,
Obserwuj
Polska

Był w pociągu dyplomatycznym, gdy nastąpił atak. "To jednoznaczny sygnał"

3 min. czytania
14.09.2026 16:29
Obserwuj nas na Google

- Szczęśliwie nikomu się nic nie stało, ale jest to nowy moment w eskalacji napadów. Z punktu widzenia ukraińskiego pociągi w Ukrainie są atakowane codziennie, zwłaszcza przy granicy czy blisko strefy frontowej. Ta informacja Ukraińców nie zaskoczyła. To komunikat przeznaczony dla nas - mówił w TOK FM Edwin Bendyk z tygodnika "Polityka" i fundacji im. Stefana Batorego. Jechał pociągiem dyplomatycznym, który opuścił stację kolejową w Jagodzinie na chwilę przed atakiem rosyjskiego drona. 

Atak na pociąg
Atak na pociąg
fot. HANDOUT/AFP/East News
  • Edwin Bendyk, z fundacji im. Stefana Batorego, publicysta Polityki jechał w niedzielę specjalnym pociągiem dyplomatycznym, który opuścił stacje w Jagodzinie na chwile przed atakiem na inny pasażerski pociąg;
  • O wszystkim dowiedzieliśmy się już po bezpiecznej stronie granicy. Na szczęście w tych atakach nikt nie zginął, bo zadziałały wszystkie procedury. To jest zdecydowanie nowy moment w eskalacji rosyjskich ataków - mówił w TOK FM Bendyk.
  • Dodał, że to nie tylko testowanie NATO i Europy, ale również przesuwanie ataków na zachodnie części Ukrainy.

W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Gerań-5 na zachodnią Ukrainę. Polskie wojsko poderwało myśliwce, a mieszkańcy przygranicznych województw zostali ostrzeżeni przed zagrożeniem.

W bezpośredniej bliskości granicy z Polską odnotowano dwa uderzenia dronów. W wyniku jednego z nich uszkodzona została lokomotywa pociągu pasażerskiego znajdującego się na stacji Jagodzin, około 2 km od granicy z Polską. Według ukraińskich kolei pociąg jechał z Kijowa do Warszawy. Drugi dron uderzył w stację benzynową w pobliżu przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin.

Pociągiem dyplomatycznym, który opuścił stację kolejową w Jagodzinie na chwilę przed atakiem rosyjskiego drona jechał Edwin Bendyk z tygodnika "Polityka" i fundacji im. Stefana Batorego. 

- Szczęśliwie nikomu się nic nie stało, ale jest to nowy moment w eskalacji napadów. Z punktu widzenia ukraińskiego pociągi w Ukrainie są atakowane codziennie, zwłaszcza przy granicy czy blisko strefy frontowej. Ta informacja Ukraińców nie zaskoczyła. To komunikat przeznaczony dla nas. Rosjanie zaatakowali przecież pociąg, którym nie wiadomo, kto jedzie. Nie tylko Ukraińcy z nich korzystają, ale też dziennikarze czy wojskowi na różnego rodzaju misjach. To jednoznaczny sygnał, by zniechęcać do przyjazdu do Ukrainy - mówił w audycji "Zapytam Inaczej" w TOK FM. 

"Nie należy się bać, tylko mocniej odpowiadać"

Na specjalnej odprawie w niedzielę wieczorem premier Donald Tusk podkreślił, że eskalacja działań Rosji staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy.

W ocenie rozmówcy Anny Piekutowskiej powinniśmy jednak przestać się bać argumentu, który wysuwają Rosjanie: przestańcie pomagać Ukrainie, bo to nie wasza sprawa, a jak będziecie pomagać, to zostaniecie wciągnięci do wojny. - Nie należy się tego bać, tylko zdecydowanie mocniej odpowiadać, chociażby organizując duże ćwiczenia, na przykład przy granicy z Kaliningradem - dopowiedział Edwin Bendyk. 

- A inny pomysł, który też bardzo mocno pojawia się w przestrzeni publicznej przez ostatnie dni, a opisany przez amerykański think tank Instytut Studiów Nad Wojną - że NATO powinno zestrzeliwać rosyjskie drony na terenie terytorium Ukrainy - dopytywała prowadząca. 

- Na logikę wydaje się, że tak. Tu nie ma powodu do obaw, że byłoby to odebrane jako bezpośrednie wkroczenie do wojny. To przecież zastrzeliwanie obiektów, które niosą potencjalne zagrożenie w ramach porozumienia między państwami, które wojny nie prowadzą - odpowiedział ekspert fundacji im. Stefana Batorego. 

"Rosjanie chcą wykorzystać okno" 

Tej samej nocy Rosja wysłała przeciw Ukrainie 450 dronów, a potem w ciągu dnia kolejną dużą falę. Ataki dotknęły m.in.: Wołyń, Równe, Lwów, Tarnopol, Odessę. A to oznacza, że w znacznym stopniu przesuwają się na zachód Ukrainy.

Jak ocenił gość TOK FM, Rosjanie pokazują swoje możliwości i chcą wykorzystać okno czasowe, które im jeszcze zostało. - Eksperci mówią, że to jeszcze dwa-trzy tygodnie, bo jeszcze efektywność obrony przeciwko nowym dronom odrzutowym jest niewielka - podkreślił Bendyk. Inna rzecz, dodał, że "Rosjanie chcą też narobić maksymalnych szkód przed zimą". 

- Teraz jednym z ulubionych celów, poza centrami logistycznymi, które które były skoncentrowane wokół Kijowa, są stacje benzynowe. I tak np. na drodze między Kijowem a Charkowem, to mi odpowiadał znajomy, który jechał samochodem właśnie do Charkowa, praktycznie wszystkie stacje są już zniszczone - podsumował w TOK FM. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca