,
Obserwuj
Gospodarka

Jeszcze jesienią wszyscy patrzyli na nie z pogardą. A teraz ociera się o cenowy rekord wszech czasów

Wojciech Kowalik, tokfm.pl
3 min. czytania
13.05.2023 10:41
Jeszcze jesienią ubiegłego roku inwestorzy z pogardą patrzyli na złoto: wtedy bardziej opłacało się inwestować w mocnego wtedy dolara, na fali podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Teraz sytuacja się odwraca: dolar słabnie, złoto zyskuje i zbliża się do historycznego rekordu.
|
|
fot. Franciszek Mazur / Agencja Wyborcza.pl

Królewski kruszec wraca do łask inwestorów. Złoto w ostatnich tygodniach pewnie przebiło psychologiczny poziom 2 tysięcy dolarów za uncję i otarło się o cenowy rekord wszech czasów. Co takiego się stało, że inwestorzy znów łaskawym okiem spojrzeli na złoto? I jakie są dla niego perspektywy?

Złoto od zawsze uważane było za dobrą inwestycję na niepewne czasy. Tyle tylko, że niepewne czasy w gospodarce mamy w ostatnich latach w zasadzie cały czas: najpierw pandemia, później wojna w Ukrainie i jej gospodarcze skutki, teraz wysoka inflacja i związany z nią kryzys kosztów życia, a także problemy w amerykańskim sektorze bankowym. Ale po kolei.

Jeszcze jesienią ubiegłego roku złoto zaliczyło najdłuższą serię spadków od 150 lat. Jesień, to był czas ostrego podnoszenia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, więc wielki światowy kapitał zamiast złota wolał silnego dolara oraz nieźle oprocentowane papiery wartościowe. Z rynku złota wyparowały więc miliardy dolarów, a perspektywy dla złota były co najmniej pesymistyczne. Aż przyszła wiosna, a konkretnie marzec - i tąpnięcie w sektorze bankowym. Upadłość amerykańskiego Silicon Valley Bank, później kłopoty Credit Suisse na nowo rozbudziły zainteresowanie złotem jako tą bezpieczniejszą inwestycją. Do tego dołożył się ostatni klocek bankowego domina - czyli przejęcie kalifornijskiego First Republic Banku przez giganta JP Morgan. Efektem tego jest ucieczka kapitału z amerykańskich banków - który popłynął w kierunku akcji, obligacji, kryptowalut czy właśnie złota.

Swoje dołożył też amerykański bank centralny swoją decyzją o najprawdopodobniej ostatniej w tym cyklu podwyżce stóp procentowych. To z kolei osłabiło dolara, a korelacja w tym przypadku jest prosta: kiedy dolar tanieje, drożeje złoto. To wszystko działo się na początku maja i reakcja złota była natychmiastowa.

Dotychczasowy rekord wszech czasów w notowaniach złota pochodzi z sierpnia 2020 roku - było to 2077 dolarów. W nocy z 3 na 4 maja cena zbliżyła się do tego rekordu, bo na moment przekroczyła poziom 2070 dolarów. Teraz jest w okolicach 2020-30-kilku dolarów.

Złoto drożeje też na fali obaw o recesję w światowych gospodarkach. W Europie jej prawdopodobieństwo w tym roku wyceniane jest na 50 procent, a w Stanach Zjednoczonych - na 30 procent. Analitycy Bloomberga zauważają, że ta sytuacja ta promuje złoto, które notuje w tym roku lepsze wyniki niż inne towary takie jak srebro, platyna czy pallad.

Pora na złoty interes?

A do tego swoją rolę w windowaniu ceny złota odgrywają światowe banki centralne, które kupują kruszec na potęgę w ramach swoich rezerw. Porzucają swoją politykę z początku lat dwutysięcznych, kiedy trwała wielka wyprzedaż kruszcu z bankowych skarbców, kruszcu nazywanego wręcz 'barbarzyńskim reliktem'. Co czwarta kupowana na świecie sztabka wędruje właśnie do bankowych skarbców. Z tej tendencji nie wyłamuje się Narodowy Bank Polski - w kwietniu NBP kupił 15 ton złota i ma go już ponad 240 ton. To ósmy wynik w Unii Europejskiej. Największe zasoby złota na świecie - ponad 8 tysięcy ton mają Stany Zjednoczone. Niezmiennie spory apetyt na złoto mają kraje Azji - zwłaszcza Chiny, które w marcu i kwietniu kupiły 25 ton kruszcu.

Na koniec o perspektywach. Złoto może dalej drożeć - prognozują analitycy szwajcarskiego banku UBS. Ich zdaniem, jeszcze w tym roku może zostać pobity rekord wszech czasów i cena uncji może sięgnąć 2100 dolarów. I to nie musi być koniec wzrostów, bo do marca przyszłego roku może paść kolejna bariera - 2200 dolarów. Może się więc z tego zrobić złoty interes.