Lato rodem z piekła będzie nas słono kosztować. Oni odczuli to jako pierwsi
Zachód Europy wytrwał mijającego lata pięć fal piekielnych upałów, których skutki uderzyły szeroko i w nieoczywiste miejsca. Takimi miejscami są na przykład biblioteka w holenderskim Utrechcie (w której pracownicy musieli wybierać: chłód z klimatyzacji, albo działające schody ruchome), hale w szwajcarskich Alpach, francuską Owernię i włoski region Parmy. Tak się składa, że w tych ostatnich trzech powstają pożądane na świecie sery: Gruyere, Salers oraz znany szeroko parmezan. Przez suszę krowy nie miały czym się paść, dawały więc mniej mleka gorszej jakości. W słynącej z serów Szwajcarii było tak źle, że na pomoc krowom ruszyły wojskowe śmigłowce (ponownie, poprzednio taka operacja skończyła się międzynarodową awanturę o wodę z Francją).
Co wspólnego mają schody ruchome w holenderskiej bibliotece ze szwajcarskim serem? W tym odcinku powiemy:
- że piekielnie gorące lato w Europie uderzyło zarówno w krowy dające mleko jak i pracowników w - teoretycznie klimatyzowanych - biurach;
- że parmezan i Gruyere są skazane na wyższe ceny, a skazał je na to klimat;
- i że na końcu za zmianę z piekła rodem zapłacimy za to wszyscy przy sklepowej kasie.
Ten odcinek zaczniemy od biblioteki. Konkretnie biblioteki w Utrechcie, czwartym co do wielkości mieście w Holandii, ważnym ośrodku naukowym i uniwersyteckim. W miejskiej bibliotece jej pracownicy co rano od lipca aż do września stawali przed egzystencjalnym dylematem: albo schody ruchome, albo klimatyzacja. Bo nie mogli mieć obu na raz. Dlaczego? Utrecht ma tak przeciążoną sieć energetyczną, że włączenie schodów wyłączało klimatyzatory. I odwrotnie. Ostatecznie przeważnie wygrywało chłodzenie, z windami czy bez prawie 50-stopniowego upału bez klimatyzacji znieść się nie da. Tegoroczne lato może się okazać najcieplejsze w historii pomiarów. I o tym będzie ta historia: o zmianie z piekła rodem, która zmusza do trudnych wyborów. Dziś o tym, co wspólnego mają holenderskie schody ruchome ze szwajcarskim serem Gruyere.
Na początek pięć fal piekielnych upałów: tyle w tym sezonie wytrwał Zachód Europy. Od maja do początku września temperatura po 40 stopni i ani kropli deszczu. Hydrolodzy zgodnie oceniają, że tegoroczne lato było bardziej suche niż podobne osiem lat temu, gdy już wtedy suszę sklasyfikowano jako katastrofalną. Upał przeciążał infrastrukturę, zaprojektowaną dla chłodniejszego klimatu sprzed lat. Nie tylko tę w miejskich bibliotekach czy biurowcach. Ten sam upał przeganiał gospodarskie zwierzęta z pastwisk i kazał zamykać drób w kurnikach. I teraz będzie o tym, dlaczego piekielne lato przynosi europejskiemu rolnictwu czarną rozpacz. A miłośników sera Gruyere i parmezanu wkrótce uderzy po kieszeni.
Mniej trawy to mniej sera
Zacznijmy od Francji, od regionu Owernia. Miejsce produkcji gatunkowych francuskich serów problemy z pastwiskami miewało raz na piętnaście, dwadzieścia lat. Teraz zamiast pastwisk ma klepiska co drugi rok. Lipiec był najgorętszym miesiącem w historii pomiarów sięgającej 1900 roku i trzecim najsuchszym. Salers to twardy ser z surowego mleka krowiego, jeden z 50 francuskich serów z nazwami chronionymi ze względu na miejsce pochodzenia. Zasady produkcji są tutaj bezwzględne: krowy muszą paść się na trawie od kwietnia do listopada, a karmienie dodatkową paszą musi być ściśle kontrolowane. Tego lata ponad trzy czwarte francuskich wytwórni Salersa musiało wstrzymać produkcję. Część przerzuciła się na inne gatunki, reszta nie sprzeda niczego gatunkowego. Powód? Brak trawy na pastwiskach. Wprawdzie rząd złagodził wymagania dla takich serów jak najbardziej znane Comte czy Reblochon, ale i to niewiele pomogło. Serowarzy sami wstrzymali produkcję, żeby utrzymać wysokie standardy. Ser z mleka krów karmionych głównie trawą był bogatszy w kwasy omega trzy, bardziej aromatyczny, miększy i bardziej żółty.
Było o Francji, teraz Włochy, a konkretnie dolina Padu. Tam skwar dopiekł tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał: w system bankowy. Bank Credito Emiliano od 1953 roku przyjmuje jako zabezpieczenie kredytów koła sera Parmigiano Reggiano. W jego magazynach leży ich teraz ponad 500 tysięcy, o wartości ponad 300 milionów euro. Cały przemysł związany z wytwarzaniem tego słynnego na świecie gatunku wart jest około 4 miliardów euro rocznie.
System działa tak: rolnik oddaje koło sera do dojrzewania na 12 do 36 miesięcy, a bank wypłaca mu od razu 60 do 80 procent jego przyszłej wartości. Problem w tym, że upały powyżej 40 stopni obniżają wydajność mleczną krów nawet o 10 procent. Zużycie prądu w dojrzewalniach, w których trzeba utrzymywać stałą temperaturę i wilgotność, wzrosło tego lata o mniej więcej jedną trzecią - bo trzeba jeszcze niegotowy ser mocniej chłodzić. Dojrzewalnie musiały zainwestować w modernizację, dodatkowe klimatyzatory, uszczelnienie pomieszczeń i instalacje słoneczne do produkcji własnej energii. A to nie koniec przygód parmezanu w letnim piekle.
Włoskie krowy w upale dają mniej mleka i jest ono gorszej jakości. Gdy jest gorąco, odpoczywają więcej i niewiele jedzą. Produkcja mleka na parmezan spada. Alternatywy nie ma. Bo surowiec do jego produkcji musi pochodzić z pięciu konkretnych prowincji, a zwierzęta muszą być pasione trawą lub miejscową paszą. Skutek? Mniej kultowego sera do makaronu. Za to wyższa cena.
Wojsko pomaga krowom
I na koniec Szwajcaria. Tam rozwiązaniem okazało się wojsko. Sześć wojskowych śmigłowców Super Puma przez dwa tygodnie w sierpniu dzień w dzień transportowało wodę na alpejskie pastwiska, by krowom oszczędzić przymusowej ewakuacji, a hodowców i szwajcarskich serowarów uchronić od bankructwa. Z powodu suszy na halach zbiorniki służące do pojenia bydła szybko zostały opróżnione do dna. Gdyby nie szwajcarska armia spragnione zwierzęta trzeba by było sprowadzić na niższe pastwiska, gdzie wody i trawy było pod dostatkiem, ale zwykle służyła ona zwierzętom jako karma dopiero jesienią. W ten sposób, helikopterami, wojsko uratowało dla świata szwajcarską produkcję alpejskiego sera Gruyere. Zapewne do kolejnego sezonu, bo w ostatniej dziesięciolatce za woziwodę robiło już czwarty raz. Wywołując za jednym z razów międzynarodową awanturę, bo wodę pobierało z jeziora leżącego w sąsiedniej Francji. Szwajcaria musiała wtedy oficjalnie przepraszać za pojenie swoich krów "kradzioną" francuską wodą.
Ser serem, a analitycy mówią o perspektywie drożejącej żywności w niemal wszystkich kategoriach. Oxford Economics wylicza na przykład, że lato z piekła rodem będzie Europejczyków kosztować w sklepach spożywczych więcej niż swego czasu wybuch wojny w Ukrainie. Rolników - natychmiast. Cała reszta zapłaci za nie nieco później.
Źródło: TOK FM