advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Pomorskie

Afera w gdańskiej komendzie. "GW": Mobbing i podejrzany awans

3 min. czytania
14.10.2024 14:44
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wszczyna kontrolę w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku - poinformowała w poniedziałek "Gazeta Wyborcza". To wynik dziennikarskiego śledztwa Pawła Wojciechowskiego, który na łamach dziennika opisał historie podwładnych mł. insp. Magdaleny Falkowskiej.
|
|
fot. Karol Makurat/REPORTER/East News

Jak pisze 'Wyborcza', policjanci z wydziału konwojowo-ochronnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku wysuwają wobec przełożonej długą listę oskarżeń, w tym takich o charakterze mobbingu.

Jak "skradający się szczur".

"Jedna z policjantek uległa wypadkowi w trakcie służby. Niesprawna klapa radiowozu opadła i rozcięła jej głowę. Funkcjonariuszka miała zawroty głowy. Do szpitala odwiózł ją jeden z kolegów z wydziału. Policjantka miała usłyszeć od Falkowskiej, że kłamie, że pewnie jechała do sklepu po alkohol. Policjantowi, który pomógł rannej koleżance, zarzuciła z kolei opuszczenie miejsca pracy. Wobec policjantów wszczęto czynności wyjaśniające, które ostatecznie nie potwierdziły przewinień dyscyplinarnych. Ale funkcjonariusze i tak nie byli brani pod uwagę przy przyznawaniu nagród na święta" - czytamy.

'Czy to takie trudne, panie Pawle?', czyli jak nie przyjąłem 10 tysięcy dolarów

Policjanci mówili dziennikarzowi "GW" również o nieodpowiednim zwracaniu się do nich. Jak podawali - Falkowska funkcjonariuszom, których nie darzyła sympatią, miała polecać, by głośniej mówili "dzień dobry", bo są jak "skradający się szczur".

Policjant jak prywatny kierowca

Kolejną sprawą, jaką zajmie się MSWiA, jest zmuszanie policjantów do wykonywania poleceń, które nie mają nic wspólnego z zakresem ich obowiązków. Mł. Insp. Falkowska miała nakazywać podwładnym, by przebierali się w cywilne ubrania i "wozili ją na zakupy do galerii handlowej".

"Podczas jednego z zakupowych wypadów po powrocie do garnizonu okazało się, że na jego terenie obecny jest jeden z zastępców komendanta wojewódzkiego. Naczelnik wydała polecenie policjantowi, że ma się ukryć przed przełożonym w krzakach, aby uniknąć pytań o brak umundurowania" - czytamy w relacji jednego z funkcjonariuszy.

Inspektor Magdalena Falkowska - jak podawali policjanci - miała też ręcznie sterować obsadzaniem stanowisk i domagać się przyspieszenia nominatowi terminu odbycia kursu oficerskiego.

Policjanci mają dość. Rozpoczynają strajk. Ujawnili, jak będą wyglądać protesty

Zachowanie mł. insp. Falkowskiej "nieetyczne"

Sprawę wyjaśniała już interdyscyplinarna komisja, składająca się z psychologa, pełnomocnika ds. ochrony praw człowieka, przedstawiciela związków zawodowych, wydziałów kadr oraz kontroli i specjalisty BHP. Sporządzony przez nią raport potwierdził mobbing, jednak Bogusław Ziemba, obecnie komendant wojewódzki policji w Gdańsku, nie zaakceptował wszystkich jej wniosków, a zachowanie Falkowskiej nazwał jedynie "nieetycznym". Skończyło się na rozmowie dyscyplinującej.

Warunkami pracy na gdańskiej komendzie zajęła się w marcu br. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Oliwa. Śledztwo zostało wszczęte z artykułu Kodeksu karnego mówiącego o przekroczeniu uprawnień. Co najmniej dwóch funkcjonariuszy uzyskało status "pokrzywdzonych".

Informację z prowadzonych wobec Falkowskiej postępowań przekazano również do Komendy Głównej Policji.

- W związku z poczynionymi ustaleniami Komendant Wojewódzki Policji w Gdańsku złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawa pozostaje w zainteresowaniu Biura Kontroli Komendy Głównej Policji - poinformował "GW" nadkom. Piotr Świstak z biura prasowego KGP.

Jak wójt Żelazkowa traktował podwładne. 'Jak się nie podoba, w*********ć' [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Awans szefa policyjnych związkowców z Pomorza. "Moja prywatna sprawa"

W dziennikarskim śledztwie Pawła Wojciechowskiego pojawił się również wątek policyjnych związkowców NSZZ Policjantów Województwa Pomorskiego, którzy mieli milczeć w całej sprawie.

Jak tłumaczył przewodniczący związku mł. insp. Józef Partyka, dowiedział się o nim "zbyt późno". Jednak - jak ustalono - przyczyna mogła być inna. Jak czytamy, tuż po wybuchu afery mobbingowej Partyka dostał awans na stanowisko radcy w Komendzie Wojewódzkiej Policji.

"Józef Partyka radcą został na dwa tygodnie: od 29 stycznia do 11 lutego. I w tym czasie poszedł na urlop wypoczynkowy. Awansował ze stanowiska eksperta z dziewiątej grupy zaszeregowania. 11 grupa zaszeregowania otworzyła związkowcowi możliwość awansu na młodszego inspektora. W czasie dwutygodniowego pełnienia funkcji radcy Partyka musiał ustąpić ze stanowiska związkowca. Po 11 lutego powrócił w roli przewodniczącego związków, ale już z wyższym uposażeniem" - napisała "Wyborcza".

Rzeczniczka prasowa Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku kom. Karina Kamińska awans szefa związkowców tłumaczyła "indywidualną oceną wywiązywania się przez policjanta z obowiązków służbowych" oraz "wieloletnim doświadczeniem" policjanta. Sam Partyka odmówił komentarza, mówiąc, że to jego "prywatna sprawa".

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>