Zła wiadomość dla miłośników popularnego napoju. Niedługo będzie luksusem
Ten odcinek będzie o serii plag. Seria jest długa, a jej skutki - dotkliwe. Zwłaszcza dla miłośników pachnących słońcem, zdrowych śniadań. Bo plagi kończą się - jak to zwykle z plagami bywa - rekordowymi cenami. I zwijaniem biznesu. Mamy więc historycznie drogi sok pomarańczowy. I perspektywę pożegnania się z nimi na dłużej. A może na zawsze. To jest 'Codzienny podcast gospodarczy'. Zaczynamy.
Powodzie i upały. Niszczycielska moc natury
Ta historia ma swój początek kilka tygodni temu w Ameryce Południowej. To właśnie wtedy nad tym kontynentem zawisły ciężkie deszczowe chmury, z których spadły rekordowe ilości wody. Najwięcej nad Brazylią i Urugwajem. Padało tak mocno i tak długo, że trzeba było wysiedlić prawie 100 tysięcy ludzi, a miliony nie miały prądu i świeżej wody pitnej. Pierwszego maja podczas szczytu opadów w mieście Santa Maria zanotowano 24-godzinny rekord opadów wynoszący prawie 215 litrów wody na metr kwadratowy. W ciągu zaledwie trzech dni stolica stanu, Porto Alegre, znalazła się całkowicie pod wodą. Stadiony piłkarskie - w tym kochający piłkę kraju - zamieniły się w jeziora, drogi - w rwące rzeki, a międzynarodowe lotnisko zostało zrujnowane i nadal nie przyjmuje samolotów. Wstępnie szacowane straty przekraczają miliard dolarów. Najbardziej ucierpiało rolnictwo. Prowincja Rio Grande do Sul produkuje 90 procent brazylijskiego ryżu i 90 procent produktów mleczarskich. A to nie wszystko, co ostatnio spotkało Brazylię.
Alarm dla ziemniaków, czereśni i kur. Nadciąga prawdziwy rollercoaster i cenowa katastrofa
Bo przez kraj przeszła niedawno też katastrofalna fala gorąca, która przyniosła historyczną suszę rolniczą. Tak dotkliwą, że odczuły ją nawet stosunkowo odporne na brak wody plantacje pomarańczowe. Cóż takiego się stało w strefie klimatycznej, w której normalnie jest przecież gorąco? Dramatyczny brak deszczu to efekt spotkania kontynentu ze zjawiskiem El Nino. To cyklicznie występujący model pogodowy, który w jednym rejonie przynosi dotkliwą suszę, w innym - w tym samym czasie - katastrofalne deszcze. I jedno, i drugie spotkało Amerykę Południową. Ale także Amerykę Łacińską, gdzie z powodu historycznej suszy na pół gwizdka działa Kanał Panamski. Zasilany z miejscowych wysychających jezior nie ma skąd czerpać wody do wypełniania grodzi. Więc przepuszcza mniej statków niż wcześniej. Reszta stoi w kolejkach lub słono płaci. Ale wróćmy do naszych drogich pomarańczy.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Dramatyczna susza to nie jedna plaga, która dotknęła brazylijskie plantacje. Uprawy są dziesiątkowane przez szkodniki i choroby. Wśród nich najstraszniejszą dla plantatorów chorobę zielonego smoka. Ta śmiertelna dla drzew cytrusowych zaraza została z Chin rozwleczona po całym świecie. Dotarła na plantacje w krajach produkujących najwięcej owoców: do Australii, Stanów Zjednoczonych i Meksyku oraz, na koniec, do Europy. Nie ma na nią żadnego skutecznego leku. I dlatego eksperci uważają, że w najbliższym czasie spowoduje straty w uprawach sięgające nawet 40 procent. Co całkowicie wycięłoby z jadłospisu przeciętnego zjadacza chleba jakiekolwiek cytrusy. Bo plaga atakuje nie tylko drzewa pomarańczowe, lecz także wszystkie cytrusy, jak mandarynki, grapefruity i limonki. Naukowcy dumają więc, jak pozbyć się zielonej zarazy. I próbują rzucić do walki antybiotyki. Co nie jest proste. Bo jak dostarczyć lek drzewom czerpiącym wodę korzeniami? Na razie skutecznego patentu brak. Są za to pomysły na wyhodowanie roślin genetycznie zmienionych tak, by miały wrodzoną odporność za zieloną zarazę i nie chorowały w ogóle. Prace naukowe więc trwają, a na razie plantatorzy rzucili do walki... osy i bzygi. Bo są naturalnymi wrogami owadów roznoszących chorobę.
Jak nie susza, to piraci. Morskie autostrady stoją, a trampki z Chin płyną dłużej i drożej
Zapasy cytrusów na świecie gwałtownie topnieją
Jeśli myślicie, że powódź, susza i zaraza to już komplet pomarańczowych nieszczęść, jesteście w błędzie. Jest jeszcze nieszczęście historyczne, ale z przeszłości nieodległej, którego wpływ plantatorzy odczuwają do dzisiaj. W poprzednim sezonie przez Florydę przeszły trzy potężne huragany: Irma, Ian oraz Nicole. Zaraz potem stan spustoszyły mrozy. Dla tropikalnego południa Stanów Zjednoczonych ujemna temperatura była prawdziwym wstrząsem - dosłownie. Amerykański departament rolnictwa zapowiadał od razu dla całych Stanów Zjednoczonych fatalne zbiory. O połowę niższe niż rok wcześniej i najniższe od... wybuchu drugiej wojny światowej. To wszystko znaczy, że na cytrusowym rynku hurtowym mamy kolejny fatalny rok z rzędu. I topniejące - dosłownie - zapasy.
Bo świat trzyma je w... zamrażarkach. Koncentrat soku pomarańczowego jest mrożony i może być przechowywany w tym stanie nawet dwa lata. Wtedy częściowo wraca na rynek i jest mieszany z nową produkcją. No, chyba że zapasy stopniały, jak teraz, gdy cała bieżąca produkcja szła wprost na rynek. Wtedy nie ma czego mieszać. I braki robią się coraz bardziej dotkliwe. Stąd pomysły zastąpienia pomarańczy innymi owocami. Ale o tym za chwilę. Teraz o rekordowych cenach. I fatalnych prognozach.
Najpierw mrozy, teraz gradobicia. 'Tego nawet najstarsi dziadkowie nie pamiętają'
Kontrakty na koncentrat soku pomarańczowego kosztują najwięcej w historii. W ostatnich dniach maja osiągnęły nienotowany w historii poziom prawie pięciu dolarów za funt. To znaczy, że tylko od początku roku cena soku w handlu towarowym wzrosła o jedną trzecią, a w ciągu ostatnich czterech lat aż o 300 procent! Solidny skok nastąpił po tym, jak brazylijscy plantatorzy podali swoje prognozy: spodziewają się, że zbiory będą o aż o jedną czwartą niższe niż w zeszłym roku, który i tak był gorszy o jedną szóstą niż rok 2022. Wszystko to znaczy, że globalnie świat zbierze w tym sezonie najmniej pomarańczy od blisko 50 lat. Długoterminowe prognozy są równie złe. Bo - jak już wiecie - na zarazę zabijającą cytrusowe drzewa nie ma lekarstwa. Jedynym skutecznym sposobem są opryski, a to kosztuje. I to niemało. Produkcja przestaje więc być opłacalna. Za rogiem może się więc czaić przyszłość bez pomarańczy.
A na razie producenci napojów kombinują, jak i czym zastąpić drogi świeży sok. Do zapasów sięgnąć się nie da. Napoje pomarańczowe przestają więc być pomarańczowe. Stają się za to: mandarynkowe, jabłkowe, winogronowe i gruszkowe. Przetwórcy i handel nie mają wyjścia: pomarańcze stają się towarem luksusowym i ustępują miejsca na śniadaniowych stołach innym owocom. Lub znikają z menu w ogóle.