"Obawy są ogromne". Na Lubelszczyźnie szykują dodatkowe miejsca dla uchodźców
Piotr Andrusieczko - dziennikarz "Gazety Wyborczej", który na stałe mieszka w Kijowie - nie ma wątpliwości, że tegoroczna zima i jesień mogą być dla mieszkanek i mieszkańców Ukrainy wyjątkowo trudne. Rosja nasiliła w ostatnich miesiącach ataki na infrastrukturę krytyczną, w tym elektrownie czy sieci ciepłownicze. W efekcie wiele osób może pozostać bez ciepła i bez prądu albo z bardzo ograniczonymi jego dostawami. A srogiej zimy - na dłuższą metę - nie da się w takich warunkach przetrwać.
- Jeden z takich ataków, skierowanych na infrastrukturę energetyczną, nastąpił 26 sierpnia. Celem była wtedy m.in. elektrownia wodna w Kijowie. Została trafiona, a skutki tego uderzenia ciągle są usuwane. Te zniszczenia w całym systemie są duże i nie ma wątpliwości, że jest coraz gorzej - mówi Andrusieczko w rozmowie z TOK FM.
Jak dodaje, wyłączenia prądu były też w wakacje, przez cały lipiec, gdy w Ukrainie było bardzo gorąco. - Oczywiście, gdy mamy harmonogram wyłączeń, można sobie jakoś zaplanować dzień. Natomiast po tych ostatnich uderzeniach w Ukrainie coraz częściej zdarzają się awaryjne wyłączenia prądu. To, co władze ukraińskie starają się jakoś zabezpieczyć, to jest w pierwszej kolejności ciepło i woda - dodaje dziennikarz "GW".
Jak wskazuje, remonty zniszczonych obiektów mogą się ciągnąć przez lata. - A największą niewiadomą jest, jak Rosja będzie się dalej zachowywać. (...) Obawy są ogromne. Ja też je mam, inni ludzie też się martwią, czy damy radę jakoś tę zimę przetrwać - mówi Andrusieczko.
Samorządy szykują się na większą liczbę uchodźców
Polska to wie, stąd przygotowania na każdą ewentualność. Samorządowcy i przedstawiciele rządu w terenie mają rozpisane, jak działać w sytuacji kryzysu. Wnioski są wyciągane z tego, co było od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.
- Infrastruktura, która została przygotowana przez ostatnie dwa lata - m.in. przez samorządowców, przez administrację rządową czy organizacje pozarządowe - to jest wartość, którą mamy. Oczywiście nie chcieliśmy, by np. sale z łóżkami miesiącami były puste, dlatego część tej infrastruktury jest obecnie w magazynach. Ale wszystko mamy zinwentaryzowane - mówi TOK FM wojewoda lubelski Krzysztof Komorski.
Zaskakujący efekt wojny. 'Żołnierze wrzucają obręczki do bagien'
Jak dodaje, założenie jest takie, że gdyby z dnia na dzień pojawiła się znów potrzeba pomocy na większą skalę, to punkty recepcyjne i sale do spania dla uchodźców zostaną zorganizowane w czasie 24-48 godzin.
- Na razie dopasowujemy liczbę dostępnych miejsc w punktach zbiorowego zakwaterowania do potrzeb bieżących - tłumaczy Komorski. I dodaje, że aktualnie na Lubelszczyźnie do dyspozycji uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy jest trzy tysiące miejsc. - Przy czym staramy się utrzymywać bufor bezpieczeństwa, by około pół tysiąca miejsc cały czas było wolnych, przygotowanych do zasiedlenia - dodaje wojewoda.
Co z uchodźcami z akademika UMCS?
W Lublinie najwięcej uchodźców mieszka w Domu Studenckim Helios. Jak pisaliśmy na naszym portalu, muszą go opuścić, bo Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, który tym akademikiem zarządza, dostał pieniądze na remont tego obiektu.
Początkowo uchodźcy dostali czas na wyprowadzkę do 15 września, ale - jak przekazało nam biuro prasowe lubelskiego ratusza - ten termin został wydłużony do końca września. Jednocześnie trwają kontrole w innych miejscach zbiorowego zakwaterowania w całym województwie. Wiadomo, że część uchodźców z Lublina będzie się musiało przeprowadzić do obiektów w innych miejscowościach, jeśli w dalszym ciągu będą chcieli korzystać ze wsparcia ze strony państwa. - Pomożemy w rozlokowaniu tych osób w punkach na terenie naszego województwa - dodaje wojewoda.
Ci, którzy mieszkają w Heliosie, trochę się tego boją. - Żyję tutaj już prawie dwa lata. Przyzwyczaiłam się do Lublina. Nie wyobrażam sobie, że teraz z dziećmi miałabym zamieszkać gdzieś daleko od Lublina. Ale co los da, to wezmę. Nie mamy innego wyjścia - mówi nam jedna z mam.
'A w Ukrainie mopa znacie?'. Co słyszą Ukrainki w polskich domach?
Natalia Panchenko z Fundacji "Stand with Ukraine" mówi wprost, że sytuacja humanitarna w Ukrainie się pogarsza. - Wojna na pełną skalę cały czas trwa, ostrzały - także. Kolejne tereny są okupowane. Nowi ludzie wyjeżdżają spod ostrzałów, dzieci wyjeżdżają z miejsc, w których przeżyły straszne rzeczy. Niektóre widziały śmierć, niektóre już mają syndrom stresu pourazowego, inne straciły rodzica czy rodziców - mówi Pachenko.
W jej ocenie trzeba brać pod uwagę, że takich dzieci - jeśli będą nowi uchodźcy - też może trafić do Polski więcej. Kolejne miesiące pokażą, jak sytuacja się rozwinie.