Aktywiści alarmują: Coraz większy hejt na dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Co na to lubelska kurator oświaty?
Przedstawiciele organizacji pozarządowych, które pomagają uchodźcom i uchodźczyniom z Ukrainy, mówią o tym, że ukraińskie dzieci w szkołach regularnie doświadczają hejtu i dyskryminacji. Niejednokrotnie są wyzywane od banderowców. Słyszą, że mają wracać na Ukrainę albo mówić po polsku, bo "tu jest Polska". Zdarza się, że są uderzane czy popychane. - To nie są przypadki jednostkowe - słyszymy od aktywistów. Pisaliśmy o tym już na naszym portalu.
Między innymi w tej sprawie zebrała się w czwartek Lubelska Grupa Koordynacyjna z udziałem przedstawicieli UNHCR i UNICEF. Inicjatywa ta - przypomnijmy - powstała w obliczu wojny w Ukrainie i spotyka się regularnie, co kilka tygodni, by rozmawiać o sytuacji uchodźców. W jej składzie są urzędnicy wojewody i przedstawiciele organizacji pozarządowych.
"Mamy ogromny problem w szkołach"
W czwartkowym spotkaniu wzięła udział również lubelska kurator oświaty Teresa Misiuk i wicedyrektorka Departamentu Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Edukacji i Nauki Magda Witan. Urzędniczka z MEiN przekonywała, że resort podejmuje szereg działań na rzecz dobrostanu dzieci i tego, by jak najlepiej odnalazły się w polskiej szkole.
- Na przykład ostatnio prowadzimy działania wspólnie z UNICEF. (...) Są tam przewidziane kampanie informacyjne. W ubiegłym roku prowadzona była również infolinia dla uchodźców z Ukrainy, także wszelkie pytania do nas kierowane zawsze znalazły odpowiedź - mówiła Magda Witan. - Ale działania muszą być wspólne. Wiele z nich jest na poziomie lokalnym, na poziomie samorządów, organizacji pozarządowych czy we współpracy z organizacjami międzynarodowymi - dodała.
'Syn nie chce od września iść do polskiej szkoły. Boi się, że znów go to spotka'
- Ta odpowiedź nie jest specjalnie satysfakcjonująca, niestety - komentowała Anna Dąbrowska ze Stowarzyszenia Homo Faber, które wspiera uchodźców w Lublinie. - Mamy ogromny problem w polskich szkołach, jeśli chodzi o przemoc rówieśniczą, zwłaszcza motywowaną kwestiami tożsamościowymi. Nie pomaga też kampania wyborcza i to, co się w Polsce dzieje. To sprawia, że nastroje wokół uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy diametralnie się zmieniły od momentu, kiedy wybuchła wojna, także w szkołach. I to ministerstwo jest odpowiedzialne za to, by właśnie do szkół - systemowo - wprowadzać programy naprawcze i zadbać o to, by dzieci z różnych państw były w tych szkołach bezpieczne - podkreśliła Dąbrowska, wskazując, że szczególnie potrzebne są programy prewencyjne.
MEiN problemu jednak nie widzi. - Przyznam, że nie kojarzę raportów, które mówiłyby o dużej liczbie agresji w stosunku do dzieci z Ukrainy. Na pewno systemowo są podejmowane działania, jeśli chodzi o zwalczanie przemocy w szkołach. Są prowadzone liczne szkolenia dla nauczycieli, w tym dotyczące pracy z uczniem z doświadczeniem migracji. Tam również są poruszane wątki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa dziecka - powiedziała Witan. Dodała, że kierunki polityki oświatowej państwa także obejmują doskonalenie kompetencji nauczycieli do pracy z uczniem, który przybył z innego kraju.
'Tylko jedna skarga'
Lubelska kurator oświaty Teresa Misiuk dodała z kolei, że do Kuratorium Oświaty w Lublinie wpłynęła tylko jedna skarga dotycząca przemocy rówieśniczej na tle narodowościowym. - W momencie wybuchu wojny w Ukrainie rozpoczęliśmy - w ramach wspomagania - działania wspólne z dyrektorami szkół od spotkania dla szkolnych pedagogów i psychologów, ale także dla rodziców, na temat tego, jak przygotować polskich uczniów na przyjęcie tak licznej grupy uczniów z Ukrainy - powiedziała Misiuk.
- Pani kurator, skarga trafia do Kuratorium Oświaty dopiero w sytuacji bardzo wyjątkowej. Przecież w pierwszej kolejności problem próbuje się rozwiązać na poziomie szkoły. I w mojej ocenie jest to właściwe. Dlatego jeśli tylko liczba skarg miałaby być wyznacznikiem tego, czy mamy problem, czy też nie, to nie jest to żaden wyznacznik - odpowiedziała Marta Brożyna z Fundacji Leny Grochowskiej (fundacja prowadzi w Lublinie dom dla ponad 100 uchodźców z Ukrainy).
- Liczba psychologów w szkołach jest nadal niewystarczająca do tego, z czym mierzy się dziś nasza edukacja. I o tym powinniśmy rozmawiać. Mamy w szkołach dzieci z różnymi problemami, z ADHD, z zespołem Aspergera, w spektrum autyzmu - dodała przedstawicielka fundacji. Jak wskazała, z jej doświadczenia wynika, że dzieci z Ukrainy są dziś w szkołach traktowane inaczej niż na początku wojny. Jest mniej szacunku, a więcej agresji i hejtu w stosunku do nich. - Polskie dzieci słyszą w domach czy w telewizji, że uchodźcy już za długo korzystają z naszej pomocy, że pomoc naszego państwa jest większa niż powinna być i potem same o tym mówią, a to nie sprzyja dobremu traktowaniu ich ukraińskich kolegów - dodała Brożyna.
Dramatyczny apel społeczników. 'Kupmy ten jeden zeszyt więcej'
- Jest mi przykro, że ciągle nie jesteśmy w stanie rozmawiać na tematy związane z przemocą rówieśniczą na takim poziomie, na jakim powinniśmy rozmawiać od lat. Przecież przemoc pojawiała się w polskiej szkole od dawna. A obecność tak dużej liczby uczniów innej niż polska tożsamości tylko ten temat podbija - powiedziała TOK FM Anna Dąbrowska. Jak wskazała, nie zgadza się z argumentem, że była tylko jedna oficjalna skarga. - Kuratorium jest ostatnią instancją, do której rodzice ukraińskich dzieci zgłosiliby tego typu problem. Oni dopiero próbują zafunkcjonować w polskim systemie edukacji i w ogóle się w nim odnaleźć, więc trudno oczekiwać, że pobiegną ze skargą do Kuratorium Oświaty, którego nie znają - dodała nasza rozmówczyni.
Jak wskazała, na przemoc trzeba reagować od razu, nawet przy błahych - na pierwszy rzut oka - incydentach. - Wtedy mamy największą moc do tego, by przemocy przeciwdziałać i zastopować ją na pierwszym etapie. Im dalej w przemoc, tym mamy coraz mniej narzędzi i metod do tego, by sobie z nią poradzić w środowisku szkolnym - podkreśliła prezeska Stowarzyszenia Homo Faber. Problemem jest m.in. to, że ze szkół - za obecnej władzy - praktycznie zniknęła edukacja antydyskryminacyjna. Stowarzyszenia czy fundacje nie są zapraszane, by poprowadzić szkolenia czy warsztaty z młodzieżą m.in. o tym, czym jest dyskryminacja i jak się czuje osoba dyskryminowana. - Bardzo takich zajęć w szkołach brakuje - mówią nam aktywiści.