,
Obserwuj
Gospodarka

Tak wyciekały miliony z PZU. Co dalej z rozliczeniami? "Ministerstwo umywa ręce"

2 min. czytania
03.10.2025 19:03

- Jeżeli to nie zostanie rozliczone, to niestety musimy się spodziewać, że każda ekipa polityczna będzie zatrudniała doradców politycznych czy zawierała umowy sponsoringowe z zaprzyjaźnionymi spółkami - tak o likwidacji zespołu, który miał rozliczyć nieprawidłowości w PZU mówi w TOK FM dziennikarz "Newsweek" Jakub Korus. 

PZU
PZU
fot. Dawid Wolski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Specjalny zespołu w PZU, który miał tropić nieprawidłowości w firmie z lat 2016-2023, został zlikwidowany, ustalił "Newsweek"; 
  • Jak mówił w TOK FM Jakub Korus, dziennikarz tygodnika, pieniądze to jedno, dwa - wymiar polityczny; 
  • "Resort podkreśla, że rozliczenia są dla niego bardzo ważne, ale w praktyce niewiele za tym stoi" - dodał w TOK FM. 

Zespół, który miał rozliczyć nieprawidłowości w PZU, do których miało dochodzić w latach 2016 23, został zlikwidowany przez obecne kierownictwo firmy, ustalił  "Newsweek". - Wiedzieliśmy, że zacierano ślady, utrudniano nam odnalezienie części dokumentów, opóźniano przekazywanie teczek - mówi tygodnikowi członek specjalnego zespołu w PZU. "Newsweek" podał też, że szefów zespołu "zwolniła ta sama dyrektor HR, która w czasach PiS zatrudniała fikcyjnych doradców". 

Jak mówił w TOK FM dziennikarz "Newsweek" Jakub Korus, Artur Olech, który prezesem PZU został w 2023 roku, już po zmianie władzy, zasugerował, że straty PZU z powodu zatrudniania fikcyjnych doradców, fikcyjnych umów sponsorskich i współpracy ze spółkami, z którymi nigdy PZU nie powinno współpracować, można oszacować na 700 mln zł.  - Powołany 1 sierpnia 2024 r. zespół analiz nieprawidłowości miał to wszystko wyjaśnić do spodu. Miał uszczegółowić audyty, które już wcześniej sugerowały, że faktycznie takie straty były. Miał współpracować razem z prokuraturą (...) i ostatecznie doprowadzić do tego, że część z tych pieniędzy udałoby się odzyskać. Niestety został przemodelowany - dodał. 

Jak od razu dodał, wszystko wskazuje na to, że rozliczenia w jednej z największych spółek skarbu państwa utknęły w miejscu.

"Ministerstwo umywa ręce"

W ocenie rozmówcy "Wywiadu politycznego" to sytuacja "kompletnie niewyobrażalna". - Firma z powodu pewnych decyzji umocowanych politycznie zapewne straciła wielkie pieniądze. To jedna rzecz, druga - wymiar polityczny. Przypominam, że Koalicja 15 października szła do wyborów z obietnicą rozliczeń,  wypalania gorącym żelazem, bo tego typu sformułowania też padały i dochodzenia pieniędzy od osób, które nigdy tych pieniędzy nie powinny dostać - wskazał Jakub Korus. 

Jak przykład wskazał np. doradcę Macieja Zdziarskiego - "zespół analiz nieprawidłowości w raporcie, używa nawet sformułowania, że otrzymywał wynagrodzenie, nie świadcząc pracy". 

- Jeżeli to nie zostanie rozliczone, to niestety musimy się spodziewać, że każda ekipa polityczna będzie zatrudniała doradców politycznych czy zawierała umowy sponsoringowe z zaprzyjaźnionymi spółkami - przestrzegał. 

Dopytywany wprost, czy PZU to "księstwo udzielne i państwo w państwie", odpowiedział twierdząco. - I co jest najsmutniejsze, nie daje to wielkich nadziei na przyszłość. Co więcej każe nam sądzić, że jeżeli przyjdą kolejne ekipy, to będzie się to powtarzać - podkreślił dziennikarz "Newsweek". 

Dodał też w tym kontekście, że "Ministerstwo Aktywów Państwowych w tej sprawie umywa ręce". - Resort podkreśla, że rozliczenia są dla niego bardzo ważne, ale w praktyce niewiele za tym stoi - skwitował w TOK FM.

Źródło: TOK FM

Redakcja poleca