Ustrzyki pilnie szukają lekarzy. "Można zwiedzać Bieszczady i dobrze zarobić"
Starosta powiatu bieszczadzkiego Marek Andruch przekonuje, że problemy szpitala w Ustrzykach Dolnych nie różnią się od problemów placówek w innych częściach Polski. - Ale one narastają wraz z rosnącą odległością od dużego centrum miejskiego. A ponieważ my jesteśmy najdalej położeni, to nasze problemy są duże - mówi samorządowiec.
Po pierwsze, szpital jest zadłużony. Po drugie, brakuje w nim rąk do pracy. - Braki kadrowe są trudne do przezwyciężenia i ciągną się od wielu lat. Co jakiś czas przybierają formę dosyć dramatyczną, bo brakuje lekarzy do właściwego obsadzenia dyżurów na oddziale - tłumaczy starosta.
Był dzieckiem, gdy w USA uzależnili go od opioidów. W Polsce kupował recepty od lekarzy-dilerów
Przez brak personelu już w lutym ustrzycki szpital wstrzymał pracę oddziału chorób wewnętrznych na kilka dni, ale udało się dojść do porozumienia z dotychczasowym lekarzem. Teraz w jednym czasie ordynator i dyrektor szpitala zaskoczyli władze powiatu i złożyli wypowiedzenia, tłumacząc się powodami osobistymi i przeprowadzką. Ten moment wykorzystało jeszcze kilku lekarzy, by odejść do innych szpitali w regionie. Starosta nie chce tego komentować, zaznacza jedynie, że umowy były inne, a decyzja lekarzy o tym, by nie pracować w Ustrzykach już w kwietniu była zaskoczeniem.
Kwiecień bez jednego oddziału
Oddział chorób wewnętrznych Szpitala Powiatowego w Ustrzykach Dolnych nie będzie przyjmował pacjentów od 5 do 27 kwietnia. Starosta zapewnia, że w tym czasie mieszkańców i turystów potrzebujących pomocy będą przyjmowały wszystkie inne oddziały szpitala i izba przyjęć.
Wsparciem mają być świąteczna opieka zdrowotna, bieszczadzkie pogotowie i okoliczne szpitale. Marek Andruch uspokaja, że wszyscy, którzy będą potrzebowali opieki szpitalnej, ją znajdą. - Myślę, że nie będzie takiej sytuacji, że ktoś z powodu zawieszenia pracy oddziału poniesie jakiś uszczerbek na zdrowiu. - dodaje starosta. Czas przymusowego zawieszenia pracy oddziału chorób wewnętrznych nowa dyrekcja placówki chce wykorzystać na remont, tak by przyjmować pacjentów w dużo lepszych warunkach już w maju.
Dobre zarobki, nowoczesny sprzęt, a Bieszczady już też nie takie dzikie
- A może poszukać lekarzy wywodzących się z Ustrzyk, którzy dziś pracują w innych częściach Polski? Może będą chcieli wrócić w rodzinne strony - to jedno z rozwiązań jakie podpowiada były burmistrz miasta, dziś poseł Polski 2050 i członek społecznej rady szpitala Bartosz Romowicz.
O sytuacji w jego rodzinnym mieście w poniedziałek wieczorem rozmawiał z wojewodą podkarpacką Teresą Kubas-Hul, która ma się zaangażować w szukanie lekarzy do pracy w Bieszczadach. Szpital w Ustrzykach potrzebuje internistów z I i II stopniem specjalizacji. Ponieważ wakat obejmuje też stanowisko ordynatora oddziału chorób wewnętrznych, poseł Romowicz uważa, że to może być szansa dla specjalistów pracujących w innych miastach regionu, gdzie nie mogą liczyć na awans. - Drodzy interniści, jeżeli szukacie pracy, jeżeli jesteście w stanie pomóc, chociażby na kilka dyżurów w miesiącu, to szpital w Ustrzykach czeka na Was i społeczność ustrzycka na Was czeka - apeluje były burmistrz miasta.
Starosta podkreśla, że szpital od dawna współpracuje z lekarzami z innych części Polski. Czasami rozmowy zaczynają się od pytania o dzikie tereny, oderwane od cywilizacji. - Dzisiaj komunikacja jest tak rozwinięta, że właściwie krótka podróż i jesteśmy w dużym ośrodku. Po drugie, szpital jest już naprawdę bardzo dobrze wyposażony. Infrastruktura jest zupełnie nowa, a pobory są godne. Myślę, że lekarze zarabiają u nas tak, jak w innych częściach Polski, a nawet lepiej. - zaznacza Marek Andruch.
Miesiąc temu w Ustrzykach Dolnych zostało oddane do użytku nowe centrum diagnostyczno-specjalistyczne z poradniami: chirurgiczną, ortopedyczną, urologiczną, kardiologiczną, okulistyczną, laryngologiczną oraz nocną i świąteczną opieką zdrowotną. Budowa tego nowego pawilonu szpitalnego kosztowała 40 mln. zł.
Dodatek do pensji - widoki w drodze do pracy
W tej chwili sytuacja szpitala w Ustrzykach jest taka, że ratunkiem mógłby być nawet lekarz z innej części Polski, który może wziąć miesiąc-dwa urlopu w swojej placówce. - Jeżeli ktoś chciałby sobie zrobić taki urlop i przyjechać pracować w Bieszczady, wziąć siedem, osiem czy dziesięć dyżurów w ciągu miesiąca, to pozostałe dni będzie miał wolne i będzie mógł zwiedzać Bieszczady, a i tak zarobi dobre pieniądze - mówi poseł Bartosz Romowicz.
Lekarzom, którzy na dłużej zwiążą się z miastem, powiat zapewnia mieszkanie w bardzo dobrym standardzie. O tym, że widoki w drodze do pracy są swoistym dodatkiem do pensji mówi pół żartem pół serio starosta bieszczadzki. - Żyję tu już prawie 60 lat i zawsze, gdy wracam z wyjazdów służbowych, to wracam do najpiękniejszego zakątka w Polsce - mówi Marek Andruch. Władze powiatu i dyrekcja szpitala prowadzą rozmowy z chętnymi do pracy w Bieszczadach.
Posłuchaj podcastu!