Kapelmajstra Augustyna wspominają tu dziś wszyscy. "W tamtych czasach to było nie do pomyślenia"
Barbórka bez pobudki o 6 rano - zgotowanej przez górniczą orkiestrę idącą ulicą - jeszcze przed laty była nie do pomyślenia. Dziś, wraz z likwidacją wielu kopalń, orkiestry słyszy się coraz rzadziej. Ale nadal można je spotkać. - W tym roku górnicze orkiestry dęte zostały wpisane na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego Górnego Śląska. Warto więc dmuchać i chuchać na te, które jeszcze istnieją - podkreśla Adam Kowalski, wiceprezes Stowarzyszenia TURuda.
Orkiestry dętej nie byłoby bez kapelmistrza (czy też - jak mówi się w regionie - 'kapelmajstra'). - To ktoś taki jak generał - podkreśla Kowalski. Zwykle kapelmistrzowie byli osobami starszymi, doświadczonymi, którzy na swoją pozycję, prestiż i posłuch wśród orkiestrantów musieli zapracować. Jest jednak wyjątek - dziś, w Barbórkę - wyjątkowo przez mieszkańców Rudy Śląskiej wspominany.
To Augustyn Kozioł, legendarny wręcz kapelmistrz z górniczej orkiestry dętej kopalni Walenty-Wawel. Urodził się w 1902 roku, a już 20 lat później został 'kapelmajstrem'. - W tamtych czasach to było nie do pomyślenia - kręci głową Adam Kowalski.
Jednak Kozioł, mimo młodego wieku, potrafił wprowadzić w orkiestrze żelazną dyscyplinę. Co ważne - umiał ją też rozwijać i doprowadzić do rangi reprezentacyjnej dla całej branży górniczej. To właśnie pod jego przewodnictwem orkiestra grała dla największych dygnitarzy, którzy pojawiali się na Śląsku.
Niezwykła postać
Nasz rozmówca zwraca uwagę, że Augustyn Kozioł to szalenie ciekawa postać. Pochodził z rodziny z silnymi tradycjami górniczymi. Jego rodzice byli wprawdzie muzykalni (ojciec grywał na akordeonie, matka miała świetny słuch), ale chcieli, by syn został górniczym elektrykiem. Augustyna ewidentnie ciągnęło jednak w kierunku muzyki.
W jego rozwoju pomóc miał nauczyciel. - Bardzo szybko zwrócił na niego uwagę - opowiada Kowalski. - Wiąże się z tym pewna anegdota. Młody Augustyn nosił w kieszeni harmonijkę. Pewnego razu wypadła mu z kieszeni i rzeczony nauczyciel muzyki poślizgnął się na niej. Z jednej strony podobnież zdenerwował się na Augustyna, ale udobruchał go fakt, że uczeń potrafił na tej harmonijce zagrać - dodaje.
Kozioł wcześnie zaczął zarabiać w kinach, grając na skrzypcach podczas projekcji niemych filmów. Uczył się w konserwatorium zabrzańskim, bytomskim, później na rok wyjechał do Wiednia. - To również są nietypowe zdarzenia w życiu człowieka pochodzącego z rodziny górniczej w tamtym okresie - podkreśla Kowalski.
Zwraca uwagę, że Kozioł działał w niełatwym czasie II wojny światowej, gdzie próbowano cenzurować wykonywane przez niego utwory. A zatem dopiero po zakończeniu wojny mógł - wraz z orkiestrą - rozwinąć skrzydła. Był kapelmistrzem przez całe życie. Po nim orkiestrę przejął syn, grał w niej także wnuk. Co ciekawe - również bracia Augustyna byli uzdolnieni muzycznie. Jeden z nich miał nawet epizod w reprezentacyjnej królewskiej orkiestrze wojskowej Wielkiej Brytanii.
Augustyn Kozioł to postać ważna nie tylko dla historii lokalnej, ale też dla historii górnictwa. Wszak kopalnia Walenty-Wawel (a wcześniej kopalnia Wawel), kontynuuje tradycje najstarszej kopalni węgla kamiennego na Górnym Śląsku - Brandenburg. I w cechowni tejże kopalni (cechownia to rodzaj hali, gdzie odbywają się m.in. uroczystości górnicze) - niestety już nieistniejącej - przy kompleksie szybu Franciszek, orkiestra Augustyna Kozioła miała swoje próby.
Nie wiedzą, że tuż obok drogi zaczyna się inny świat. 'Wygląda jak przemysłowe Pompeje'
Jak tłumaczy wiceprezes Stowarzyszenia TURuda, charakterystycznym elementem architektury tego kompleksu była fontanna przedstawiająca trzech grających na różnych instrumentach nagich muzykantów, ubranych jedynie w czaka górnicze (górnicza czapka galowa bez daszka, w kształcie walca, zdobiona piórami). - Tę fontannę można oglądać do dziś. Po zamknięciu rudzkiej kopalni została przeniesiona do Zabrza - do kopalni Królowa Luiza. Jest usytuowana w eksponowanym miejscu przy szybie Carnall - wyjaśnia Kowalski.
Augustyn Kozioł zmarł w 1984 roku. Jest pochowany na rudzkim cmentarzu, który dla lokalnego dziedzictwa jest cenną nekropolią. Tam właśnie spoczywają wszystkie największe postacie związane z rudzkim górnictwem. Kozioł nie jest w Rudzie zapomniany. Co roku w parku jego imienia odbywa się Festiwal Orkiestr Dętych - również imienia Augustyna Kozioła. Jak mówi Adam Kowalski, przydałoby się jeszcze upamiętnić legendarnego kapelmistrza na terenie szybu Franciszek.
- Najpiękniej, najcudowniej i symbolicznie byłoby, gdyby fontanna, która znajdowała się kiedyś pod budynkiem cechowni, mogła wrócić w oryginale bądź jako kopia. Najpierw jednak musimy poczekać na rewitalizację kompleksu szybu Franciszek, a później przyjdzie czas na powrót fontanny - zapewnia Adam Kowalski.