,
Obserwuj
Mazowieckie

"Od dwóch miesięcy nie wypłacamy pensji". Ośrodek Karta stoi na skraju, ale jest światło w tunelu

6 min. czytania
08.09.2024 07:06
Jest szansa na wsparcie dla tonącego w długach Ośrodka Karta. Jak dowiedziało się TOK FM, w przyszłym tygodniu ma się odbyć spotkanie Rady Fundacji Ośrodka z przedstawicielami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Ośrodek Karta działa od ponad 40 lat - gromadzi i upowszechnia historię. Wszystko dzięki tworzonemu tu od lat archiwum. To zdjęcia, dokumenty, pamiętniki, ale też nagrania audio i wideo, pamiątki i muzealia. Z czasów "Solidarności", ale nie tylko. Karta prowadzi również działalność wydawniczą. Regularnie wydaje kwartalnik historyczny i całą masę książek.

- Finansowo nigdy nie było nam łatwo. Od momentu, kiedy Karta jest organizacją pożytku publicznego, a stało się to w roku 2004, jesteśmy finansowani wyłącznie w ramach grantów z projektów. Dostajemy też odpisy z 1,5 proc. podatku. Do tego darowizny i wpłaty od osób prywatnych. Nie mamy jednak systemowego wsparcia. I jesteśmy przez to bardzo zadłużeni - mówi TOK FM Alicja Wancerz-Gluza, aktywistka społeczna, współzałożycielka ośrodka.

Dramatyczna sytuacja Ośrodka Karta. 'Nie wiemy, na czym stoimy'

Jak dodaje, Karta jest obecnie w dramatycznej sytuacji finansowej. - Wiadomo, żyjemy od projektu do projektu, a to jest bardzo trudne, bo nie do końca wiemy, na czym stoimy. Ale teraz nastąpiła kumulacja. Nie sposób rolować już tych długów. Mamy m.in. zaległość w ZUS - od stycznia prawie 600 tysięcy złotych. Dostaliśmy co prawda zgodę, by spłacić to na raty, ale musimy mieć na to środki. Do tego mamy zaległości u pracowników, bo od dwóch miesięcy nie wypłacamy pensji. I niestety ludzie zaczynają odchodzić, bo nie mają z czego się utrzymać. Do tego zaległość czynszowa z trzech miesięcy - wylicza Wancerz-Gluza.

Zamykają akademik. 350 uchodźców do pilnej wyprowadzki. 'Nie wiem, co z nami będzie'

Nasza rozmówczyni tłumaczy również, że ostatnie osiem lat było dla ośrodka szczególnie trudne. - Nie jest tajemnicą, że sposób traktowania historii i pamięci przez Kartę był odmienny od tego, jaki proponowała poprzednia ekipa rządząca. Władza przeciwko nam może wprost nie występowała, ale z pieniędzmi z projektów musieliśmy się praktycznie pożegnać. Teraz Karta sama się nie podniesie - przekonuje gościni TOK FM. I podaje jeden z przykładów. - Karta za PiS wystąpiła do Fundacji Patriotycznej o 50 tysięcy złotych na sprzęt do skanowania dokumentów. - Nie dostaliśmy tych pieniędzy, podczas gdy Robert Bąkiewicz dostał wtedy 3 miliony złotych na nagłośnienie swoich wystąpień - mówi nasza rozmówczyni.

- Nie ukrywam, że po wyborach 15 października staramy się chodzić, gdzie się da, jeśli chodzi o struktury władzy. Próbujemy przekonywać państwo do tego, by dostrzegło potencjał Karty. Ale to nie znajduje posłuchu. Chyba jest zbyt dużo innych problemów, by jeszcze się tym zajmować. Przynajmniej tak to odbieramy - rozkłada ręce Wancerz-Gluza.

Co dalej z Ośrodkiem Karta? Jest światełko w tunelu

W tej chwili pojawiło się światełko w tunelu, bo - jak ustaliliśmy nieoficjalnie - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zaprosiło przedstawicieli Rady Fundacji Ośrodka Karta na spotkanie w przyszłym tygodniu. W radzie są m.in. tacy profesorowie jak Barbara Engelking, Andrzej Friszke, Dariusz Stola czy Andrzej Paczkowski. Jak słyszymy, naukowcy liczą, że ministerstwo znajdzie sposób na stałe wsparcie finansowe dla Karty.

Czarnek nie pozwolił? Dostali nominację do Koron Równości, ale z niej zrezygnowali

Od kilku dni, gdy o problemach Karty zrobiło się głośno w mediach, wpływają wpłaty od "zwykłych" ludzi. I te mniejsze - po 50 czy 80 złotych, ale też większe - po 1000 czy 2000 złotych. Niektórzy piszą, że założyli stałą wpłatę, np. comiesięczną.

- Mamy tyle słów życzliwości i wsparcia. Na szczęście nasze prośby i apele spotykają się z odzewem zwyczajnych ludzi. Jesteśmy za to niesamowicie wdzięczni. Dzięki tym wpłatom spłacamy te bieżące "pożary". Drukowany jest obecnie nowy numer "Karty", który był wstrzymany. Zapłacona jest drukarnia. Część pieniędzy poszła też do pracowników, którzy nie dostali pensji. Robimy, co możemy - mówi Alicja Wancerz-Gluza.

Co można znaleźć w Ośrodku Karta? 

Ośrodek Karta ma potężne zasoby. Większość dokumentów czy fotografii jest zdigitalizowana, ale całe papierowe archiwum jest też na miejscu. - Kto korzysta z naszych materiałów? Naukowcy, historycy, studenci, ale też tysiące innych osób, które np. szukają wzmianek o swoich bliskich, o rodzinie, znajomych. Są też oczywiście zapytania z zagranicy, na które odpowiadamy. Z różnych miejsc na świecie - mówi Wancerz-Gluza.

- Co niezwykle dla nas ważne, zbiory polskiej opozycji oraz nasza kolekcja "Solidarność - Narodziny Ruchu" jest wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO - podkreśla z dumą nasza rozmówczyni. I pokazuje nam wiszący na ścianie ośrodka dyplom.

Karta to także cała masa specjalnych, przesuwanych regałów, z tysiącami dokumentów - o ludziach, instytucjach, działaniach.

Jeden z regałów z dokumentami w Ośrodku Karta
Jeden z regałów z dokumentami w Ośrodku Karta
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM

Co ważne - Karta to w ogromnej części archiwalia przynoszone przez ludzi. Znalezione na strychu domu albo pieczołowicie przechowywane przez lata w szufladach. To także dokumenty znajdowane na śmietniku, które ktoś zauważył i dostarczył. - Bardzo często ludzie przynoszą nam to w takich walizkach sprzed wielu, wielu lat. Takich, jakie były popularne w czasach PRL - opowiada gościni TOK FM.

Walizki z Ośrodka Karta
Walizki z Ośrodka Karta
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Karta to także wiele pamiątek z czasów powstawania "Solidarności". Są specjalnie wydawane w podziemiu broszury, gazety, ale też koperty na listy, a także cała kolekcja znaczków. Są puszki, do których za granicą zbierano pieniądze dla "Solidarności". Jest też cała kolekcja kartek, które trzeba było mieć, by móc cokolwiek kupić w sklepie. I nie chodzi wyłącznie o żywność, ale też całą masę innych rzeczy.

Skąd wzięła się nazwa "Karta"? - Z kartki, od której zaczynaliśmy - śmieje się pani Alicja. - Kartę założyliśmy 4 stycznia 1982 roku, w mieszkaniu rodziców mojego męża - wtedy jeszcze chłopaka. Pięć osób było wtedy w tym pokoju: Zbyszek Gluza, ja, Kasia Madoń i Aldona Jawłowska. Była też z nami wtedy Agata Tuszyńska, która nie weszła jednak do Kolegium Redakcyjnego - opowiada Wancerz-Gluza.

Jak dodaje, pomysł narodził się chwilę wcześniej, w trakcie sylwestra. - Spotkaliśmy się po dwóch tygodniach stanu wojennego, kiedy byliśmy bardzo zaangażowani w różne działania konspiracyjne podziemnej "Solidarności". Rozwoziliśmy biuletyny, ale doszliśmy do wniosku, że nasza działalność jest mało efektywna i postanowiliśmy rozpocząć działalność redakcyjną. Uznaliśmy, że musimy przeciwstawić się rzeczywistości stanu wojennego wolnym słowem. I tak się zaczęło. Pierwszy egzemplarz "Karty" powstał na karcie papieru. Użyliśmy maszyny do pisania, przy użyciu specjalnej bibuły kopiującej, więc było tak naprawdę kilka egzemplarzy - opowiada nasza gościni. Maszyna do dziś się zachowała.

Maszyna do pisania z Ośrodka Karta
Maszyna do pisania z Ośrodka Karta
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Obecnie Ośrodek Karta to około 40 pracowników, w tym 20 na etatach, reszta - na umowach zlecenia. Do tego cała rzesza wolontariuszy, którzy pomagają choćby w przygotowywaniu wystawy czy skanowaniu wciąż dostarczanych do Karty dokumentów i zdjęć.

- Zajmuję się digitalizacją, wcześniej skanowałam negatywy. To są bardzo ciekawe tematy. Przychodzę i pomagam codziennie - mówi 20-latka, Amelia Tomańska. Jak dodaje, Karta nie może zniknąć. W jej ocenie wszyscy powinni zrobić wszystko, co się da, by ośrodek przetrwał.

Jak dodaje kierowniczka archiwum Karty Katarzyna Górny, wolontariusze są tu od zawsze. Studenci, ale też np. seniorzy. - Najstarszą naszą wolontariuszką, która niestety już nie żyje, była pani Hala. Przychodziła do nas przez lata, robiła sporo dobrej pracy, pojawiała się nawet w wieku 91 lat - opowiada pracowniczka.

Wolontariusze, również ci młodzi, są bardzo zainteresowani historią z dokumentów czy zdjęć. - Bardzo lubią digitalizować pamiętniki różnych osób i wczytywać się w treści w nich zawarte. Albo ostatnio jak dostaliśmy z profilu "Śmieciarka jedzie" na Facebooku szklane negatywy z 20-lecia międzywojennego z Warszawy. Wszyscy byli tym zachwyceni i każdy chciał to robić - śmieje się nasza rozmówczyni.