Kim jest nowy szef PKOl? "Człowiek nawrócony na ostatnim zakręcie"
Marian Kmita został pełniącym obowiązki prezesa PKOl. - On na tym nie poprzestanie. Zakładam, że jego dalekosiężnym planem nie jest prezesowanie PKOl-owi tylko członkostwo w MKOl-u - mówił w TOK FM Mirosław Żukowski, wieloletni szef sportu w "Rzeczpospolitej".
Kmita nowym szefem PKOl-u. Kim jest? "Nie rozpoznał istoty Piesiewiczyzmu"
Marian Kmita - dyrektor do spraw sportu telewizji Polsat, który dotychczas był jednym z wiceprezesów - został wybrany przez zarząd PKOl na pełniącego obowiązki prezesa do końca kadencji, upływającej w kwietniu 2027 roku.
Kmita, który przejmie obowiązki aresztowanego prezesa Radosława Piesiewicza, był jedynym kandydatem. Głosowało na niego 43 członków zarządu, przeciw było dziewięciu, a jedna osoba wstrzymała się od głosu - przekazali członkowie komisji skrutacyjnej.
Wybór dokonał się w myśl artykułu 21. statutu, który mówi m.in., że wobec "niemożności pełnienia funkcji przez prezesa PKOl", na mocy uchwały, zarząd powierza ją - do końca kadencji - jednemu z wiceprezesów.
- Dla mnie nie jest to niespodzianka. Kiedy razem z Piesiewiczem przychodził do PKOl-u jako wiceprezes, to we mnie od razu zrodził się w głowie plan, że on chce pójść w ślady jednego z twórców Polsatu, a mianowicie Piotra Nurowskiego, który był szefem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Podejrzewałem, że ta funkcja w Polsacie go nie nie usatysfakcjonuje, że on by chciał większego wpływu i większej władzy - skomentował w TOK FM Mirosław Żukowski, wieloletni szef sportu w "Rzeczpospolitej".
Przyznał, że Mariana Kmitę zna od lat i jest to "człowiek, który sport czuje i na sporcie się zna".
- Na jego niekorzyść działało to, że właśnie przyszedł wraz z Piesiewiczem. Tak nieładnie może po politycznemu mówiąc: można go uważać za człowieka nawróconego na ostatnim zakręcie. To znaczy, kiedy pojawiła się afera Zondacrypto, jeszcze podczas igrzysk w Paryżu, to Polsat był prawie oficjalną telewizją PKOl-u. Stworzył Dom Polski w Paryżu, żeby móc pominąć monopol na kontakty z olimpijczykami, który - zgodnie z kontraktem - miała Telewizja Polska. I wydawało się, że oni działają ręka w rękę. I tutaj Marian Kmita mnie troszkę rozczarował, bo nie rozpoznał istoty Piesiewiczyzmu - dodał w rozmowie z Adamem Ozgą.
Przypomniał, że kiedy Piesiewicz działał jeszcze w koszykówce, media pisały, że jest "bardzo zainteresowany tym, by sprawowanie wszelkich funkcji przynosiło mu jak największe osobiste korzyści".
- Mimo to, kiedy pojawił się jako kandydat na szefa PKOl-u, jako człowiek, który miał za sobą Jacka Sasina, który rządził wtedy spółkami Skarbu Państwa, to cały polski sport, z bardzo nielicznymi wyjątkami, poszedł za Piesiewiczem jak w dym. Słyszałem wielkich sportowców, prezesów polskich związków sportowych, którzy mówili: Na taki PKOl czekaliśmy przez całe życie - dopowiedział.
Mirosław Żukowski ocenił na koniec, że Kmita na tym nie poprzestanie. Zakłada, że jego dalekosiężnym planem nie jest prezesowanie PKOl-owi tylko członkostwo w MKOl-u.
Źródło: TOK FM, PAP