go grzywną oraz zakazem prowadzenia pojazdów.
- Po apelacji okazało się, że pan Krzysztof mógł mieć uzasadnione obawy, że nie muszą być to prawdziwi policjanci. Wyrok uchylono.
Był 22 kwietnia 2024 roku. Pan Krzysztof (imię zmienione) jechał ulicami Bydgoszczy. W samochodzie razem z nim była żona, dwie córki i koleżanka młodszej z dziewczynek. Na jednej z ulic samochód ustawił się na pasie do skrętu w lewo i z tego pasa pojechał prosto. Tuż po wykonaniu tego nieprzepisowego manewru, inny samochód dał panu Krzysztofowi sygnał - najprawdopodobniej lizakiem - do zatrzymania. Kierowca zwolnił, a nawet zatrzymał się na krótką chwilę. Zobaczył wówczas, że z pojazdu wysiadają dwie osoby. Jedna z nich miała twarz zasłoniętą chustką, druga - była w trakcie w jej zasłaniania. Mieli widoczne przy spodniach pistolety.
Po kilkunastu sekundach od zatrzymania samochodu, pan Krzysztof rozpoczął ucieczkę. Później tłumaczył, że dużo się dzisiaj w mediach mówi i pisze o fałszywych policjantach. A że jechał z rodziną, w tym z dziećmi, wystraszył się, nie widział z kim ma do czynienia.
Żona kierowcy zadzwoniła w tym czasie na numer alarmowy 112, prosząc o udzielenie informacji, czy byli to prawdziwi czy "podstawieni" funkcjonariusze. Dyspozytor nie był w stanie tego na szybko zweryfikować, dlatego polecił, aby rodzina zatrzymała się przy najwcześniej napotkanym oznakowanym radiowozie lub w okolicach najbliższego posterunku policji. Pan Krzysztof pojechał jednak najpierw do domu, odwiózł rodzinę i dopiero potem udał się na komisariat, gdzie czekali już na niego policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy. Okazało się, że chcieli go zatrzymać do kontroli nieumundurowani policjanci w nieoznakowanym radiowozie z wydziału prewencji.
Kierowca od początku tłumaczył, że odjechał z miejsca, w którym popełnił wykroczenie drogowego nie dlatego, że chciał uniknąć kary, ale przestraszył się tego, co zobaczył. Zwrócił uwagę na brak umundurowania funkcjonariuszy oraz widoczną broń palną. Słyszał wcześniej historie napadów "na policjanta" i - jak mówił - nie chciał narażać rodziny.
Sąd I instancji z Bydgoszczy nie uwzględnił jego tłumaczeń. Uznał, że powinien był się zatrzymać i poczekać na policyjne czynności. Skazał go za popełnienie przestępstwa z art. 178b Kodeksu karnego, który mówi: "Kto, pomimo wydania przez osobę uprawnioną do kontroli ruchu drogowego, poruszającą się pojazdem(...), przy użyciu sygnałów dźwiękowych i świetlnych, polecenia zatrzymania pojazdu mechanicznego - nie zatrzymuje niezwłocznie pojazdu i kontynuuje jazdę - podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Sąd uznał, że mężczyzna specjalnie początkowo zatrzymał się jedynie na kilka sekund, by policjanci wyszli ze swojego pojazdu i by mieć czas na ucieczkę z miejsca zdarzenia. Kierowca został skazany na karę grzywny; dostał też roczny zakaz kierowania pojazdami.
Sąd II instancji całkowicie zmienił decyzję
Apelację od wyroku złożył obrońca oskarżonego. Wnosił o uniewinnienie pana Krzysztofa, powołując się na okoliczność tzw. "uzasadnionego błędu". Dowodził, że kierowca miał prawo przypuszczać, że ma do czynienia z fałszywymi policjantami.
Na tym etapie do sprawy przyłączyła się też Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która przygotowała opinię przyjaciela sądu. - W swojej opinii powołaliśmy się m.in. na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w tego typu sprawach. To jest dość standardowe w sytuacji, gdy zajmujemy się przypadkami, w których - naszym zdaniem - mogło dojść do niesłusznego skazania. Sądy - w jakiejś części - nie maja właściwego poszanowania do zasady domniemania niewinności. Dlatego podnosiliśmy w naszej opinii również kwestę błędu, który wyłącza winę - mówi w TOK FM prawnik Bartosz Wiercziński, który zajmował się tą sprawą w ramach Kliniki Prawa "Niewinność" Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Jak dodaje, prawnicy w swojej opinii wskazywali, że uzasadnione mogło być przekonanie oskarżonego, że ma do czynienia z "przebierańcami". Napisali, że domniemanie niewinności obowiązuje również na etapie postępowania przed sądem drugiej instancji po nieprawomocnym skazaniu. Co więcej, w trakcie analizy nagrań z policyjnego radiowozu (które były dołączone do akt sprawy - przyp. red.) okazało się, że sami policjanci mówią w nim, że kierowca być może mógł wziąć ich za kogoś innego, a nie za pełnoprawnych funkcjonariuszy.
twitter.com/statuses/1915019063438250381
Prawnicy z HFPCz znaleźli jeszcze jeden wątek, na który zwrócili uwagę. Okazuje się, że w jednym z zarządzeń komendanta głównego policji jest wprost mowa o tym, że jeśli policjant nie jest umundurowany, jest w ubraniu cywilnym, to broń, którą ma przy sobie, powinna być schowana w niewidocznym miejscu. - Sąd uwzględnił naszą argumentację. W naszej opinii przypomnieliśmy też, że stwierdzenie winy oskarżonego wymaga ustalenia zamiaru z jakim działał - dodaje Wiercziński.
Ostatecznie sąd odwoławczy w Bydgoszczy wydał wyrok uniewinniający kierowcę. Uznał, że pan Krzysztof działał pod wpływem "uzasadnionego błędu". Nie musi płacić żadnej grzywny i dalej może jeździć samochodem, bez żadnych ograniczeń.
Klinika Prawa "Niewinność", w ramach której Helsińska Fundacja Praw Człowieka zajęła się tym postępowaniem, działa od 2000 roku. Nadal jest jedynym programem interwencyjnym tego typu w Polsce. Do kliniki trafiają sprawy osób oskarżonych lub skazanych, które kwestionują swoją winę.
Posłuchaj podcastu!