Tak wyciekały miliony z PZU. Co dalej z rozliczeniami? "Ministerstwo umywa ręce"
- Jeżeli to nie zostanie rozliczone, to niestety musimy się spodziewać, że każda ekipa polityczna będzie zatrudniała doradców politycznych czy zawierała umowy sponsoringowe z zaprzyjaźnionymi spółkami - tak o likwidacji zespołu, który miał rozliczyć nieprawidłowości w PZU mówi w TOK FM dziennikarz "Newsweek" Jakub Korus.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Specjalny zespołu w PZU, który miał tropić nieprawidłowości w firmie z lat 2016-2023, został zlikwidowany, ustalił "Newsweek";
- Jak mówił w TOK FM Jakub Korus, dziennikarz tygodnika, pieniądze to jedno, dwa - wymiar polityczny;
- "Resort podkreśla, że rozliczenia są dla niego bardzo ważne, ale w praktyce niewiele za tym stoi" - dodał w TOK FM.
Zespół, który miał rozliczyć nieprawidłowości w PZU, do których miało dochodzić w latach 2016 23, został zlikwidowany przez obecne kierownictwo firmy, ustalił "Newsweek". - Wiedzieliśmy, że zacierano ślady, utrudniano nam odnalezienie części dokumentów, opóźniano przekazywanie teczek - mówi tygodnikowi członek specjalnego zespołu w PZU. "Newsweek" podał też, że szefów zespołu "zwolniła ta sama dyrektor HR, która w czasach PiS zatrudniała fikcyjnych doradców".
Jak mówił w TOK FM dziennikarz "Newsweek" Jakub Korus, Artur Olech, który prezesem PZU został w 2023 roku, już po zmianie władzy, zasugerował, że straty PZU z powodu zatrudniania fikcyjnych doradców, fikcyjnych umów sponsorskich i współpracy ze spółkami, z którymi nigdy PZU nie powinno współpracować, można oszacować na 700 mln zł. - Powołany 1 sierpnia 2024 r. zespół analiz nieprawidłowości miał to wszystko wyjaśnić do spodu. Miał uszczegółowić audyty, które już wcześniej sugerowały, że faktycznie takie straty były. Miał współpracować razem z prokuraturą (...) i ostatecznie doprowadzić do tego, że część z tych pieniędzy udałoby się odzyskać. Niestety został przemodelowany - dodał.
Jak od razu dodał, wszystko wskazuje na to, że rozliczenia w jednej z największych spółek skarbu państwa utknęły w miejscu.
"Ministerstwo umywa ręce"
W ocenie rozmówcy "Wywiadu politycznego" to sytuacja "kompletnie niewyobrażalna". - Firma z powodu pewnych decyzji umocowanych politycznie zapewne straciła wielkie pieniądze. To jedna rzecz, druga - wymiar polityczny. Przypominam, że Koalicja 15 października szła do wyborów z obietnicą rozliczeń, wypalania gorącym żelazem, bo tego typu sformułowania też padały i dochodzenia pieniędzy od osób, które nigdy tych pieniędzy nie powinny dostać - wskazał Jakub Korus.
Jak przykład wskazał np. doradcę Macieja Zdziarskiego - "zespół analiz nieprawidłowości w raporcie, używa nawet sformułowania, że otrzymywał wynagrodzenie, nie świadcząc pracy".
- Jeżeli to nie zostanie rozliczone, to niestety musimy się spodziewać, że każda ekipa polityczna będzie zatrudniała doradców politycznych czy zawierała umowy sponsoringowe z zaprzyjaźnionymi spółkami - przestrzegał.
Dopytywany wprost, czy PZU to "księstwo udzielne i państwo w państwie", odpowiedział twierdząco. - I co jest najsmutniejsze, nie daje to wielkich nadziei na przyszłość. Co więcej każe nam sądzić, że jeżeli przyjdą kolejne ekipy, to będzie się to powtarzać - podkreślił dziennikarz "Newsweek".
Dodał też w tym kontekście, że "Ministerstwo Aktywów Państwowych w tej sprawie umywa ręce". - Resort podkreśla, że rozliczenia są dla niego bardzo ważne, ale w praktyce niewiele za tym stoi - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM