,
Obserwuj
Gospodarka

Budżet "ambitnej Polski" z rekordowym długiem. "Widzę ciemność"

oprac. tokfm.pl
3 min. czytania
10.10.2025 10:43

Budżet na przyszły rok, w który jest wpisany rekordowy deficyt, minister finansów nazywa "ambitnym". - Widzę ciemność - komentował w TOK FM dr Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Sejm
Sejm
fot. Adam Burakowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki budżet na 2026 rok przygotował rząd;
  • Czym grozi rekordowy deficyt i wzrost wydatków publicznych;
  • Czy finansom publicznym grożą "poważne perturbacje”.

W czwartek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy budżetowej na 2026 rok. Przyszłoroczne wydatki budżetu zaplanowano na 918,9 mld zł, dochody na 647,2 mld zł, a deficyt na maksymalnie 271,7 mld zł. Jak mówił minister finansów Andrzej Domański "to budżet Polski ambitnej i Polski bezpiecznej". 

- Niestety nie mogę się podpisać pod tymi słowami - komentował w "Poranku TOK FM" dr Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej. - Nie za bardzo rozumiem, w jakim zakresie chodzi o "Polskę ambitną". W zakresie rekordowego deficytu? Najszybszego w Europie tempa wzrostu długu publicznego? Drugich co do wielkości udziałów kosztu obsługi długu publicznego w PKB? W tym chcemy być ambitni? - punktował ekonomista.

Rozmówca Macieja Głogowskiego zwrócił uwagę, że każdy Polak i Polka pracuje dziewięć dni w roku za darmo, by pokryć odsetki od długu publicznego. - Każdy z nas - łącznie z tym, który urodził się godzinę temu - jest zadłużony na 55 tys. zł - tłumaczył.

Prowadzący audycję wtrącił, że to nieco populistyczne argumenty, bo z długu są pokrywane również koszty usług publicznych. - One powinny być jak najbardziej efektywne. Innymi słowy: powinny realizować cel, dla których są powołane, ale jak najniższym kosztem. A u nas jest to i drogie, i złe. Przykład: transfery socjalne, np. 800+. To jedna z największych pozycji w budżecie. Kilkanaście procent tych wydatków idzie do pięciu procent najbardziej zamożnych Polaków, którzy zarabiają po 10 lub kilkadziesiąt tys. zł. Następny przykład: trzynasta emerytura. Wypłacamy ją tym, którzy mają po 2 tys. zł (emerytury), ale też tym, którzy mają 8, 10, 15 tys. zł. Jest ich niewielu, ale czy stać nas na to? - pytał.

W jego ocenie politycy chwalą się zwiększaniem wydatków na usługi publiczne, natomiast nie wspominają o ich efektywności. - Oni nie mówią: mamy coraz lepiej wykształconych uczniów, coraz lepiej rankingowane uniwersytety, coraz krótsze kolejki do lekarzy - stwierdził. - Dochodzimy do coraz szybciej rosnących wydatków i deficytów, bo w konsekwencji takiej polityki, takiego rozdawnictwa spopulizowało nam się społeczeństwo (...) Od lewej do prawej domaga się coraz większych wydatków, transferów i coraz niższych podatków - ocenił.

Jak dodał, "tutaj cały na biało wjeżdża nowy prezydent Karol Nawrocki". - Mówi, że nie zgodzi się na podniesienie podatków, a jednocześnie wysyła do Sejmu ustawę, która zwalnia z PIT rodziny, które mają dwoje i więcej dzieci, zarabiające do 140 tys. zł. Co to powoduje? Małżeństwo nauczycieli, którzy mają dwoje dzieci, z tego powodu dostaną miesięcznie więcej o 90-100 zł. A ci, co zarabiają po 10 tys. zł, dostaną 1,8 tys. zł miesięcznie więcej. Pokazuje to kompletny idiotyzm w projekcie prezydenta. To jest Polska 2025 - powiedział gość TOK FM.

"Widzę ciemność". "Gdy przypłynie czarny łabędź, będą poważne perturbacje"

Dr Bogusław Grabowski przyznał też w TOK FM, że nie widzi żadnego wyjścia z tej sytuacji. - Widzę ciemność. Dlatego że w obecnej ustawie budżetowej i równoległym dokumencie pt. "Strategia zarządzania długiem" minister finansów, który powinien się martwić, mówi, że ten budżet jest ambitny. Mając w konstytucji limit 60 proc. długu do PKB, stwierdza, że w tym roku będziemy w okolicach 60 proc., a do 2029 roku dojdziemy do ponad 75 proc. - opisywał ekonomista.

Jak dodał, jeśli w tym okresie wybuchnie np. następna pandemia, to gwałtownie będą musiały wzrosnąć wydatki budżetowe. - Trzeba będzie znaleźć nabywców obligacji, żeby sfinansować te wydatki - zauważył. - Jeśli nie widzę żadnego planu wyjścia z tej sytuacji, to czy leci z nami pilot? - dodał.

W ocenie ekonomisty może dojść do "poważnych perturbacji" w finansach publicznych. Tym bardziej, tłumaczył, że te "są jak tankowiec, który musi manewrować na morzu, a nie łódź motorowa". Kiedy może do nich dojść? - W zależności od tego, kiedy przypłynie czarny łabędź (niespodziewane wydarzenie o dużym znaczeniu dla gospodarki) - podsumował gość TOK FM.

Źródło: TOK FM