Pęknięcie na największej zaporze Dolnego Śląska. Mieszkańcy przerażeni, burmistrz reaguje
Miejscowości w południowo-zachodniej Polsce nadal podnoszą się po ubiegłorocznej powodzi. 15 września woda z potoku Morawka rozmyła zaporę ziemną suchego zbiornika przeciwpowodziowego Stronie Śląskie. W efekcie zawalił się wał przeciwpowodziowy i woda zalała Stronie Śląskie, Lądek Zdrój i Radochów.
Inna, a jednocześnie największa zapora na Dolnym Śląsku - licząca ponad 100 lat Zapora Plichowicka podczas wrześniowej powodzi zdała egzamin. Mimo to okoliczni mieszkańcy żyją w strachu, ponieważ - jak poinformował serwis TuWrocław, niedawno na zaporze pojawiło się groźnie wyglądające pęknięcie. 'W sieci przesyłają sobie katastroficzne obrazy z wizją zerwania tamy' - czytamy na łamach lokalnego medium.
Dolny Śląsk znów zagrożony powodzią? Burmistrz Wlenia pokazał pismo od Taurona
Na komentarze zaniepokojonych mieszkańców Pilchowic zareagował Artur Zych, burmistrz gminy Wleń. 'W związku z plotkami, które mówią o zagrożeniu pęknięciem Zapory Pilchowickiej, informuję, że jest to nieprawda. Aby sprawę wyjaśnić u źródła, poprosiłem władze spółki Tauron Ekoenergia o wyjaśnienia. (...) Widoczna na zdjęciach rysa jest tylko powierzchownym pęknięciem warstwy kamieni, które są elementem estetycznym, a nie konstrukcyjnym. Zapora Pilchowicka jest wyposażona w urządzenia, które monitorują na bieżąco stan tej budowli i w sytuacji jakiegokolwiek zagrożenia informują o tym zarządcę obiektu' - przekazał samorządowiec za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Wleń na końcu swojego wpisu zaapelował o 'niesłuchanie plotek, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością', a także załączył skan pisma od Tauron Ekoenergia, w którym spółka potwierdza, że 'rysa widoczna na okładzinie zapory Elektrowni Wodnej Pilchowice nie stanowi żadnego zagrożenia dla konstrukcji i skuteczności zapory'.
Posłuchaj: