Zarzucają ekipie Trzaskowskiego, że wyrzuca ludzi z domków. Pat wokół popularnego osiedla
Osiedle Przyjaźń określa się jako "najpiękniejszą wioskę Warszawy". I coś w tym jest. Nawet kiedy spaceruję tu w pochmurny i zimny dzień, co chwilę mnie coś zachwyca. Kolorowe fińskie domki, mnóstwo drzew. Od razu wiem, że wrócę tu latem. Jedna z mieszkanek - Ania - pokazuje mi boisko, korty tenisowe. Zachwala piekarnię. Rozmawiam z lokalsami. Od razu czuję, że się znają i lubią. Ale harmonię zaburzają mi trochę dykty w powybijanych oknach w niektórych domkach. Od mieszkańców słyszę, że to pokłosie konfliktu trwającego z miastem od wiosny.
Zaczęło się w grudniu 2023 roku. Dotychczasowy zarządca osiedla - Akademia Pedagogiki Specjalnej - postanowił nie przedłużać z miastem umowy dzierżawy . Zarządzanie przeszło w ręce m.st. Warszawy. Mieszkający tam studenci w kwietniu dowiedzieli się, że powinni opuścić znajdujące się na osiedlu akademiki. Inni mieszkańcy również obawiali się, że zmiana zarządcy wpłynie na ich sytuację. I dziś przekonują, że wpłynęła.
W całej sprawie słychać mocny dwugłos. Z jednej strony miasto, które w oficjalnych komunikatach zapewnia, że "zaoferowało pomoc wszystkim najemcom tamtejszych lokali". Z drugiej - mieszkańcy, którzy organizują protesty pod hasłem "Koniec eksmisji, Trzaskowski do dymisji". Ostatni odbył się całkiem niedawno - w połowie grudnia, na sesji rady miasta.
Osiedle Przyjaźń. "Wtedy zaczął się totalny chaos"
- Wiosną zaczął się totalny chaos. Ratusz okazał się kompletnie nieprzygotowany, żeby zarządzać tym terenem. Nikt nas o niczym nie informuje - żali się Jacek Kowalski, który oprowadza mnie po osiedlu.
W jego ocenie polityka ekipy Rafała Trzaskowskiego jest taka, "żeby wyrzucić stąd jak najwięcej ludzi". Zaznacza, że "nowa administracja nic nie wie o osiedlu" i "urzędnicy straszą mieszkańców, żeby się wyprowadzili". - Część faktycznie to zrobiła. Dwa domki udało się całkowicie opróżnić. Efekt? Przyszli złomiarze i ukradli z nich części, które się nadawały na sprzedaż - oburza się Kowalski.
Sam mieszka na Przyjaźni od około trzech lat. Wprowadził się tu jako doktorant socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Jak mówi, przedstawił w administracji zaświadczenie z uczelni o statusie doktoranta i uzyskał przydział. Nie wymagano od niego podpisania żadnej umowy. Do dziś, choć edukację już zakończył, zajmuje 20-metrowy pokój w jednym z domków studenckich, za który płaci 840 złotych. Kowalski jest członkiem nieformalnego kolektywu "Przyjaźń", który powstał na osiedlu i - jak słyszymy - walczy o to, aby wszyscy, którzy chcą, tu pozostali.
Najpiękniejsza 'wioska' w Warszawie znowu w tarapatach. 'Oszukali nas'
Osiedle Przyjaźń. O co chodzi z eksmisjami?
Podczas protestów - takich jak na sesji w grudniu - ich uczestnicy wysuwają przede wszystkim dwa punkty. Pierwszy to podpisanie umów najmu na czas nieokreślony ze wszystkimi osobami zamieszkującymi osiedle. Drugi - zaprzestanie "dzikich eksmisji". Od aktywistów słyszę, że ostatniej policja miała dokonać 6 grudnia, pomimo że zgodnie z Ustawą o Ochronie Praw Lokatorów od 1 listopada do 31 marca obowiązuje okres ochronny przed eksmisjami na bruk.
Kowalski - dopytywany, o co chodzi z tymi eksmisjami - przyznaje, że dotyczyły one osób, które wprowadziły się na osiedle niedawno i samowolnie zajęły domki, z których wyprowadzili się ludzie. Utrzymuje jednak, że takie działania też są nielegalne. - Bo żeby wyrzucić ludzi z pustostanu, należy skierować sprawę do sądu. Sąd przydziela komornika, wydaje nakaz eksmisji. Wtedy komornik z policją przychodzi i osobę wyrzuca. Wtedy jest legalna eksmisja, z poszanowaniem prawa i wszystko jest w miarę cywilizowane. Tutaj ta procedura nie została zachowana. Urzędnicy przychodzili z policją i np. babcię, dziadka i czwórkę nieletnich dzieci wyrzucili z domu - twierdzi aktywista. Skarży się przy okazji, że w czasie tych eksmisji domki są niszczone: wyłamywane są drzwi, wybijane okna. Stąd właśnie wspomniane na początku dykty zamiast szyb.
'Jedna dostała pałką, druga gazem w oczy'. Atak na znanym warszawskim osiedlu
"Ekipa Trzaskowskiego prowadzi dzikie eksmisje. Wyrzuca matki z dziećmi z domów"
Jeśli chodzi natomiast o umowy - Kowalski mówi, że miasto po przejęciu zarządu "nie chce dać umów na czas nieokreślony". - A my nie chcieliśmy podpisywać umowy na chwilę - podkreśla (urząd proponował umowy na rok, o czym więcej w dalszej części artykułu). - Zakładamy sprawy w sądzie o ustanowienie umowy na czas nieokreślony, więc nie wiem, czy można powiedzieć, że zamieszkujemy tu nielegalnie, skoro dokładamy wszelkich starań, żeby zalegalizować swój pobyt. To właśnie my jesteśmy legalistami, nie ludzie Rafała Trzaskowskiego, którzy prowadzą dzikie eksmisje i wyrzucają matki z dziećmi z domów, a prezydent za to odpowiada - stoi przy swoim mój rozmówca.
- Chcemy normalnie płacić czynsz, mieszkać i próbować to osiedle przywrócić do świetności. To może być fajne centrum społeczno-kulturowe skierowane nie tylko do osób, które mają kupę kasy, ale dla każdego - dodaje członek kolektywu "Przyjaźń".
Kościół siń uparł, ludzie muszą się wynieść. 'Nie będziemy organizować pomocy dla wszystkich'
Mieszkańcy nie chcą opuszczać "Przyjaźni". "Dobrze mi się tu mieszka. Lubię ciszę i spokój"
Jedną z mieszkanek osiedla jest też Ania, przewodniczka po Warszawie, którą odwiedzam w jednym z domków. Ona też chciałaby tu zostać. - Mieszkałam tu już jako studentka 20 lat temu. Potem przeprowadziłam się w inne miejsca i zaraz minie trzy lata, od kiedy wróciłam tu ponownie - mówi tokfm.pl. Podobnie jak Jacek - nie miała umowy. Wspomina, że po prostu poszła do administracji i zapytała, czy są wolne pokoje. Okazało się, że tak i dostała zgodę na zamieszkanie. - Zapłaciłam tyle, ile wskazała mi administracja i po prostu sobie mieszkałam - opowiada.
Ania zajmuje jeden pokój o powierzchni 20 metrów kwadratowych w domku, w którym jest kilkanaście takich pokoi. Wszystkie stoją puste. - Administracja nikogo mi nie przydzieliła - mówi, pokazując wolne przestrzenie.
Jak dodaje, dużym plusem mieszkania tu jest korzystna cena, która pozwala odkładać jej jakieś pieniądze na własne lokum. - Za mieszkanie tu płaciłam 670 złotych. Teraz nie wiem, ile mam zapłacić, bo nie mamy decyzji, numeru konta. Sprawy są w sądzie i czekamy na to, żebyśmy tu mogli mieszkać legalnie, żeby podpisano z nami umowy - mówi.
Konflikt ws. Osiedla Przyjaźń. "Miasto nie będzie tolerowało nielegalnych zasiedleń"
Stołeczny ratusz - na pytania o eksmisje na Osiedlu Przyjaźń - ustami zastępczyni rzeczniczki prasowej odpowiada zdecydowanie: "Na osiedlu nie została przeprowadzona ani jedna eksmisja".
"Organizowane są natomiast przez grupę mieszkańców włamania do pustostanów. (...) W takich sytuacjach, niejednokrotnie z udziałem policji - z uwagi na agresję osób zajmujących takie lokale, osoby takie są wypraszane z lokali. Są to wyłącznie interwencje w przypadkach zidentyfikowanych włamań, a nie eksmisje lokatorów" - przekazuje nam Marzena Gawkowska, zastępczyni rzeczniczki prasowej urzędu m.st. Warszawy. I podkreśla, że "miasto nie będzie tolerowało nielegalnych zasiedleń".
Gawkowska zaznacza też, że włamania "przyjmują charakter zorganizowanych akcji, których inicjatorami są niektórzy mieszkańcy osiedla". "Pomimo wymiany zamków przez zarządcę, grupa mieszkańców, w sposób regularny wymienia samodzielnie zamki i zaprasza do zajmowania lokali/pokoi różne osoby. Ofiarami takich akcji padają zwykle nieświadomi cudzoziemcy" - twierdzi urzędniczka.
Wyjaśnia też, że włamania mają miejsce najczęściej do pokoi w drewnianych domach pełniących wcześniej funkcje akademików. "Wyprowadzają się z nich wyłącznie te osoby, które samodzielnie uznały, że nie chcą kontynuować współpracy z obecnym zarządcą nieruchomości lub dostały przydział do innego miejsca w akademiku od swojej macierzystej uczelni" - pisze nam Gawkowska. I dodaje, że warszawskie uczelnie, ze względu na stan techniczny drewnianych akademików, nie zdecydowały się na kierowanie swoich studentów do zamieszkania w tych budynkach.
Co na to prawnik?
Jednak zdaniem radcy prawnego mec. Radosława Chrząstka - wbrew temu co twierdzi ratusz - działanie władz miasta można traktować jako "obejście przepisów prawa cywilnego i dokonywanie nieuprawnionych eksmisji". Według prawnika miasto - nawet w przypadku bezprawnego zajęcia lokalu - powinno skierować sprawę do sądu i w ten sposób starać się o nakaz eksmisji. - Z chwilą wejścia w posiadanie lokalu (szczególnie pustostanu) osoba zajmująca go, nawet bezprawnie, staje się uprawniona względem właściciela, który danego lokalu nie użytkuje ani nie zajmuje - tłumaczy mec. Chrząstek.
- Zajęcie cudzego lokalu jest bezprawne, jednakże nie z punktu widzenia prawa karnego a prawa cywilnego. Ponadto niezrozumiałym jest zarzucanie lokatorom przestępstwa włamania. Przestępstwo to może być popełnione jedynie w celu przywłaszczenia rzeczy ruchomej - zaznacza radca prawny.
Osiedle Przyjaźń. Co z umowami dla mieszkańców?
Jeśli chodzi zaś o umowy, Gawkowska informuje, że około 200 osób mieszkających na osiedlu posiadało umowy na czas nieokreślony i zapewnia, że po przejęciu zarządu przez miasto "ich sytuacja nie uległa zmianie". Wszystkie miały otrzymać potwierdzenie kontynuowania umów poprzez wskazanie indywidualnego rachunku bankowego, na który mają wpłacać czynsz.
Pozostali mieszkańcy - którzy mieli umowy na czas określony - mogli podpisać umowę najmu z miastem na rok. "Część osób już taką umowę podpisała" - podaje Gawkowska. Umowy dla innych, którzy chcieli je zawrzeć, są przygotowywane. Ratusz "zapewnia swoją gotowość do podpisania wszystkich umów do końca stycznia - wszystkie na rok od dnia ich podpisania". "Jednak czy tak się stanie, to w głównej mierze zależy od mieszkańców. Warunkiem podpisania takiej umowy jest bowiem uregulowanie zaległości finansowych za okres od przejęcia zarządu przez miasto do dnia podpisania umowy" - zaznacza.
Dlaczego to jest umowa na rok? Ten czas urząd daje mieszkańcom na zapisanie się do kolejki do udzielenia pomocy mieszkaniowej przez miasto lub na znalezienie lokalu w inny sposób - po prostu na rynku.
A co z tymi, którzy chcą umowy na czas nieokreślony?
- Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Każdy mieszkaniec miasta przechodzi tę samą procedurę, jeżeli chce otrzymać formę wsparcia w postaci lokalu komunalnego bądź socjalnego. Jako Skarb Państwa nie możemy stosować innych kryteriów, wszyscy muszą przejść weryfikację - mówił jeszcze w sierpniu ówczesny wiceprezydent Warszawy Tomasz Bratek.
W sierpniu miasto podawało, że na terenie osiedla znajduje się około 50 rodzin, które nie chcą opuścić lokali, ale nie złożyły wniosków o wynajem.
Urząd przypomina i podkreśla, że Osiedle Przyjaźń miało i dalej ma charakter akademicki. Oznacza to, że w większości jest zamieszkiwane przez studentów bądź kadrę uniwersytecką. "Prezydent Warszawy we wcześniejszych deklaracjach informował, że planuje zawrzeć porozumienie z warszawskimi uczelniami. Tak też się stało. (...) Każde zapotrzebowanie zgłoszone przez uczelnie zostało zaspokojone i podpisane zostały umowy najmu ze wszystkimi studentami wskazanymi przez uczelnie na okres trwania roku akademickiego" - precyzuje Gawkowska.
Co dalej z Osiedlem Przyjaźń?
Na pytanie o dalsze plany miasta wokół wobec Osiedla Przyjaźń, Marzena Gawkowska zaznacza: "Przyszłość osiedla, w szczególności w zakresie remontów, uzależniona była i jest od środków pieniężnych, które Wojewoda Mazowiecki przekaże na ten cel. Nieruchomość stanowi własność Skarbu Państwa, Prezydent m.st. Warszawy jednie nią gospodaruje w ramach wykonywania zadań zleconych z zakresu administracji rządowej".
Niedawno Osiedle Przyjaźń zostało wpisane do rejestru zabytków.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>