,
Obserwuj
Polska

Z Bałtyku wyłowiono drona, są nowe informacje. Ekspert w TOK FM: To najbardziej prawdopodobna wersja

2 min. czytania
14.09.2026 17:51
Obserwuj nas na Google

Dron wyłowiony z Bałtyku mógł brać udział w ćwiczeniach rosyjskiej Floty Bałtyckiej, uległ awarii lub został zgubiony - mówił TOK FM ekspert techniki wojskowej i lotniczej Portalu Obronnego, Juliusz Sabak.

policja
policja
fot. Dawid Wolski/East News

W rejonie miejscowości Rusinowo koło Jarosławca (woj. zachodniopomorskie) wojsko zlokalizowało i podjęło z morza drona; wstępne oględziny wskazują, że to bezzałogowiec wojskowy z Rosji - poinformował w poniedziałek wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Na miejscu pracują służby.

O tę informację w poniedziałek zapytany został w Sejmie wiceszef MON Cezary Tomczyk, który potwierdził, że wszystko wskazuje na to, iż znaleziony dron jest pochodzenia rosyjskiego i teraz - zgodnie z procedurami - trafi do służb.

W ocenie Juliusza Sabaka z Portalu Obronnego, wstępne informacje wskazują na drona, który często pełni funkcję wabika, czyli Gerberę. Jak podkreśla, dopiero to, co służby znajdą w środku maszyny, pozwoli ustalić, jakim celom mógł służyć.

- Jak to ze wszystkim innymi dronami bywa, są one tak naprawdę uniwersalne, o ile można coś do nich zamontować. Podobne drony użyto na przykład do słynnego - nazwijmy go umownie - nalotu na Polskę niemal dokładnie rok temu. Wtedy ładunkiem był dodatkowy zbiornik paliwa zrobiony z dużej butelki po napojach - wskazał w rozmowie z Tomaszem Fenske, reporterem TOK FM. 

Według eksperta techniki wojskowej i lotniczej rosyjski dron najprawdopodobniej został utracony nad morzem w czasie ćwiczeń.

- Najbardziej prawdopodobnym miejscem, z którego wyleciał, jest albo Kaliningrad, albo rejon Leningradu czy też Petersburga, jak kto woli. Myślę, że został uszkodzony i uznano, że albo nie opłaca się, albo nie ma sensu go odzyskiwać i ten przydryfował - dodał. 

Jak podkreślił, to najbardziej prawdopodobna wersja. - Chociaż jest oczywiście wersja tak zwana spiskowa, że on przyleciał cichaczem, by robić rozpoznanie Pomorza Zachodniego. Mniej prawdopodobne, chociażby ze względu na zasięg. Ale w przypadku rosyjskich dronów niewiele jest rzeczy, które można wykluczyć - podsumował w TOK FM. 

Gerbera to lekki dron napędzany modelarskim silnikiem o stosunkowo niewielkim zasięgu, standardowo od 300 do 600 km. 

W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Polskie wojsko poderwało myśliwce, a służby ostrzegły przed zagrożeniem mieszkańców przygranicznych województw.

W bezpośredniej bliskości granicy z Polską odnotowano dwa uderzenia dronów. W wyniku jednego z nich uszkodzona została lokomotywa pociągu pasażerskiego, który znajdował się dwa km od granicy z Polską, na stacji Jagodzin. Ukraiński portal Suspilne podał, powołując się na zastępcę dyrektora ukraińskich kolei Ukrzaliznycia, że pociąg jechał z Kijowa do Warszawy. Drugi dron uderzył w stację benzynową w pobliżu polsko-ukraińskiego przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin.

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca