Tu jest jakby luksusowo! Pierwsza klasa w samolotach zapełnia się pasażerami
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych szacuje, że biznes lotniczy w czasie pandemicznych ograniczeń stracił 200 miliardów dolarów. Desperacko próbuje teraz te pieniądze odzyskać, a pierwsza klasa może stać się dla niego żyłą złota. Według szacunków, w segmencie premium - a więc w klasach biznes i pierwszej - ruch wrócił do poziomu sprzed pandemii w niemal 90 procentach. Wolniej idzie zapełnianie klasy ekonomicznej - tam ruch wrócił w 80 procentach.
Przewoźnicy inwestują w najdroższe klasy mimo wszechobecnego na świecie spowolnienia gospodarczego oraz kryzysu kosztów życia. Patrzą przy tym na bogatych pasażerów, którzy nie zawahają się wydać kilkunastu tysięcy dolarów za luksusowy lot na drugi koniec świata.
Przykładowo - za bilet w pierwszej klasie australijskimi liniami Qantas z Sydney do Los Angeles trzeba zapłacić 75 tysięcy złotych. Trochę taniej - niespełna 65 tysięcy - kosztuje luksusowy lot niemiecką Lufthansą z Frankfurtu do Tokio. I są chętni! To wszak i tak taniej niż wynajęcie prywatnego odrzutowca.
Słuchaj całego 'Codziennego Podcastu Gospodarczego':
Nic więc dziwnego, że linie lotnicze przywracają do służby - skazane w pandemii na śmierć - największe samoloty, żeby pomieścić w nich więcej bogatych pasażerów w klasach biznes i pierwszej. Oddala się więc wyrok choćby na Airbusy380 - największe maszyny pasażerskie świata, które jeszcze niedawno nazywano 'złymi samolotami na złe czasy'. Uziemione w pandemii teraz znów stają się obiektem pożądania.
Apartament w samolocie
O tym, że pasażerowie stawiają na klasę biznes i pierwszą mówił niedawno - podczas czatu dla inwestorów - szef niemieckiej Lufthansy. Stąd decyzja o zainwestowaniu ponad 2,5 miliarda dolarów w program ich odnowy. Podobne programy mają wspomniany już australijski Qantas, Air France, Swiss czy linie Cathay Pacific z Hongkongu. Dołączają do pionierów rynku - Singapore Airlines czy Emirates, które przekształciły fotele pierwszej klasy w miniapartamenty.
W apartamencie takim znaleźć można podwójne łóżka, wygodne kanapy, biurko do pracy, szafę na ubrania, telewizor, minibar z najlepszymi alkoholami, a nawet kabiny prysznicowe. Można oczywiście dowolnie regulować temperaturę, dostać piżamę od światowych dyktatorów mody oraz kosmetyki od prestiżowych producentów. Wyposażenie to jedno. Drugie to obsługa i posiłki na najwyższym poziomie - jest nawet możliwość wynajęcia prywatnego szefa kuchni!
Dla klasy ekonomicznej też coś będzie
Dla upchanych jak sardynki w puszce pasażerów klasy ekonomicznej wszystko to brzmi jak opowieść z innego świata. Ale i na nich linie lotnicze zaczynają patrzeć łaskawszym okiem. Nowozelandzki przewoźnik Air New Zealand jeszcze w tym roku - także dla klasy ekonomicznej - ma uruchomić miejsca leżące. Będzie to kilka piętrowych łóżek umieszczonych w tylnej części samolotu.
Całość ma przypominać hotel kapsułowy - pasażerowie będą mogli wykupić takie miejsce na cztery godziny za równowartość tysiąca złotych. Po czterech godzinach trzeba będzie ustąpić innemu chętnemu. Przy 17-godzinnym locie z Auckland do Nowego Jorku może dać to przynajmniej chwilę wytchnienia.
Coraz powszechniejszym pomysłem jest też możliwość wykupienia całego rzędu siedzeń, który po starcie samolotu może udawać kanapę do leżenia. Dla reszty pasażerów zostają zwykłe fotele, które tylko w reklamach linii lotniczych są 'komfortowe'. A wyobrażając sobie schowaną za przegrodą klasę pierwszą mogą tylko westchnąć, że tam jest jakby luksusowo.
Ciekawe? Słuchaj także o zarobkach amerykańskich dyrektorów!