Czarnek walczył, by nie dostała pieniędzy. Jest zwrot akcji w sprawie filozofki z Poznania
O sprawie pani Joanny pisaliśmy na naszym portalu w lipcu rok temu. Dr Malinowska pracuje na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Miała dostać ministerialne stypendium dla młodych naukowców, o które wystąpił dla niej rektor uczelni. Kobieta zdobyła najwyższą liczbę 673 punktów. Była pierwsza na ministerialnej liści rankingowej. Stypendium jednak nie dostała. Otrzymały je inne osoby, z mniejszą liczbą punktów.
Malinowska od początku uważała, że fakt, iż stypendium nie otrzymała, ma związek z jej światopoglądem i działalnością aktywistyczno-społeczną. W październiku 2016 roku brała udział w Czarnym Proteście w obronie praw kobiet. Jak mówiła, została brutalnie potraktowana przez policję, tymczasem to ją i kilka innych osób oskarżono o atak na funkcjonariuszy. Ostatecznie wszyscy zostali od postawionych im zarzutów uniewinnieni. Naukowczyni organizowała też protesty antyfaszystowskie w Poznaniu.
- To wszystko się łączy, jeśli weźmie się pod uwagę wypowiedzi samego [byłego już - red.] ministra Przemysława Czarnka, który mówi, że nie będzie finansować "lewaków i komunistów", a ja i moje działania wpisują się dość mocno w ten lewicowy nurt - mówiła na antenie TOK FM dr Malinowska.
Sprawa w sądzie i nieoczekiwany ruch ministra
Naukowczyni postanowiła jednak, że sprawy nie zostawi. Poszła do sądu i wygrała. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał, że powinna dostać stypendium, skoro znajdowała się na czele listy rankingowej. Nie było żadnych powodów formalnych, by jej tego wsparcia nie przyznać. Chodziło o 5 tysięcy złotych miesięcznie przez trzy lata.
Ówczesny minister Przemysław Czarnek z tym rozstrzygnięciem się jednak nie zgodził i złożył skargę kasacyjną do NSA. Nowy minister nauki Dariusz Wieczorek właśnie ją z sądu wycofał.
- Odbieram to bardzo pozytywnie i bardzo się cieszę z decyzji ministra nauki. Wierzę, że ta sprawa już niedługo się skończy - mówi TOK FM dr Malinowska. - W praktyce oznacza to, że w tej chwili wszystkie dokumenty z Sądu Administracyjnego trafią ponownie do ministerstwa i tam mój wniosek o stypendium, napisany prawie trzy lata temu, zostanie ponownie rozpatrzony. Mam nadzieję, że tym razem pozytywnie - dodaje nasza rozmówczyni.
Malinowska przyznaje, że żałuje jednego. - Że zajęłam sądowi czas tak totalnie trywialną sprawą, która miała charakter czysto polityczny - wskazuje. Nie kryje też, że złożyła ponowny (aktualny) wniosek o stypendium i zastanawia się, który zostanie szybciej rozpoznany. - Oczywiście można dostać tylko jedno stypendium. Czekam na rozstrzygnięcie i na decyzję. Te pięć tysięcy złotych miesięcznie sprzed tych prawie trzech lat straciło rzecz jasna na wartości, ale dla mnie to i tak duże pieniądze - zaznacza.
'Nieposłuszny profesor' dostał 'gabinet' w piwnicy. Tu mobbing odbywa się 'w białych rękawiczkach'
"Takiej sytuacji dotąd nie było"
Paweł Sobotko jest prawnikiem w Katedrze Prawa Administracyjnego na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie i współautorem komentarza do Prawa o Szkolnictwie Wyższym i Nauce. Jest także byłym Rzecznikiem Praw Doktoranta Krajowej Reprezentacji Doktorantów. Jak mówi TOK FM, sprawa pani Joanny i decyzja obecnego ministra nauki o wycofaniu skargi z NSA jest niezwykle ważna.
- Takiej sytuacji dotąd nie było, żeby ktoś został niejako zdyskwalifikowany. Bo trzeba powiedzieć, że pani Malinowska tak naprawdę została zdyskwalifikowana i to też stało się podstawą do uchylenia przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie tejże odmownej decyzji ministra. Sąd uznał, że zgodnie z rozporządzeniem i z ustawą musi być przeprowadzony ranking, a więc muszą być znane punkty i ułożona lista rankingowa. Pani Joanna była na pierwszym miejscu w swojej dyscyplinie: filozofia. Została jednak z tego rankingu usunięta, a nie przesunięta na inne miejsce na liście. Sąd uznał, że tak nie można było zrobić - tłumaczy Sobotko.
Jak dodaje, minister Czarnek w swojej skardze kasacyjnej upierał się przy twierdzeniach, że pani Joanna nie spełniła kryterium "wpływ osiągnięć na rozwój swojej dyscypliny naukowej". - Tak to zostało jakoś dziwacznie ujęte. Ale trzeba tu dodać, że wśród kryteriów oceny były tak zwane punkty dodatkowe za wpływ na rozwój dyscypliny. Można ich było zdobyć - jeśli dobrze pamiętam - maksymalnie 20. A pani Joanna otrzymała w sumie 673 punkty, czyli każdy, kto rozumie istotę rankingów, wie, że taka liczba punktów nie mogła mieć wpływu na rozstrzygnięcie tej sprawy - wyjaśnia dalej ekspert.