"Jesteśmy na granicy bezpieczeństwa". Były wicepremier ostrzega przed utratą kontroli
- To nie jest stan ostrzegawczy ani alarmowy. Wkraczamy w sferę bezpośredniego zagrożenia dla finansów państwa - przestrzega w "Magazynie EKG" w TOK FM były wicepremier i minister gospodarki prof. Jerzy Hausner. Ekonomista tłumaczy też, co powinno zrobić Ministerstwo Finansów i co się stanie, jeśli rząd nie przyjmie żadnego planu naprawczego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki deficyt budżetowy przewiduje projekt ustawy budżetowej?
- Dlaczego - wg prof. Jerzego Hausnera - tak wysoki poziom deficytu może być powodem do niepokoju?
- Co mówią prognozy Ministerstwa Finansów w kwestii strategii zarządzania polskim długiem?
- Dlaczego Andrzej Domański nie jest zaniepokojony tempem naszego zadłużania się i jak takie podejście komentuje prof. Hausner?
W przyszłym roku minister finansów Andrzej Domański po raz kolejny planuje bardzo dużą różnicę pomiędzy wydatkami a dochodami państwa. W projekcie ustawy budżetowej rząd zapisał, że deficyt (czyli - potocznie mówiąc - "dziura budżetowa") sięgnie wtedy ponad 270 miliardów złotych. Za taką sumę można byłoby sfinansować program Rodzina 800 plus - przez pięć kolejnych lat.
Zdaniem prof. Jerzego Hausnera, tak wysoki poziom deficytu może być powodem do niepokoju, zwłaszcza że sytuacja się powtarza. - To znaczy, że nie tylko wydajemy więcej niż stanowią przychody państwa, tylko wydajemy coraz więcej w stosunku do tych przychodów, czyli nadmiarowo. A rezultatem jest, wzrastający z opóźnieniem, dług publiczny - mówił gość audycji EKG w TOK FM.
- Ta tendencja wzrostu deficytu budżetowego z roku na rok jest wyraźna. To nie jest jeden rok, jeden wystrzał, jedna sytuacja, która mogłaby być usprawiedliwiona, na przykład niezbędnymi wydatkami zbrojeniowymi - dodawał były wicepremier i minister gospodarki.
"Jesteśmy na granicy bezpieczeństwa"
Ekonomista zwracał też uwagę na oficjalne prognozy Ministerstwa Finansów pokazujące, co czeka nas w niedalekiej przyszłości. W strategii zarządzania polskim długiem resort napisał wprost, że już za dwa lata poziom naszego zadłużenia przekroczy ostrożnościowy próg 55 proc. PKB, a w 2029 roku będziemy bardzo blisko konstytucyjnej granicy 60 proc.
Prof. Hausner nie ma wątpliwości, że to bardzo niebezpieczny kierunek. - My dzisiaj jesteśmy na tej granicy, którą uważamy za granicę bezpieczeństwa. W sposób niekontrolowany wkraczamy w sferę bezpośredniego zagrożenia finansów państwa. To nie jest stan ostrzegawczy, to nie jest także stan alarmowy. To jest stan bezpośredniego zagrożenia - tłumaczył.
- A to oznacza, że mogą stać się rzeczy, które wymykają się w pełni spod kontroli i będą wymuszały bardzo mocne dostosowania z wszystkimi konsekwencjami społecznymi, gospodarczymi, politycznymi. I trzeba temu zapobiegać - teraz - apelował w TOK FM były wicepremier.
"Dostosowania" to - inaczej mówiąc - ograniczenia, jakie mogą się pojawić teraz lub w przyszłości w finansach publicznych: od cięcia wybranych wydatków po podwyżki niektórych podatków. Zdaniem prof. Hausnera nie uciekniemy od tego. Podobnie zresztą postępujemy sami, kiedy zarządzamy naszym domowym budżetem.
- Jeśli jesteśmy racjonalni w naszych zachowaniach i nie chcemy stracić kontroli nad własnym życiem, to - niestety - musimy się ograniczać. Możemy oczywiście przewidywać, że będziemy mieli dodatkowe dochody i pozwalamy sobie na sięgnięcie po oszczędności albo pozwalamy sobie na długi. I to jest absolutnie zrozumiałe i rozsądne. Ale nie dopuszczamy do sytuacji, w której na końcu mamy bankructwo - tłumaczył ekonomista.
Wyrośniemy z długu? "To jest kwadratura koła"
Były wicepremier skomentował też rozwiązania, jakie proponuje obecny minister finansów. Andrzej Domański nie jest zaniepokojony tempem naszego zadłużania się, bo jednocześnie bardzo szybko rośnie nasza gospodarka. A to oznacza, że - jego zdaniem - Polska będzie systematycznie "wyrastać z długu". Takie wyjaśnienia nie przekonują prof. Hausnera.
- My dzisiaj mówimy o 3-procentowym tempie wzrostu gospodarczego. Mniej więcej 1 proc. tego wzrostu pochodzi z dodatkowych wydatków publicznych, a tylko 2 proc. bierze się z wykorzystania naszego potencjału gospodarczego. Czyli jeśli chcemy utrzymać to 3-procentowe tempo wzrostu, i działać tak, jak działamy do tej pory, to będziemy musieli jeszcze zwiększać wydatki publiczne - wyjaśniał gość audycji EKG.
- Jeśli nie przesuniemy działań w kierunku produktywnego wykorzystywania naszego potencjału, czyli w kierunku innowacyjności inwestycji prywatnych, to nigdy nie wyrośniemy z długu, bo w jaki sposób mamy wyrastać z długu? Żeby otrzymać wzrost, musimy zwiększać deficyt, czyli zwiększać dług. To jest kwadratura koła - dodawał.
Potrzebny jest "wiarygodny plan"
Zdaniem prof. Hausnera, jedynym wyjściem z tej sytuacji jest przygotowanie planu, jak w średnim okresie chcemy uniknąć tak szybkiego narastania publicznego zadłużenia. Jak dodawał, chodzi tu o systemowe rozwiązania na kilka najbliższych lat, a nie tylko na jeden rok.
- To musi być plan działania konsolidacyjnego, który musi być wiarygodny. Musi być wiarygodny dla inwestorów, dla przedsiębiorców i nie może polegać tylko na tym, że rząd to zaakceptuje, ale że rząd będzie to realizował - podkreślał.
- Nie chodzi o cięcia. Chcę to wyraźnie powiedzieć, że jestem przeciwko myśleniu w kategoriach "tniemy". Mówię o zmniejszeniu dynamiki tych wydatków, które nie są proproduktywne, prowydajnościowe - mówił gość audycji EKG.
Źródło: TOK FM