"Z takimi problemami nie potrafią sobie poradzić nawet dorośli". Do "Cukinii" trafiają dzieci, które przeżyły traumę
Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie "Cukinia" powstało pięć lat temu przy ul. Piotrkowskiej 17. Utworzyła je Fundacja Gajusz, która od 25 lat wspiera dzieci ciężko chore i ich rodziny. Prowadzi m.in. hospicjum oraz ośrodek Tuli Luli, do którego trafiają porzucone noworodki.
"Cukinia" powstała z myślą o dzieciach, które nie są w swoich rodzinach biologicznych. - Zaczęliśmy interesować się tematem, jakie znaczenie dla rozwoju dziecka ma zerwanie więzi. Okazało się, że ma ogromne. Miasto Łódź się w to włączyło i dofinansowało dla nich terapię. Szybko okazało się, że dzieci mają różne problemy i działalność "Cukinii" rozszerzyła się - opowiada Aleksandra Marciniak z Fundacji Gajusz.
Pierwszym pacjentem ośrodka był chłopiec, który został porzucony po 10 latach przez rodzinę zastępczą. Niedługo po nim na terapię trafiły dziewczynki molestowane seksualnie. Problemów, z którymi zgłaszano się do Centrum, przybywało. Niejednokrotnie do ośrodka przyprowadzano dzieci, które widziały awantury w swoich domach - kończące się bijatyką - lub same doświadczyły przemocy. Byli to świadkowie morderstw, młodzi ludzie po próbach samobójczych czy traumach po śmierci rodzica bądź rodzeństwa. - Są to problemy, z którymi często nie potrafią sobie poradzić rodzice, osoby dorosłe, a co dopiero małe dzieci czy nastolatkowie - mówi Marciniak. - Zgłaszają się do nas również opiekunowie, którzy widzą, że coś dzieje się z młodym człowiekiem, ale nie wiedzą co. Widzą, że dzieci mają obniżony nastrój. Boją się, czy to nie depresja, czy dziecko nie jest uzależnione od komputera, telefonu - dopowiada.
Jak dodaje nasza rozmówczyni, pacjentów "Cukinii" przybywa wraz z problemami takimi jak pandemia, rosnąca inflacja czy lęk związany z wojną w Ukrainie.
Terapia nie tylko dla dzieci
Za każdym dzieckiem stoi przynajmniej jeden rodzic czy opiekun, który również zostaje poddany terapii. W ten sposób uczy się rozmawiać z młodym człowiekiem, a nawet - po zakończeniu wizyt w ośrodku - samodzielnie przedłużać efekty terapii.
Przez prawie pięć lat funkcjonowania ośrodka przeprowadzono 30 tys. godzin terapii. - Zaopiekowaliśmy się więc dziećmi, a razem z nimi ich opiekunami. Pokazujemy, jak postępować z dzieckiem po zakończonej terapii. Uczymy ich zrozumienia tego, co się dzieje i odpowiedniego reagowania w różnych sytuacjach - mówi Marciniak.
Terapia psychologiczna jest dobierana w zależności od problemu, a następnie ustawiana z konkretnym terapeutą. - Mamy różne możliwości. Czasami dzieci nie chcą nic powiedzieć. Wtedy do akcji wkracza fizjoterapeuta, który rozluźni mięśnie i wtedy obszar psychiczny się otwiera. Są też zajęcia neurologopedyczne, które mają ułatwić dzieciom mówienie oraz hipoterapeutyczne, czyli z końmi - opisuje nasza rozmówczyni. - W tym przypadku dziecko buduje więź ze zwierzęciem, głaszcząc go czy czesząc. Budzi to w dziecku zaufanie. Takich przykładów jest bardzo dużo - dodaje Marciniak.
Lepsze warunki
Do tej pory terapia odbywała się w ośmiu gabinetach. Im więcej było pacjentów, tym zaczęło się robić ciaśniej. Dlatego miasto Łódź na preferencyjnych warunkach wynajęło Fundacji Gajusz kolejny lokal. Wnętrza zostały wyremontowane przez Fundację Pruszyńscy. Powstały tam cztery nowe gabinety.
- Niestety, nie oznacza to, że przyjmiemy więcej dzieci na terapię, tylko że poprawią się warunki pracy dla naszych terapeutów i terapii dla pacjentów - mówi Aleksandra Marciniak. - Nie ma możliwości rozszerzenia działalności ze względu na brak dostępności specjalistów. To ogromny problem, który dotyczy nie tylko naszej fundacji - tłumaczy.
W Centrum "Cukinia" zatrudnionych jest ponad 30 specjalistów. Oprócz psychologów, pedagogów i fizjoterapeutów są to również prawnicy i pracownicy socjalni. - Terapia w przyjaznych warunkach daje lepsze efekty - zapewnia Marciniak.
Finansowanie
Kolejnym problemem fundacji są pieniądze. Na działalność "Cukinii" przeznaczane jest półtora miliona złotych rocznie. Pół miliona to kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, 250 tys. złotych miasto Łódź dokłada na terapię dla dzieci z rodzin zastępczych. Połowa kwoty pochodzi od darczyńców, którzy na stałe wspierają działalność organizacji.
- Można nam pomagać, deklarując comiesięczny przelew na konkretną kwotę, nawet niewielką, wynoszącą kilkadziesiąt złotych. Można też wesprzeć fundację 1,5 procentem podatku. Wiele młodych par decyduje, żeby zamiast prezentów na ślub, przekazać pieniądze właśnie na fundację. Wspierają nas również firmy, które zysk od sprzedaży jakiegoś konkretnego produktu przekazują nam - wyjaśnia Marciniak.
Terapia jednego dziecka z opiekunem trwa zwykle od roku do dwóch. Dłużej pod opieką ośrodka pozostają niekiedy dzieci z pieczy zastępczej.