Wystawa "Nasi chłopcy" wywołała polityczną burzę. O czym opowiada? Wyjaśniamy
Dlaczego o tym piszemy? W piątek, 11 lipca, w Galerii Palowej Ratusza Głównego Miasta w Gdańsku odbył się wernisaż wystawy "Nasi chłopcy". Już w poniedziałek wydarzenie i treść ekspozycji wzbudziła spore emocje, szczególnie po prawej stronie sceny politycznej.
O czym jest wystawa "Nasi chłopcy"?
"Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy" koncentruje się na losach mieszkańców Pomorza Gdańskiego, którzy w czasie II wojny światowej zostali wcieleni - najczęściej przymusowo - do niemieckich sił zbrojnych. Jej bohaterami są przedwojenni obywatele II Rzeczpospolitej, Wolnego Miasta Gdańska oraz Niemiec.
Ekspozycja opowiada indywidualne historie, pokazując różnorodność doświadczeń: od wcielenia na podstawie wpisu na Volkslistę, przez trudną codzienność żołnierza Wehrmachtu, po próby dezercji, skazywanie na śmierć, wysyłanie na front wschodni czy życie w cieniu traumatycznych przeżyć i powojennych przemilczeń.
Wystawa "Nasi chłopcy" prezentowana w Gdańsku została podzielona na trzy części: "W Rzeszy" (prezentuje losy wcielonych, ich perspektywę i codzienność pod niemieckim mundurem), "Ślady" (śledzi pozostałości i konsekwencje po wojnie w rodzinach i społecznościach) oraz "Głos" (udziela głosu współczesnym potomkom, próbującym zrozumieć decyzje przodków).
Wystawa to nie tylko oryginalne eksponaty, fotografie, dokumenty i nagrania, ale także artystyczne instalacje i osobiste pamiątki rodzinne. Całość dopełniają wydarzenia edukacyjne i naukowe.
Awantura o wystawę "Nasi chłopcy" w Gdańsku
Co piszą politycy o wystawie "Nasi chłopcy"? W poniedziałek wokół wystawy rozpętała się medialna burza. Na portalu X wystawę skrytykowali m.in. prezydent Andrzej Duda, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i były szef MON Mariusz Błaszczak. Duda napisał, że informację o wystawie przyjął z "oburzeniem" i podkreślił, że Polacy, jako naród, byli ofiarami niemieckiej okupacji i niemieckiego terroru, a nie jego sprawcami, czy uczestnikami. Wtórował mu były szef MON Mariusz Błaszczak (PiS), który zaznaczył, że "tego rodzaju wystawy to próba przekłamania historii".
W nieco łagodniejszym tonie wypowiedział się szef MON Kosiniak-Kamysz (PSL), który napisał, że "wystawa (...) nie służy polskiej polityce pamięci". Jego zdaniem "nasi chłopcy, żołnierze i cywile, Polacy, bronili Ojczyzny przed nazistowskimi Niemcami do ostatniej kropli krwi. To oni są bohaterami i to im należą się miejsca na wystawach".
"Nasi chłopcy" wzbudzili kontrowersje nie tylko wśród prawicy. Rzecznik rządu Adam Szłapka (Nowoczesna) w poniedziałkowej rozmowie z PR24 ocenił nazwę wystawy jako "absolutnie nieakceptowalną". Dodał, że należy jednak upamiętniać osoby, które zostały siłą wciągnięte do Wehrmachtu, ponieważ są to "dramaty ludzi".
Organizator wystawy "Nasi chłopcy" zabrał głos. "Ubolewamy"
Kto zorganizował wystawę "Nasi chłopcy"? Organizatorem wystawy "Nasi chłopcy" jest Muzeum Gdańska. Rzecznik instytucji dr Andrzej Gierszewski w przesłanym PAP oświadczeniu napisał, że muzeum sprzeciwia się niesprawiedliwym i powierzchownym ocenom pojawiającym się w przestrzeni publicznej. Jak zauważył, osoby wygłaszające krytyczne uwagi, nie zapoznały się ani z samą ekspozycją, ani z jej kontekstem historycznym i edukacyjnym.
"Ubolewamy nad tym, że narracja wokół wystawy bywa wykorzystywana instrumentalnie dla doraźnych celów politycznych" - napisał w oświadczeniu Gierszewski.
Podał, że wystawa została przygotowana we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. "To efekt pracy zespołu historyków i muzealników, którzy od lat zajmują się dokumentowaniem złożonych losów mieszkańców Pomorza i innych ziem wcielonych do III Rzeszy. Celem wystawy jest pokazanie tragicznego losu ludzi, którzy po 1939 roku znaleźli się pod brutalnym przymusem - wpisani na Volkslistę, powoływani do Wehrmachtu pod groźbą represji wobec siebie i swoich rodzin" - przekazał.
Gierszewski odniósł się też do tytułu wystawy, który - jak wyjaśnił - nie jest przypadkowy. "Dotyczy on setek tysięcy osób - synów, braci i ojców z pomorskich rodzin. Zostali oni postawieni w sytuacji bez wyboru. Nasza wystawa pokazuje ich w sposób daleki od czarno-białych ocen" - dodał.
Posłuchaj:
Źródła: TOK FM, PAP, X