"To było jak policzek w twarz". Osoby z niepełnosprawnościami niewpuszczone na komisję
We wtorek wieczorem odbywało się posiedzenie sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, której przewodniczy Urszula Rusecka z Prawa i Sprawiedliwości. Zgodnie z planem - na spotkaniu omawiany miał być projekt ustawy w sprawie świadczenia wspierającego.
Na posiedzenie zaproszono osoby z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów, w tym organizatorki protestów przed kancelarią prezydenta, przedstawicieli inicjatywy Nasz Rzecznik czy warszawskiej grupy "Godność i Wsparcie Drogą i Nadzieją". Jak mówią - od posłów opozycji mieli sejmowe wejściówki. Na miejscu okazało się jednak, że wejść nie mogą.
- Zostaliśmy zaproszeni jako grupa społeczna na posiedzenie komisji, na drugie czytanie projektu ustawy (...). Bez żadnego problemu dostaliśmy przepustki, ale nie zostaliśmy wpuszczeni. Już przed budynkiem było zamieszanie. Dostaliśmy informację, że prawdopodobnie nie wejdziemy i że jest to decyzja z ostatniej chwili - opowiada Agnieszka Jóźwicka, mama dziecka z niepełnosprawnością, przedstawicielka portalu narencie.pl, która miała być jedną z uczestniczek spotkania.
Jak dodaje, ostatecznie gościom umożliwiono wejście do budynku. Musieli jednak siedzieć dwa piętra niżej i oglądać posiedzenie komisji przez internet, na laptopach. - To było bardzo przykre i urągające naszej godności. Byliśmy zaproszeni i w ostatnim momencie, wchodząc do budynku, zostaliśmy z niego praktycznie wypchnięci, a ostatecznie - zaproszeni do jednej z bocznych sal - relacjonuje Jóźwicka. - To tak jakby zaprosić gościa do naszego domu i w momencie, kiedy zadzwoni domofonem przy furtce, kazać mu zostać przy tej furtce i nie wpuścić do środka. Dokładnie tak się poczuliśmy, ja się tak poczułam - dodaje.
- To było dla nas jak policzek w twarz. Przecież pracowaliśmy wcześniej wspólnie nad świadczeniem wspierającym. A tu nie chciano nas w ogóle wysłuchać - mówi z żalem Katarzyna Kosecka, jedna z liderek protestu 2119. - Potraktowano nas jakbyśmy byli persona non grata - dodaje.
"Nie będziemy uprawiać polityki"
Dlaczego strony społecznej nie wpuszczono? - Dlatego, że będziemy pracować merytorycznie, a nie będziemy uprawiać na osobach, które są skrzywdzone - polityki - tłumaczyła Urszula Rusecka. Dodała, że chce by ustawa "była procedowana w spokoju".
Rzecznik rządu Piotr Müller - odnosząc się do tej sytuacji w środę - stwierdził, że nie wyklucza, że Straż Marszałkowska mogła popełnić błąd, nie wpuszczając osób z niepełnosprawnościami, które miały zaproszenie na posiedzenie komisji spraw społecznych. - Czasami jest tak, że nie znamy pełnych okoliczności interwencji poszczególnych służb. Trzeba najpierw sprawdzić, co się zadziało. Być może doszło do błędu po prostu. I nie będzie czego usprawiedziać, tylko powiedzieć, że to był błąd - stwierdził.
Kontrowersyjny projekt
Przypomnijmy, na początku kwietnia rząd przyjął projekt ustawy o świadczeniu wspierającym. W środowisku osób z niepełnosprawnościami wywołuje on sporo kontrowersji. Zgodnie z jego założeniami świadczenie to miałoby wynosić od 50 proc. do 200 proc. renty socjalnej (czyli od 794,22 zł do 3176,88 zł brutto), w zależności od potrzeby wsparcia. Tą oceniać mają wojewódzkie zespoły do spraw orzekania o niepełnosprawności, na wniosek osób z niepełnosprawnościami.
Wszystko ma się odbywać na podstawie specjalnej skali. Część rodziców obawia się, że ich dzieci (m.in. te w spektrum autyzmu) nie załapią się na wymaganą przez nową skalę liczbę punktów, by móc dostać wsparcie. Niektórzy próbowali liczyć, ile punktów będą mogli dostać - według proponowanej nowej skali - i wychodziło im, że na wsparcie nie mają szans.
Razem ze świadczeniem wspierającym miała być procedowana ustawa o asystencji osobistej, ale o niej na razie cisza.