Wystawiał recepty pacjentom, których nigdy nie widział. Tak działali "Kurierzy śmierci"
Aleksandra już wcześniej próbowała odebrać sobie życie. Wiedział o tym jej partner, który w mieszkaniu trzymał małą aptekę z niezwykle silnymi lekami. Gdy w czerwcu 2025 roku sytuacja kobieta znów znalazła się w sytuacji zagrożenia, na miejsce przyjechała karetka, a wraz z nią policja. Ratownicy walczyli o jej zdrowie. Policjanci mieli inne pytanie: skąd wzięły się leki? Sprawa Aleksandry odsłania kulisy działalności "Kurierów śmierci". Jak wiele wątków wciąż pozostało do wyjaśnienia? Posłuchaj 7. odcinka nowego audioserialu TOK FM.
W mieszkaniu była apteka
W serialu TOK FM "Kurierzy śmierci" Monika Góra łączy wątki nierozwiązanej przez lata sprawy nielegalnego handlu silnymi lekami na receptę.
Wokół kolejnych ofiar krążyły te same pytania: kto miał dostęp do silnych leków i kto dostarczał je na rynek? Przez miesiące śledczy mozolnie łączyli wątki z pozornie niespójnych historii, analizując bilingi, wiadomości, rachunki, recepty i protokoły przesłuchań. Sprawa Aleksandry dodaje nowy element do układanki "Kurierów śmierci". Jej partner, Andrzej O., był powiązany z Michałem J. – pojawiającym się w serialu "strażnikiem sejfu", który rozprowadzał leki psychotropowe i nasenne w całym mieście. Po próbie samobójczej Aleksandry policjanci przyjrzeli się Andrzejowi uważniej. Wtedy wyszło na jaw, że historia ta wcale nie kończy się na Krakowie.
Recepta za dwa tysiące
Trop prowadził na Dolny Śląsk. Do lekarza, który – jak ustalili śledczy – wystawiał recepty na silne leki bez badania pacjentów. Z zeznań wynika, że receptę dało się załatwić przez telefon, bez zbędnych pytań.
Potrafił wypisać tych recept bardzo dużo. BLIK-a na telefon chciał i za minutę była recepta
Za recepty na hurtowe ilości leków płacono nawet po dwa tysiące złotych. Mechanizm działał bez zarzutu: wystarczyło zdobyć receptę, wykupić leki w aptece i wprowadzić je na czarny rynek. Blistry dzielono na mniejsze porcje – czasem do sprzedaży trafiało zaledwie po parę tabletek, co przynosiło przestępcom gigantyczny zysk.
Odcinek 7. "Grupa przestępcza"
Handel kwitł na zaszyfrowanych grupach na Messengerze i Telegramie. Tam polecano sobie lekarzy, którzy bezproblemowo wystawiali recepty. Śledczy stanęli przed kolejnym pytaniem: czy mają do czynienia z kilkoma niezależnymi handlarzami, czy ze zorganizowaną grupą przestępczą?
Kolejne miesiące przyniosły falę zatrzymań. Kraków przestał być jedynym punktem na mapie – w zeznaniach pojawiały się Lublin, Gdańsk, Warszawa. A w centrum tej siatki znalazł się lekarz, któremu prokuratura postawiła 29 zarzutów. Śledczy nie wykluczają kolejnych.
Jak to możliwe, że przez lata można było masowo wystawiać recepty na silne leki i nie wzbudzić niczyich podejrzeń? System miał przecież rejestrować te dane.
System działa. Więc jak to przeoczył?
Policjanci nie mają wątpliwości: przestępczość farmaceutyczna przybrała niespotykaną dotąd skalę, a lekarze coraz częściej grają w niej pierwsze skrzypce.
W siódmym odcinku "Kurierów śmierci" zderzamy dwie zupełnie odmienne perspektywy. Wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej, dr Mateusz Kowalczyk, punktuje słabości systemu, który choć zbiera dane o receptach, pozostaje niedostępny dla samorządu lekarskiego. Zwraca też uwagę na brak jakichkolwiek procedur reagowania na sygnały ostrzegawcze z algorytmów. Z kolei Główny Inspektor Farmaceutyczny, Łukasz Pietrzak, broni systemów kontroli – zapewnia, że cyfrowy nadzór działa sprawnie, a gromadzone dane pozwalają skutecznie tropić i eliminować nieprawidłowości. Kto ma rację?
Pytanie, które powraca jak bumerang: kto był początkiem tego łańcucha, a kto tylko kolejnym ogniwem? Posłuchaj siódmego odcinka:
"Kurierzy śmierci" to nowy serial podcastowy TOK FM autorstwa Moniki Góry. Śledztwo prowadzi od nagłych zgonów młodych kobiet do recept wystawianych na masową skalę i nielegalnej dystrybucji silnych substancji. Monika Góra jest reporterką, scenarzystką i autorka książek, m.in.: "Kryptonim ‘Skóra'", "Tajemnice morderstwa Jaroszewiczów" i "Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan?".