,
Obserwuj
Mazowieckie

Znikający fentanyl, dziurawy dach i długi. Co dzieje się w Instytucie Geriatrii?

4 min. czytania
12.08.2024 11:17
Znikający fentanyl, przeciekający dach, popsuta klimatyzacja, długi - to tylko niektóre z problemów, trapiących Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie. Zwolniony dyrektor domaga się za nieuzasadnione odwołanie ze stanowiska ponad kilkaset tysięcy złotych. Jego następczyni też nie zagrzała długo miejsca. Sprawę opisała "Gazeta Wyborcza".
|
|
fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Marek Tombarkiewicz został dyrektorem Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie w 2018 roku, dzięki dawnemu ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu. Stanowisko stracił w marcu 2024 roku, kilka miesięcy po wygranych przez Koalicję 15 Października wyborach. Jego miejsce zajęła dr hab. Agnieszka Neumann-Podczaska, profesor w Pracowni Geriatrii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, farmaceutka i stypendystka Fulbrighta.

 

Gdzie podziały się ampułki z lekami?

 

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką zajęła się nowa dyrektorka, było sprawdzenie zasobów szpitalnej apteki. Jak się okazało, na oddziałach brakowało nawet po dwadzieścia kilka ampułek leków odurzających - fentanylu, morfiny i oxcodonu. W Zakładzie Anestezjologii brakowało natomiast 350 ampułek fentanylu, ponad 130 ampułek morfiny i ponad 500 ampułek oxycodonu. Zestawienie zostało podpisane przez kierowniczkę apteki.

- Tłumaczono mi, że to wszystko zużyto, podając chorym, ale zaniedbano wprowadzenia do systemu informatycznego - mówiła prof. Neumann-Podczaska 'Gazecie Wyborczej' . Jak tłumaczyła, nie zgłosiła sprawy dlatego, że "za gospodarkę lekami na oddziale odpowiada jego kierownik" a "lekarze złożyli pisemne oświadczenia, że wszystkie brakujące leki odurzające zostały podane pacjentom".

Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji miał problem nie tylko z lekami. Chodzi o fatalny stan całego obiektu - uszkodzone są m.in. dach, centralne ogrzewanie i hydrofornia, a także wentylacja i klimatyzacja. "Spadek" po Tombarkiewiczu obejmował także 58 mln zł długu, 5 tys. nieopisanych badań RTG w Zakładzie Radiologii oraz dwóch wicedyrektorów - Jakuba Berezowskiego, który szybko poszedł na zwolnienie chorobowe oraz szwagra byłego dyrektora Damiana Wronę. Dr hab. Agnieszka Neumann-Podczaska wystąpiła do resortu zdrowia o odwołanie obu panów. Gdy Wrona się o tym dowiedział, również poszedł na zwolnienie, które wystawił mu... dr Tombarkiewicz.

Prezes PKOl straci stanowisko po występie Polaków na igrzyskach? 'Nie było dobrze'

 

'Szara eminencja' w resorcie zdrowia

 

Jako że stanowiska wicedyrektorów były zajęte, Neumann-Podczaska powołała dwóch pełnomocników - w tym Małgorzatę Telmińską oraz adwokatkę współpracującą z kancelarią jej brata. Pracownicy NIGRiR donieśli o tym ministerstwu. Jak tłumaczyła dyrektorka, Telmińska została zatrudniona na polecenie dyrektorki generalnej w MZ Marty Maciążek.

"Marta Maciążek to szara eminencja w Ministerstwie Zdrowia. Formalnie jest dyrektor generalną, a więc odpowiada za sprawy organizacyjne. W rzeczywistości zachowuje się jak szef gabinetu politycznego ministra (oficjalnie jest nim Damian Węgrzyński, wcześniej szef biura poselskiego Izabeli Leszczyny) i - jak słyszymy od pracowników resortu - "wtrąca się wszystkim do wszystkiego". Właśnie dzięki Maciążek pozycja Telmińskiej jest w instytucie wyjątkowa. Niektóre polecenia Maciążek przekazywane były Neumann-Podczaskiej właśnie przez nią" - czytamy.

Neumann-Podczaska niemal od początku miała spotykać się z niechętnym nastawieniem podwładnych. Lista zarzutów sporządzona na polecenie Maciążek liczy 19 pozycji. Nowej dyrektorce zarzucono m.in., że "otoczyła się nowozatrudnionymi osobami", zleciła przeprowadzenie w instytucie audytu, zatrudniła kierowcę, zleciła sesję fotograficzną kierowników klinik i zakładów i zatrudniła do niej wizażystkę, a także że nie okazywała pracownikom szacunku. Dyrektorka zaczęła być zasypywana żądaniami dokumentów i wyjaśnień. Większość zarzutów ze skarg jednak nie potwierdziła się albo okazała się zbyt błaha.

'Pacjenci ważący do 300 kg już nie dziwią personelu medycznego'. Co wiemy o osobach skrajnie otyłych?

 

Lekarka wyniosła fentanyl ze szpitala. Tak się tłumaczyła

 

Na początku lipca w NIGRiR wróciła sprawa znikających leków odurzających. Na początku miesiąca z bloku operacyjnego zginęło 10 ampułek fentanylu. Okazało się, że ma je jedna z lekarek. Jak tłumaczyła, została pilnie wezwana do chorej matki i tzw. listek z ampułkami (są złączone) przez roztrzepanie włożyła do torebki.

Wydarzenie miało miejsce w czasie, gdy w mediach pojawiały się kolejne doniesienia o zgonach związanych z fentanylem , dlatego Neumann-Podczaska zgłosiła sprawę prokuraturze, a także poinformowała o niej ministrę zdrowia Izabelę Leszczynę. Przy okazji powiedziała szefowej resortu o wynikach kontroli z marca.

Gdy o rozmowie z minister dowiedziała się Marta Maciążek, kazała przesłać sobie natychmiast zawiadomienie do prokuratury. Warto podkreślić, że nie było w nim wzmianki o braku narkotyków stwierdzonym tuż po objęciu stanowiska przez Neumann-Podczaską.

Dyrektorka postanowiła odsunąć od znieczulania lekarkę, która wyniosła fentanyl. Spotkało się to z oburzeniem anestezjologów, którzy napisali w obronie koleżanki list.

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów w drugiej połowie lipca wydała decyzję o odmowie wszczęcia postępowania. Jak uzasadniono, gdyby zamiarem lekarki było celowe zabranie leku, to nie zastałby przez nią niezwłocznie zwrócony.

Superbakteria w Inowrocławiu. Rośnie liczba nosicieli. W szpitalu rozdzwoniły się telefony

 

Neumann-Podczaska odwołana. "Strzelały korki od szampana"

 

Pod koniec miesiąca Agnieszka Neumann-Podczaska podzieliła los Tombarkiewicza i została odwołana ze stanowiska. "Bez podania merytorycznego uzasadnienia" - napisała w oświadczeniu. Jej następczynią została prof. Brygida Kwiatkowska. Jak napisała "GW" w instytucie "strzelały korki od szampana".

Zwolniony w marcu dr Marek Tombarkiewicz zaprzeczył, jakoby w czasie zajmowania przez niego stanowiska dyrektora w placówce miał miejsce problem ze znikającymi lekami. Były dyrektor wystąpił z pozwem o rekompensatę za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez odwołanie go ze stanowiska dyrektora NIGRiR bez uzasadnienia. Według nieoficjalnych informacji domaga się kwoty ok. 400 tys. złotych.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>