advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

"Syn nie chce od września iść do polskiej szkoły. Boi się, że znów go to spotka"

4 min. czytania
14.08.2023 09:00
- Mój syn słyszał od chłopaków, że dobrze by było, gdyby jego tata - który jest na wojnie - zginął. Padały też inne bardzo przykre słowa, których nie chcę nawet cytować - mówi pani Olena z Kijowa. Jak podają nasi rozmówcy, Ukraińcy w Polsce coraz częściej spotykają się z mową nienawiści.
|
|
fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl

- Zdarza się, że jak rozmawiam z kimś po ukraińsku, na przykład na przystanku, to słyszę komentarz: "Tu jest Polska i tu się mówi po polsku" - mówi nam Iryna, urzędniczka z Ukrainy, która od ponad roku mieszka w Lublinie. Przyjechała tu z dziećmi. Stara się mówić po polsku. Chodziła na kursy, coraz lepiej sobie radzi. - Ale wciąż robię błędy. Czasami brakuje mi polskich słów, mam też wschodni akcent. Słychać, że nie jestem Polką. To się niektórym nie podoba. Nie rozumiem tego. Przecież to nie mój wybór, że znalazłam się u was właśnie teraz. Nie przyjechałam tu na wakacje. Uciekłam przed wojną - mówi Ukrainka.

Przyznaje, że słowa Polaków czasami bolą. Ale, co kilkakrotnie podkreśla, hejt nie jest codziennością. - Od wielu miesięcy doświadczam w Polsce przede wszystkim dobra. Polacy mi pomagają, za co jestem wdzięczna - tłumaczy.

Nieprzyjemne komentarze zdarzają się też w lubelskich szkołach, gdzie jest ponad dwa tysiące uczniów i uczennic z Ukrainy. - Kilku chłopaków mówiło mi wielokrotnie, że są za Rosją, że mam wracać na Ukrainę i walczyć. Śmiali się, że Rosja wygra - opowiada Mykola, uczeń szkoły podstawowej.

- Mój syn też doświadczył prześladowań. Przed wakacjami był w siódmej klasie. Słyszał od chłopaków, że dobrze by było, by jego tata - który jest na wojnie - zginął. Padały też inne bardzo przykre słowa, których nie chcę nawet cytować - mówi pani Olena z Kijowa. Jak dodaje, syn nie chce od września iść do polskiej szkoły. - Boi się, że znów go to spotka - rozkłada ręce.

'Każą mówić po polsku, wyzywają od banderówek'. Skończyła się empatia dla ukraińskich dzieci?

Sytuacja jest tym trudniejsza, że przed nami kampania wyborcza, a z obozu władzy dochodzą informacje, że jednym z wątków mają być nastroje antyukraińskie. Pisała o tym ostatnio "Gazeta Wyborcza". "Będziemy agresywni i nie będziemy odstawiać nogi. Albo my weźmiemy antyukraiński elektorat, albo Konfederacja - mówi ważny polityk obozu władzy o strategii PiS" - wskazywała gazeta.

"Od słów blisko do czynów"

- Często zapominamy, że język ma moc. Słowa mają potężną siłę. W języku debaty publicznej czy kampanii politycznej funkcja języka jest perswazyjna, ma kształtować postawy społeczne, ma kreować określoną wizję świata. Warto o tym pamiętać - mówi dr Margaret Ohia-Nowak z Instytutu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

- Kluczową rolę odgrywają dziś media społecznościowe, w których pojawiają się dyskryminujące, wykluczające daną grupę wpisy. Bywa, że tysiące, a nawet miliony osób udostępniają jeden post. I to się rozprzestrzenia jak kula śnieżna - dodaje. Jak wskazuje, od słów bardzo blisko jest do czynów i np. do fizycznej napaści.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

- To już widać choćby w szkołach. Kiedy pracuję z nauczycielami i nauczycielkami, i rozmawiam z nimi o przemocy i jej skutkach, to zawsze słyszę, że problem zaczął się od przemocy werbalnej. Pojawiają się słowa "ci źli uchodźcy", "ci Ukraińcy". Potem przeradza się to w agresję fizyczną, w dyskryminację, w jakieś wykluczenie. I bardzo często dziecko, które doświadcza przemocy na tle jakiegoś elementu swojej tożsamości, ucieka z takiej szkoły czy klasy. Jest to forma eliminacji. Do tego dochodzi coraz więcej myśli samobójczych, depresji, kryzysów zdrowia psychicznego u młodzieży, również właśnie na tym tle - mówi ekspertka w rozmowie z TOK FM.

dr Margaret Ohia - Nowak, językoznawczyni
dr Margaret Ohia - Nowak, językoznawczyni
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Jak dodaje, dyskryminacja i mowa nienawiści pojawia się w stosunku do Ukrainek i Ukraińców, ale tłem może być też niepełnosprawność, tożsamość płciowa i orientacja seksualna czy religia. - I tu znów pojawia się przyzwolenie ze strony władzy, nienawistne wypowiedzi polityków. Język jest coraz bardziej brutalny i radykalny. Politycy wykorzystują to w sposób w pełni świadomy i celowy - ocenia językoznawczyni.

- Politycy wiedzą doskonale, że język persfazyjny, brutalny dociera do ludzi i że część społeczeństwa takiego języka potrzebuje - mówi językoznawczyni z UMCS w Lublinie. - Ale zawsze podkreślam - nasza wolność słowa kończy się na wolności drugiego człowieka. Nikogo nie można dyskryminować, wykluczać czy stygmatyzować. To powinna być nieprzekraczalna granica - podsumowuje gościni TOK FM.