,
Obserwuj
Gospodarka

Na Europę znów padł blady strach. Nowy kryzys na horyzoncie. "Energetyczne tsunami"

Wyborcza Opole
5 min. czytania
18.02.2025 12:51
To może być najchłodniejszy w Europie tydzień lutego od ćwierćwiecza! Kiedy za oknem mróz, my odkręcamy kaloryfery. A nasze odkręcone grzejniki, to spadające zapasy gazu w europejskich magazynach.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
  • Już teraz we Francji w magazynach widać dno, lepiej jest w Niemczech i w Polsce;
  • Jednak problem nie w tym, że gazu jest mniej niż zwykle było o tej porze roku, ale w tym, że zapasów ubywa wyjątkowo szybko: tym szybciej, im chłodniej. A te zapasy trzeba będzie odbudować - bo tego wymaga Unia Europejska;
  • Tyle tylko, że ceny gazu na wiosnę i lato, a więc na czas zakupów i uzupełniania magazynów, idą mocno w górę. Będzie więc drożej, tym bardziej, że z oszczędzania energii zarządzonego w Europie trzy lata temu niewiele zostało. A droższa energia, to droższe wszystko co tej energii potrzebuje i znów wyższa inflacja, a więc problem nas wszystkich!
  • To będzie odcinek o oczekiwanej i spodziewanej katastrofie. Energetycznym tsunami, które znów nadciąga wprost nad Europę. Oraz o tym czy i jak można je dzisiaj powstrzymać. Lub chociaż zminimalizować skutki.

Na początek pogoda, bo to od niej zależy gospodarcza przyszłość Europy, na pewno przyszłość najbliższa. W tym ceny energii, za nimi kondycja przemysłu, a zaraz potem powodzenie gospodarstw domowych. Bo zimna i długa zima to zapowiedź kolejnej fali podwyżek. Czyli przyspieszającej inflacji. Ale po kolei.

Arktyczny mróz 

Jest zimno i nieprędko będzie cieplej. W miniony weekend na Europę natarła fala arktycznego chłodu. W nocy trzymał kilkunastostopniowy mróz. Mróz szczypał w nos także za dnia. W Skandynawii w całym tygodniu ma być o kilka stopni zimniej, niż było średnio o tej porze roku przez ostatnich 30 lat. Podobnie w Europie Środkowej. Według meteorologów to będzie najchłodniejszy lutowy tydzień od ćwierćwiecza. Za tę pogodową anomalię odpowiada przerwanie wiru polarnego, czyli takiego układu ciśnienia, w którym zimne arktyczne powietrze wiruje wokół bieguna północnego i nie dociera poza koło podbiegunowe. No chyba, że zdarzy się coś ekstraordynaryjnego. Jak tej zimy, gdy wir został przerwany wskutek huraganu, który przeszedł nad Hawajami. Z tego powodu na Europę "wylał się" siarczysty mróz. I choć prognozy mówią o uderzeniu wiosennego ciepła, to zanim ono nadejdzie, Europa będzie musiała odkręcić kaloryfery. I tu jest pies, a właściwie gaz pogrzebany.

Analitycy międzynarodowych rynków są zgodni - Europa stoi przed kolejnym kryzysem energetycznym. I choć tym razem nie powinna nim być zaskoczona, to jednak nie wygląda na to, by sobie coś z tego robiła. Szybko spada poziom gazu w magazynach, przeciwnie cena surowca - na najważniejszej europejskiej giełdzie, czyli TTF gaz jest najdroższy od dwóch lat. Przeciwnie zapasy - te są najniższe od kryzysu energetycznego z 2022 roku.

Zimna zima to potężny problem 

Zima jest chłodniejsza niż dwie poprzednie, które uratowały Europie miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Bo pozwoliły jej zużywać mniej. A potem uzupełniać zapasy taniej. Bo mniejsze zapotrzebowanie oznacza niższe ceny. Pomogły też nowe kontrakty z producentami gazu skroplonego na całym świecie, Bliskim Wschodem i Stanami Zjednoczonymi. Uruchomienie gazoportów, w tym niemieckich mobilnych. I kolejnego w państwach bałtyckich. Dzisiaj wszystko to może się okazać niewystarczające. Bo europejskie rządy i państwowe spółki odpowiadające za poziom gazu w magazynach będą musiały kupować surowiec po wyższych cenach. Wszystko to, by zrealizować unijne zobowiązanie napełnienia zbiorników do poziomu 90 procent do listopada, czyli do startu kolejnego sezonu grzewczego. Ale po kolei. Na początek europejski przegląd magazynów.

I poziom zapasów niższy od średniego z ostatnich lat i niższy niż w tym samym czasie w ubiegłym roku. Dlaczego to ważne? Bo w zimie z powodu odkręconych kaloryferów Europa zużywa dwa razy więcej gazu niż jest w stanie sprowadzić. Surowiec zgromadzony w zbiornikach pokrywa w zimie jedną trzecią zapotrzebowania na energię. W mroźne, bezwietrzne dni, może to być nawet połowa. Tak wielkiej ilości nie może kupować na bieżąco. Nawet gdy najwięksi producenci, Katar, Norwegia i Stany Zjednoczone rozkręcą swoją produkcję do maksimum. To wszystko znaczy, że aby dotrwać do wiosny, Europa musi działać przez cały rok jak mrówka, nie pasikonik. A w zimie przezornie kalkulować tempo zakupów planowanych na lato i jesień.

Na Europę padł blady strach. Nowy kryzys na horyzoncie. Tego słowa powinniśmy się wszyscy nauczyć

W Polsce magazyny wypełnione są w niespełna 60 procentach. To mniej niż sezonowa średnia, która wynosi 65 procent. Jednak problem nie w tym, że gazu jest mniej niż było o tej porze roku. Ale w tym, że zapasów ubywa wyjątkowo szybko, tym szybciej, im chłodniej, gdy w Europie trwa najmroźniejszy tydzień lutego od kilkudziesięciu lat. I teraz szybki przegląd europejski. W Niemczech magazyny są wypełnione w 42 procentach, we Francji - w 26. Najlepiej jest w Hiszpanii, która ma 67 procent zapasów, najgorzej - oprócz Francji - na Słowacji. Ale jej sytuacja jest wyjątkowa, bo przestała odbierać rosyjski gaz gazociągiem przez Ukrainę, gdy w styczniu wygasł ukraińsko-rosyjski kontrakt na tranzyt. Słowacy zaczęli więc sprowadzać gaz okrężną drogą. Ale gdy skończy się zima, będą musieli uzupełnić to, co spalili, gdy nie mieli żadnych dostaw. A to wpłynie na cenę gazu w sezonie zakupowym nie tylko dla Słowacji, ale dla całej Europy.

Tak drogo nie było od trzech lat 

I teraz o samych cenach gazu. Gaz jest najdroższy od dwóch lat, drożej było tylko wtedy, gdy wybuchła wojna z Ukrainą, a Europa odcięła się od dostaw z Rosji. Zresztą już wcześniej Rosja stosowała wobec Zachodu szantaż gazowy, gdy największe europejskie gospodarki cierpiały na braki paliwa z powodu długiej i chłodnej wiosny oraz bezwietrznej jesieni. Teraz cenę rośnie także dlatego, że wszyscy zużywają więcej gazu niż rok wcześniej. Więcej aż o jedną szóstą. Dlaczego? Wystarczy przypomnieć sobie zalecenia sprzed trzech lat. Zalecenia oszczędnościowe. Jak oszczędne lampki choinkowe, wymiana żarówek na ledowe, wygaszanie ulicznego oświetlenia w nocy, rozsądne korzystanie ze sprzętów domowych, skręcenie kaloryferów i obowiązkowe swetry, a nawet zakaz służbowych czajników w urzędach. Z oszczędzania niewiele zostało i do oświetlenia i ogrzania Europy w zimie potrzeba coraz więcej energii. Ceny więc przyspieszają, w kontraktach na ten a także na przyszły rok. Ale największy problem w tym, że gaz kontraktowany na lato jest droższy niż kontraktowany na kolejną zimę. A to znaczy, że kupowanie do magazynów zanim przyjdzie zima staje się nieopłacalne.

Ten błąd może zemścić się w razie wybuchu wojny. 'Trzeba to szczerze powiedzieć społeczeństwu'

Problem numer jeden to jak nakłonić spółki handlujące gazem do postępowania wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo zapasy są obowiązkowe. I dodatkowo nie doprowadzić do sytuacji jak w 2022 roku, gdy w Europie trwała walka każdego z każdym o każde wiaderko gazu. Problem numer dwa to nieuchronny wzrost kosztów i znów wysoka inflacja. Z której Zachód świeżo się wygrzebał. Kolejna runda astronomicznych podwyżek cen nie tylko energii, ale cen w ogóle, odbierze konsumentom resztkę sił. A europejskim firmom konkurencyjność. W tej sytuacji tym bardziej realny staje się powrót do dostaw gazu z Rosji, Który ma być rzekomo brany pod uwagę przez część Europy, jako jeden z elementów porozumienia kończącego wojnę w Ukrainie. Na co nie ma z kolei zgody innych, na przykład Polski czy Estonii. Ale to już zupełnie inna historia.

Mieszkanie za 1 zł? Scenariusz włoski w Polsce jest całkiem realny