Energetyczna układanka na progu sezonu jesienno-zimowego. Czy są szanse na tańszy węgiel i prąd?
Na początek zrywamy kartkę z kalendarza. Bo w kalendarzu środek jesieni, a za oknem całkiem inna pora roku. Po rekordowym wrześniu październik też rekordowy. Najcieplejszy w historii pomiarów. Dla gospodarki to kłopot. Nie dlatego, że jest ciepło. Ale dlatego, że zwykle bywało już zimno. Na sklepowych półkach leżą ciepłe swetry, które - rzecz jasna - nie idą. Tak jak nie idzie myślenie o bożonarodzeniowych wyjazdach w góry czy wypoczynku na nartach oraz o wymianie opon. Po co komu zimowe, gdy na termometrach 20 stopni, o śniegu i lodzie nie ma mowy, a w prognozach pogody niemal letnia temperatura i to aż do połowy listopada. I właśnie tu jest pies pogrzebany. Bo od tego, co wskazują termometry, zależy kondycja europejskich gospodarek. I europejskiej energetyki - od francuskich elektrowni atomowych po polskich górników.
Ta historia zaczęła się dwa lata temu. Gdy po niebywale długiej chłodnej wiośnie europejskie zbiorniki gazu zostały osuszone niemal do dna. Bo gaz jest w Europie powszechnie używany do produkcji prądu. A prąd do produkcji ciepła i ogrzewania domów. W ten sposób Europa wylądowała jesienią z brakiem strategicznych zapasów i wyjątkowo bezwietrzną pogodą. A bezwietrzna pogoda to brak czystej produkcji prądu i potrzeba produkowania go z gazu, którego - jak już wiecie - było wtedy systemowo za mało. Zapytacie, jaki problem kupić więcej? W zasadzie żaden. Gdyby nie fakt, że Rosja - najważniejszy dostawca surowca do Europy - postanowiła wypowiedzieć jej wojnę energetyczną. Po tym, jak zakręciła kurek z gazem, jego ceny zaczęły rosnąć w postępie geometrycznym.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
W ten sposób Europa wylądowała zimą z astronomicznymi cenami energii, bo gorączkowe poszukiwanie nowych dostawców surowców w tym węgla i gazu, trochę trwało. Sytuację nieco ratowała francuska produkcja w elektrowniach atomowych. Mogłaby ratować bardziej, gdyby nie fakt, że w czasie pandemii Francuzi darowali sobie konserwację urządzeń w siłowniach. Więc, gdy wybuchła energetyczna wojna, kilka z nich musiała zamknąć na przegląd techniczny. No dodatek we Francji zabrakło spawaczy, żeby znaleźć odpowiednich fachowców, trzeba było przetrząsnąć pół Azji. W sytuacji energetycznego głodu do akcji wkroczyła Polska, która - cudownym zbiegiem okoliczności - była posiadaczką zbędnej góry węgla na zwałach. Z tego węgla wyprodukowała tyle prądu, że mogła go sprzedać za granicę za porządne pieniądze. Przy okazji produkcji prądu wyprodukowany został wzrost gospodarczy, którym chwaliliśmy się w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Oraz inflacja, którą nie ma co się chwalić.
Zaraz potem, czyli po pierwszej fazie surowcowego szoku, wybuchła wojna w Ukrainie, Europa wstrzymała import surowców z Rosji. A gaz z 60 euro podrożał do 300 euro. Polska na ochotnika wprowadziła własne embargo na import węgla, wpadając z deszczu pod rynnę. Węgiel, którego rok wcześniej mieliśmy za dużo, wyparował. Było go tak mało, że podrożał trzy, czterokrotnie. Rząd musiał kupować zagranicą i stawiać statki w kolejkę do rozładunku w polskich portach. Ze składów węgiel trafił do polskich piwnic, gdzie leży do dziś. Bo - tutaj wracamy do naszego sezonu grzewczego 2023-2024 - poprzednia zima była wyjątkowo łagodna. I z pobitym rekordem temperatury w styczniu. W nowy 2023 rok Polska weszła z około 20 stopniami na termometrach. Może więc czas się przyzwyczajać?
Polska węglem stoi. Bardzo drogim węglem
To może być jedyne wyjście. Tak w kategorii watowanych płaszczy, jak i ilości kopanego węgla. Zależność jest prosta - ciepła zima to mniej ogrzewania. A w Polsce grzanie w domu oznacza palenie węgla. W ubiegłym sezonie był to węgiel zwieziony z całego świata. A w tym będzie to surowiec wydobyty w kraju, bo Polska jest węglowym potentatem. Ma największą w Unii Europejskiej państwową firmę górniczą. I w swoim miksie energetycznym najwięcej prądu i ciepła wytwarzanego z węgla. Co to oznacza w praktyce? Oznacza spadek zapotrzebowania na węgiel. I to na stałe.
Co zresztą już widać w liczbach. Od kwietnia do sierpnia ilość węgla złożonego na zwałach wzrosła o 100 proc. I to przy zmniejszonym wydobyciu. Zmniejszonym do poziomu z czasów pandemii, gdy cała gospodarka stała. I nie potrzebowała energii. Reasumując: węgla kopie się mniej, a i tak jest go za dużo. Zastanawiacie się zapewne, dlaczego zatem nie jest taniej? Bo wydobycie w Polsce jest rekordowo drogie. I nie ma na to rady, bo chodzi o warunki geologiczne. Polski węgiel leży za głęboko, żeby tanio wydobyć go na powierzchnię. Na światowych giełdach surowcowych jest o połowę taniej niż w Polsce. Dlatego - jak alarmują związkowcy - część elektrowni nie odbiera z kopalń zakontraktowanego węgla. Bo gdzie indziej kupuje go taniej. Może zatem potanieje także prąd?
I tu mamy nie najlepsze wiadomości. Nic z tego. Za prąd polskie gospodarstwa domowe płacą tyle samo ile w ubiegłym roku, ale tylko w ramach określonego limitu. Jaka jest różnica? Zasadnicza. W rachunkach domowych za prąd płacimy w ramach limitu około 400 złotych za megawatogodzinę. Na wolnym rynku energia w tym roku kosztowała średnio ponad 700 złotych. Jeśli państwowa ochrona dla gospodarstw domowych nie zostanie przedłużona, rachunki wzrosną o 50, może nawet 70 proc. Decyzje muszą więc zapadać szybko, wszystko musi być jasne najpóźniej do Bożego Narodzenia.
Jesienne przedwiośnie w polskiej gospodarce. Coś drgnęło. I nie jest to 'odbicie zdechłego kota'
I na koniec o oszczędzaniu. W tym roku polska gospodarka zużyła 5 proc. prądu mniej niż rok wcześniej. Czy to efekt mniejszych potrzeb, czy oszczędzania? Danych o oszczędzaniu brak. Wiadomo natomiast, że gospodarka w tym roku hamuje. I to mocno. Dlatego elektrownie pracują wolniej, szczególnie te na węgiel. Co znaczy, że w Polsce oszczędzamy bez planu, w przeciwieństwie do reszty Europy.
Bo francuski rząd zapłaci za domowe inteligentne termostaty, wszyscy producenci oferują klientom zniżki za spadek zużycia prądu, sklepy muszą bardziej ograniczyć oświetlenie witryn i wcześniej wyłączać neony. Temperatura w ogrzewanych pomieszczeniach w zimie ma nie przekraczać 19 stopni. Państwo oferuje zniżki podatkowe dla firm, które oferują pracownikom służbowe rowery na dojazdy do pracy. Będzie też dopłata 100 euro miesięcznie do korzystania z carsharingu. I zachęta do ograniczania prędkości na autostradach do 110 kilometrów na godzinę. W tym wolniejszym tempie Francja, oszczędzając, gdzie się da, ma pokonać kolejny sezon jesienno-zimowy. I oszczędniej dojechać do celu.