,
Obserwuj
Śląskie

Jego buty "grały" w "Koronie Królów". "Dziadek to robił, tato i brat. Teraz zostałem tylko ja"

5 min. czytania
27.10.2024 09:00
W Żarkach, w czasach prosperity, było dziewięć hurtowni, które zaopatrywały szewców w potrzebne im materiały. Co drugi dom to był szewc, a co trzeci - cholewkarz. Byliśmy jedną z potęg szewskich. Kiedyś liczyłem, i wyszło mi, że jedna czwarta butów, które wtedy były dostępne w Polsce, zrobione były w Żarkach. Niestety, wszystko co fajne kiedyś się kończy.
|
|
fot. z prywatnego archiwum Janusza Nowaka

Nie ma chyba mieszkańca Żarek, który wśród swoich przodków nie odnalazłby chociaż jednego szewca. Ta mała, urokliwa miejscowość, położona na Jurze, od wieków była miastem kupców i rzemieślników. - Żarki znajdowały się na szlaku handlowym prowadzącym z Małopolski na Śląsk, a król Zygmunt August najadając miasteczku przywilej organizowania jarmarków, jeszcze wzmocnił rolę tego ośrodka jako miejsca wymiany towarów - tłumaczy Katarzyna Kulińska-Pluta z Urzędu Miejskiego w Żarkach. - Łatwy dostęp do skór, a następnie garbowania - wykonywanego również w Żarkach - sprawiał, że obuwie stało się towarem eksportowym - dodaje. Wreszcie, to tradycje w rodzinach rzemieślniczych sprawiały, że fach przechodził z ojca na syna. Udział w tym rzemieślniczym obrazie miasteczka mieli Żydzi, którzy zawsze byli mocno związani z handlem i rzemiosłem. Po II wojnie światowej w miasteczku pojawiła się jednak pustka, którą trzeba było zagospodarować.

O szewskiej pasji opowiada nam jeden z nielicznych już żareckich szewców - Janusz Nowak.

Jedna czwarta dostępnych w Polsce butów pochodziła z Żarek

Początki, wiadomo, były trudne. Życie w Polsce Ludowej wyglądało inaczej niż dziś. Żeby cokolwiek kupić potrzebne były dojścia i znajomości. Pamiętam, jak jeździłem z tatą po różnych okolicznych punktach, gdzie można było "coś" dostać. I brało się co było. Dopiero potem tato zastanawiał się co z tym zrobić i czy to się do czegokolwiek nadaje. Hurtowni wtedy nie było. Żeby dostać skórę, trzeba było jechać do garbarni. Po gumę jechało się do fabryki gumy. Tak samo było ze spodami, z kopytami, ze wszystkim. Potem przyszedł rok 1989. Uwolnienie gospodarki, wielkie bum. Zakłady szewskie powstawały jak grzyby po deszczu. Skoro sąsiad robi buty i tak dobrze mu idzie, że stać go na nowy samochód, to dlaczego ja mam tego nie robić? A skoro sąsiad robi, to ja mu będę dostarczał materiały. Tak wtedy myślano.

W Żarkach, w czasach prosperity, było dziewięć hurtowni, które zaopatrywały szewców w potrzebne im materiały. Co drugi dom to był szewc, a co trzeci cholewkarz. Byliśmy jedną z potęg szewskich. Kiedyś liczyłem, i wyszło mi, że jedna czwarta butów, które wtedy były dostępne w Polsce, zrobione były w Żarkach. Niestety, wszystko co fajne kiedyś się kończy.

Schyłek szewstwa w Żarkach nastąpił z dwóch powodów. Po pierwsze zamknięty został rynek na Wschód, czyli na Rosję, a po drugie, zaczęto sprowadzać buty z Chin i z Turcji. W bardzo dużych ilościach i w cenach tak zabójczych, że szewcy nie byli w stanie sprostać konkurencji. Część z nich przekwalifikowała się na obuwie skórzane, a ci którzy zostali przy obuwiu sztucznym - splajtowali. Zamknęli zakłady, zmienili zawód albo przeszli na emeryturę.

Dziadek robił buty, tato robił buty, brat robił buty. Teraz zostałem tylko ja.

Obecnie w Żarkach są dwie hurtownie obuwnicze. Działa też kilka zakładów szewskich, ale już wyspecjalizowanych. Realizują zamówienia dla dużych firm albo robią konkretne typy butów: do jazdy konnej, jazdy na motorze, buty wizytowe.

Robię buty do jazdy konnej: sztyblety i oficerki, a także buty do rekonstrukcji historycznej i do strojów cosplay. Takie buty tanie nie są. Wiedzą o tym między innymi miłośnicy średniowiecznej rekonstrukcji. Nie każdy, kto działa w ruchu rycerskim może pozwolić sobie na buty robione ręcznie, historycznymi metodami. Żeby było trochę taniej, można na przykład zastosować materiał historyczny, ale zamiast ręcznie - uszyć je maszynowo.

Buty dla królowej z serialu "Korona Królów"

Kiedyś dostałem zlecenie na buty dla królowej. Miały "zagrać" w serialu "Korona Królów". Nie było łatwo. Żeby buty, które są szyte ręcznie, dobrze wyglądały trzeba wszystko idealnie dopasować, potem ozdobić. Precyzyjna, czasochłonna robota. Ale dałem radę. "Zagrały", mam zdjęcia.

Często po zrobieniu takich historycznych butów, wystawiam cenę i słyszę: "Jezu, dlaczego tak drogo?". Jeśli coś jest ręcznie robione, to niestety kosztuje. Wiadomo, że w sklepie jest taniej, ale co z jakością?

Buty dla królowej, zagrały w serialu 'Korona Królów' / Fot. archiwum prywatne Janusza Nowaka
Buty dla królowej, zagrały w serialu 'Korona Królów' / Fot. archiwum prywatne Janusza Nowaka
Fot. archiwum prywatne Janusza Nowaka

Poszedłem niedawno do pewnego salonu sportowego, jakaś pani kupuje buty, sprzedawca zapewnia ją, że są skórzane. Rzucam okiem. Nie, nie są skórzane. Są zrobione z tzw. "mielonki", czyli skóry przemielonej i sprasowanej na twardo. Ze skórą licową jednolitą mają tyle wspólnego, co samochód zespawany z tysiąca kawałków, a taki zrobiony z jednego kawałka blachy. Mielonka sprzedawana jest teraz jako skóra. Skóra ekologiczna. Noga się w takim bucie poci jak sto pięćdziesiąt. Klienci się nie znają, a sprzedawcy nie zawsze o tym mówią.

Buty z duszą

Teraz ludzi nie stać na nowe, dobre buty. Dlatego przychodzą i naprawiają. W tej chwili mam w zakładzie dwie pary. Pierwsza to sztyblety. Klient zadzwonił z pytaniem czy jestem w stanie wymienić spody, bo mu pękły. Cholewka super, buty ogólnie super, tylko te spody się rozleciały. Więc mówię, żeby przysłał. Obejrzę, zdecyduję. Nie wszystko da się naprawić, niestety. W tym przypadku udało się i buty lada moment będą gotowe. Drugie to buty historyczne, które wróciły do mnie po kilkunastu latach, bo się trochę rozkleiły.

Im młodsze społeczeństwo, tym mniej dba o buty. Widzę to po swoich dzieciach. Dla nich dbanie o buty, to ósmy poziom abstrakcji. Po co dbać, jak można iść do sklepu i kupić nowe?

Nie pamiętają czasów, gdy za butami stało się 48 godzin w kolejce. Dla młodych ludzi buty to rzecz, którą się po prostu wyrzuca i wymienia. Szkoda, bo czasami są to buty z duszą.

Szewska pasja

Już w średniowieczu każdy, kto miał buty to był gość. Pierwsze, co znikało z pola bitwy zaraz po mieczach i hełmach, to były buty. Kiedyś ludzie chodzili boso. Buty upowszechniły się i nie były już dobrem luksusowym, tylko powszechnym, dopiero po II wojnie światowej. W latach 50’ i 60’ zaczęto je robić masowo. Zawsze, gdy idę ulicą, zwracam uwagę na to, co ludzie mają na nogach. Takie już moje skrzywienie zawodowe.

Kiedyś w londyńskim metrze, naprzeciwko mnie, siedział mężczyzna - biznesmen. Biała koszula, krawat, garnitur, a na nogach buty, które robią klap, klap, klap. Rozerwane, w stanie agonalnym, chyba nigdy nieczyszczone. Masakra. Anglicy nie zwracają uwagi na buty. Chodzą w czym popadnie. U nas różnie. Na ogół kupujemy takie buty, na jakie nas stać. Mówi się, że szewc bez butów chodzi i to też jest prawda. Jadę czasami na turniej i zauważam, że mam dziurę w zelówce, nie zdążyłem jej załatać. Albo przyszło lato, a ja chodzę w butach wiosenno-jesiennych, bo zapomniałem kupić sandały.

fot. archiwum prywatne Janusza Nowaka
fot. archiwum prywatne Janusza Nowaka
fot. archiwum prywatne Janusza Nowaka

Szewska pasja też czasami mnie dopada. Potrafię kląć jak szewc. Zwłaszcza, jak coś mi nie wychodzi. Wtedy lepiej zejść mi z drogi.