Polski rolnik może bać się napływu produktów z Ukrainy? Ekspert rozwiał wszelkie wątpliwości
Czy członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej będzie zagrożeniem dla polskiego rolnictwa? - Wśród polskich rolników panują duże obawy i część jest uzasadniona - mówił w TOK FM prof. Sławomir Kalinowski - Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk.
Fundacja Batorego przygotowała raport "Podzielone plony" o następstwach członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej dla polskiego rolnictwa. Jak mówił w TOK FM współautor raportu prof. Sławomir Kalinowski z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk, póki co sytuacja jest teoretyczna, bo nawet nie wiadomo, czy i kiedy Ukraina będzie starała się o przyjęcie na łono wspólnoty. Dodał, że mimo tego pytania o ukraińskie rolnictwa wciąż powracają.
- Tu sytuacja jest dość złożona, bo ono ma dualny charakter, w którym niemal połowa rolnictwa, to gospodarstwa indywidualne i to właśnie one zatrudniają ponad 80 proc. wszystkich pracowników tego sektora. Z kolei duże holdingi zatrudniają zaledwie 18 proc. pracowników. Te gospodarstwa mniejsze, co jest zrozumiałe, są mniej wydajne i muszą walczyć z dużymi holdingami - wyjaśnił gość "Wywiadu Politycznego".
Zapytany przez prowadzącą audycję Karolinę Lewicką, czy polski rolnik ma czego zazdrościć ukraińskiemu, odparł, że tak. - Większość gleb w Polsce to ziemie czwartej i piątej kategorii, czyli są to gleby niskiej jakości, z kolei na Ukrainie ponad 50 proc. wszystkich gleb to czarnoziemy, czyli bardzo żyzne i wydaje gleby. Do tego dochodzą jeszcze gleby brązowe i te gleby wysokiej jakości. To jest obraz możliwości ukraińskiego rolnictwa, bo pomimo tych żyznych gleb, wydajność ukraińskiego rolnictwa w przeliczeniu na hektary, jest mniejsza niż w Polsce - zaznaczył ekspert PAN.
Co produkują - dopytywała Lewicka. - Głównie słonecznik - pod tym kątem są pierwsi, czasem drudzy na świecie. Oprócz tego zboża jak pszenica i kukurydza. W tej produkcji są potęgą w stosunku do całego świata, a przede wszystkim w stosunku do Polski i całej UE - wyjaśnił gość TOK FM. Jak dodał, Ukraina swoje produkty sprzedaje głównie do krajów Afryki, a także do Indii. - Teraz w coraz większym stopniu Ukraina próbuje rozpychać się tak w cudzysłowie oczywiście, na rynku europejskim, ale to nie jest jej główny rynek - doprecyzował prof. Kalinowski.
Dopytywany, czy polski rolnik ma się czego obawiać jeśli Ukraina przystąpi do Wspólnoty, odparł, że jest to sytuacja ambiwalentna. Jak zaznaczył, z jednej strony byłaby to duża szansa i impuls do rozwoju naszego rolnictwa, które mogłoby się przekształcić w coś na kształt hubu logistycznego i skupić na przetwarzaniu produktów rolno-spożywczych.
- Moglibyśmy dokonać przemiany produkcyjnej i w wyniku wartości dodanej sprzedawać, chociażby makaron i inne produkty pochodzące ze zboża i na tym zarabiać. Tu nie chodzi oczywiście o zarabianie na Ukrainie, ale przy okazji przetwórstwa wkładanie wartości dodanej w produkt czy surowiec. I tym moglibyśmy zyskać jako Polska - zaznaczył gość "Wywiadu Politycznego".
Prof. Kalinowski zwrócił też uwagę na zagrożenia, jakie mogłyby dotknąć polskich rolników. Przy tej okazji wspomniał o kosztach produkcji, które na Ukrainie są po prostu niższe. - Przede wszystkim koszty zatrudnienia, ale także mniejsze koszty związane z nawożeniem, niższe koszty związane z zakupem środków ochrony roślin, które w mniejszym stopniu są stosowane przez ukraińskie przedsiębiorstwa rolne niż w Polsce. W przypadku zboża polski rolnik ma słuszne obawy, na Ukrainie koszty produkcji to ok. 600-700 zł, a w Polsce ponad 900 zł, czyli widzimy, że jest ewidentnie taniej. Tam niższe są także koszty energii i inne koszty związane z wytwarzaniem produktu. To jest główna obawa polskiego rolnika - wyjaśnił.
Gość TOK FM zwrócił uwagę, że ukraińskie rolnictwo już w pewien sposób ma dostęp do rynków unijnych i dlatego wielkie holdingi rolne próbują dostosować się do unijnych norm i towary, które "wpływają" do Wspólnoty muszą być odpowiedniej jakości.
- To rodzaj pomocy i my, jako Europejczycy, my jako Polacy, musimy się na to godzić ze względu na aktualną sytuację geopolityczną - podsumował prof. Kalinowski.
Źródło: TOK FM