,
Obserwuj
Gospodarka

Dubaj pod wodą. Powódź stulecia będzie kosztować krocie

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
27.04.2024 14:01
Obrazki Dubaju pod wodą obiegły cały świat. Zalane po dach rolls-royce'y, maybachy i luksusowe butiki oraz paraliż lotniska to dopiero początek strat finansowych, na szybko wycenionych na co najmniej miliard dolarów. Skąd na pustyni deszcz, którego spadło sto litrów na metr kwadratowy? Wyjaśniamy.
|
|
fot. GIUSEPPE CACACE / AFP

Kto sieje wiatr, zbiera burzę. I to nie jedną, a trzy, jedną po drugiej. Na dodatek tak gwałtowne i obfite, że doprowadziły do niewidzianej w tym miejscu historycznej powodzi, która kosztowała miasto i kraj miliony dolarów. Oraz wiele kłopotów, zanim sytuacja wróci do normy. Dubaj to regionalna stolica ultraluksusu, jedno z najważniejszych lotnisk przesiadkowych na świecie, a także ważny ośrodek finansowy. Co i kto zasiał w Zjednoczonych Emiratach Arabskich? Oraz co to jest geoinżynieria? I dlaczego jest przedmiotem ostrej krytyki? To jest Codzienny Podcast Gospodarczy, zaczynamy.

Niszcząca siła natury

Ta historia zaczyna się od gwałtownej burzy. A właściwie trzech burz, które przeszły nad tym niewielkim, ale ultrabogatym krajem jedna po drugiej. Gdy tydzień temu we wtorek nad Dubaj nadciągnęły ołowiane chmury, nikt nie mógł przewidzieć, co zdarzy się potem. Choć Zjednoczone Emiraty Arabskie położone są w strefie pustynnej, deszcz nie jest tam anomalią. Tym bardziej że są też sprowadzane "ręcznie". Ale o tym później, Najpierw o kataklizmie, który przypominała raczej azjatycki cyklon niż bliskowschodni deszcz. W ciągu zaledwie kilku godzin na Dubaj i sąsiedni Oman spadło tyle wody, ile zwykle spada tam przez półtora roku. Ulewa miała rozmiar niewidziany w historii pomiarów w tym kraju, największy od czasów II wojny światowej. Na miasto spadło sto litrów wody na metr kwadratowy w ciągu tylko 12 godzin. Kanalizacja nie była w stanie odbierać takiej ilości, bo projektantom nie przyszło do głowy, by miała odpowiednią przepustowość. Poza tym i tak była zapchana piachem, bo to przecież kanalizacja deszczowa na pustyni.

Deszcz zatopił zatem ulice, na których zostały porzucone dziesiątki rolls-royce’ów i maybachów, silny wiatr powyrywał palmy z korzeniami, ucierpiały fasady budynków, infrastruktura, drogi i wiadukty. W drapaczach chmur przestały jeździć windy, więc mieszkańcom wysokich pięter dotarcie do domu schodami zajmowało nawet godzinę. Nie było też wody, przestały działać telefony komórkowe, internet działał z przerwami.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Płyta lotniska zamieniła się w gigantyczne jezioro z wodą po pas . A to właśnie port lotniczy w Dubaju jest drugim na świecie lotniskiem co do wielkości ruchu i jednocześnie jednym z największych punktów przesiadkowych. Krzyżują się w nim trasy lotnicze z zachodu na wschód, na przykład do popularnych krajów turystycznych w południowo wschodniej Azji. Oraz z południa na północ - z Afryki do Europy. Rozładowanie korka, który powstał na lotnisku, potrwa jeszcze wiele dni. Straty będą jednak nie do odrobienia. I teraz o tym, jak doszło do powodzi w jednym z najbardziej suchych regionów na ziemi.

Najpewniej w ten sam sposób, w jaki do kataklizmów o podobnych rozmiarach dochodzi w innych częściach świata. Trzy lata temu przez Czechy przeszło tornado o sile podobnej do tornad pustoszących Amerykę Północną. Wyjątkowo uporczywa susza w ostatnim czasie zmienia południe Półwyspu Iberyjskiego w pustynię. W Polsce rok temu w sylwestra termometry pokazywały 20 stopni, w ostatnich tygodniach, choć to dopiero początek kwietnia, w pogodzie panowało prawdziwe lato z 30-stopniowym upałem. W ubiegłym roku przez środkową Azję przechodziły historyczne powodzie, a niszczycielski huragan uderzył w Meksyk od strony Pacyfiku. I zamienił Acapulco - jeden z najpopularniejszych kurortów turystycznych w tamtej części świata - w ruinę. W europejskich Alpach brakuje śniegu, za to w Kalifornii na początku marca było go aż trzy metry. Rok temu przez ten suchy i ciepły amerykański stan przetoczyła się katastrofalna powódź. W tym samym czasie w równikowej Panamie, jednym z najwilgotniejszych miejsc na świecie, panuje długotrwała susza. Nie ma wody w jeziorach i nie da się normalnie żeglować przez Kanał Panamski. Naukowcy dowodzą, że działalność ludzkości zmienia klimat, a zmiana wywołuje anomalie pogodowe. Nauka ma nadzieję mieć na nie wpływ. Jednym chciałaby zapobiegać, a inne - wywoływać. To geoinżynieria. Więc teraz będzie o tym, kto i co sieje. Oraz dlaczego problemem są chmury jednorazowego użytku.

Zaawansowana technologia wywoływania burzy 

By wyjaśnić, co łączy geoinżynierię z katastrofalną ulewą na pustyni, musimy wrócić do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. I cofnąć się w czasie do niedzieli, dwa dni przed przejściem żywiołu. W niedzielę i poniedziałek emiracka służba meteorologiczna wysłała do pracy co najmniej siedem samolotów do siania deszczu. Samoloty rozpylały w nadciągających chmurach jodek potasu i jodek srebra. Zawieszone w powietrzu przyspieszają skraplanie się pary wodnej, dzięki temu krople wody szybciej osiągają wagę potrzebną, by spaść na ziemię w postaci deszczu. W naturalnych warunkach wilgoć osiada na drobinkach kurzu czy innych drobnych zanieczyszczeniach powietrza. Rozpylenie kryształków soli ma ten proces przyspieszać i wzmacniać. Problem w tym, że nikomu nie udało się dowieść z całą pewnością, że metoda działa. Dlaczego? O tym za chwilę. A na razie o wydarzeniach, które poprzedziły pogodowy kataklizm w Dubaju, oraz o pogodowej polityce Emiratów.

Zjednoczone Emiraty Arabskie korzystają z techniki sztucznego wywoływania deszczu od ponad 20 lat. Kraj ten leży w jednym z najbardziej gorących i najbardziej suchych regionów na świecie. Korzysta ze swojego bogactwa, sięgając między innymi do geoinżynierii. Tak też było teraz, gdy służby meteorologiczne chciały skorzystać ze zbliżającego się burzowego frontu. Rozpylany w chmurach chlorek potasu miał wzmocnić nadchodzący deszcz. Nie da się go bowiem wyczarować z bezchmurnego nieba. Można go jedynie wycisnąć więcej z powstających chmur. Dubajskie służby meteo wysłały samoloty. Gdy na miasto spadła nawałnica, zostały oskarżone o jej wywołanie. Problem w tym, że nauce wciąż brakuje twardych dowodów na to, że metoda jest skuteczna.

Geoinżynieria polegająca na manipulowaniu pogodą została 'wynaleziona' latach 40. ubiegłego wieku. Szybko zyskała zwolenników, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie korzystano z niej do sprowadzania deszczu na pola uprawne. Amerykanie mieli jej też użyć podczas wojny w Wietnamie, by fatalna pogoda naderwała morale przeciwnika. Zaraz potem światowe mocarstwa zobowiązały się nie używać geoinżynierii do celów militarnych. Do celów cywilnych stosowana jest stale, mimo że naukowcom nie udało się dowieść jej skuteczności. Problem jest prosty. Deszcz z chmury spada tylko raz. Nie da się więc powtórzyć naukowego eksperymentu z tą samą chmurą, by wiedzieć, ile spadłoby z niej deszczu bez "wzmacniacza", a ile ze "wzmacniaczem".

Mimo to z zaklinania deszczu korzysta wiele państw w Europie czy Stany Zjednoczone. Chiny korzystały z tej metody podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, Francja i Hiszpania próbują w tej sposób wspomagać pustynniejące regiony. Amerykanie sprowadzają tak śnieg w góry, by jego zasoby stanowiły naturalny zapas wody w suchej porze roku. Problem w tym, że ilość wody w naturze jest stała i skończona. Jeśli w jednym miejscu spadnie jej więcej, w innym nie będzie jej w ogóle. Wybuchł więc gorący spór o zabawę w Boga i kradzież śniegu. Rozstrzygnięcia na razie brak.

I na koniec o pieniądzach. Sprzątanie po nawałnicy będzie kosztować Emiraty astronomiczną kwotę... miliarda dolarów! A to tylko pierwszy szacunek. Większość rolls-royce’ów i maybachów zatopionych po dach pójdzie na złom. Zanim mekka bogaczy wróci do dawnego blasku, będzie musiała pogodzić się z brakiem turystów. Straty liczą luksusowe linie lotnicze, hotele, restauracje i butiki. Większość nie była ubezpieczona, dobytek ubezpiecza tylko co siódmy mieszkaniec Emiratów. Program siania deszczu został na razie zawieszony, a szejkowie zarządzili prace nad zabezpieczeniami przeciwpowodziowymi. Na pustyni.