Węgrzy i Słowacy bez rosyjskiej ropy. "Drużba" wcale nie oznacza przyjaźni
W Europie surowce znów stały się orężem w walce bezpośredniej. Poszło tym razem nie o gaz, ale o ropę naftową. Ukraina wstrzymała dostawy surowca rurociągiem do Europy Środkowej. Powód? Zniszczenia spowodowane rosyjskimi atakami na instalacje energetyczne, bo rosyjska ropa z pól naftowych w Zachodniej Syberii płynie do państw Unii Europejskiej przez tereny objęte rosyjsko-ukraińską wojną. Jak to możliwe, że Europejczycy tankując swoje samochody nadal finansują wojnę przeciwko Ukrainie?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego rura wyschła: winni temu są sami Rosjanie atakujący Ukrainę?
- Jak to możliwe, że w Europie wciąż są tacy, którzy kupują od Moskwy ropę naftową?
- Jak dużo za naftową zależność od Rosji płacą węgierscy kierowcy i czy wysadzi to z siodła premiera Viktora Orbana?
Na początek układanka, która jest wyjaśnieniem jak to możliwe, że w Europie wciąż są odbiorcy rosyjskiej ropy naftowej. Dochody z jej sprzedaży zasilają budżet Kremla, który finansuje bombardowanie w Ukrainie elektrowni, szkół i szpitali. Do zrozumienia kształtu układanki potrzebna jest mapa i powrót do przeszłości, konkretnie do czasów, gdy niemal wszystkie tak zwane demoludy były związane ze Związkiem Radzieckim na śmierć i życie - dosłownie - jedną długą rurą. Jedną z najważniejszych takich rur na świecie. Jej budowa była projektem nie tylko inżynieryjnym, ale przede wszystkim politycznym. Celem było uzależnienie gospodarek państw socjalistycznych z gospodarką matką - czyli gospodarką radziecką.
Rurociąg Drużba biegnie z Tatarstanu na zachód Europy. Ma dwie nitki: północna biegnie przez Polskę do Niemiec, południowa przez Ukrainę na Słowację i Węgry. Czechy, Słowacja i Węgry - jako jedyne w gronie byłych demoludów - nie mają dostępu do morza.
Losy rury z ropą po roku 1990
Przed swoim rozpadem dla państw takich jak Polska, NRD czy Czechosłowacja, Związek Radziecki był praktycznie jedynym dostawcą ropy. Rurociąg i wszystkie urządzenia tak zaprojektowano, by surowiec dało się pompować tylko w jedną stronę. Nie było terminali naftowych, Naftoport w Gdańsku wystartował dopiero w połowie lat 70-tych, był niezbędny do zaopatrywania świeżo zbudowanej rafinerii Gdańskiej. Został zmodernizowany po upadku komunizmu, w latach 90., dzisiaj jest największym i najważniejszym punktem odbioru ropy do produkcji paliw w Polsce, która w 2025 roku - nie bez wysiłku - całkowicie uniezależniła się od dostaw ze wschodu. Czego nie zrobili ani Słowacy, ani Węgrzy. I to nie tylko dlatego, że nie leżą nad żadnym morzem.
Po napaści Rosji na Ukrainę - przewidując najbardziej dramatyczny z możliwych rozwój wypadków - Polska zaczęła szukać innych niż Rosja dostawców surowca. Zrobiła tak nauczona świeżym europejskim doświadczeniem z gazem. Bo już przed atakiem na sąsiada, Moskwa zrobiła z gazu narzędzie prowadzenia wojny. Zakręciła Europie kurek z dostawami i zostawiła ją na zimę z pustymi magazynami. I dlatego Polska rok po wybuchu wojny była niemal całkowicie gotowa na odcięcie przesyłu ropy z Rosji. Gdy Rosjanie zakręcili kurek na Drużbie, rurociągiem ze wschodu przychodziło już tylko 10 procent dostaw.
Jednocześnie Unia Europejska wprowadziła zakaz importu z Rosji, najpierw surowej ropy, potem paliw jak olej napędowy. Zrobiła jednak wyjątek - kraje unijne bez dostępu do morza miały dyspensę i nadal mogły kupować na wschodzie surowiec, z którego dochód finansował wojnę. Do państw objętych taryfą ulgową wciąż należą Słowacja, Czechy i Węgry. Choć ceny w kontraktach objęte są tajemnicą, wiadomo, że cena rosyjskiej ropy Ural jest o mniej więcej 15 procent niższa niż cena ropy z Bliskiego Wschodu. Taniej jest też ropę transportować rurociągiem niż wozić statkiem do Chorwacji, by stamtąd przesyłać rurociągiem Adria. I tu dochodzimy do kolejnego elementu europejskich puzzli - czyli biegu rur.
Co się dzieje na Węgrzech
Z chorwackiego portu Omisalj biegnie do środkowej Europy naftociąg Adria. Mógłby zaopatrywać Węgry, które zresztą już ogłosiły, że zamierzają sprowadzać surowiec statkami przez Adriatyk. Problem w tym, że Chorwacja chce mieć pewność, że postępuje zgodnie z unijnym prawem. Węgrzy nie mają wyjścia - na potencjalną zgodę muszą czekać, odwołując się do europejskiej solidarności i sięgając po strategiczne rezerwy. Według wstępnych wyliczeń zawartość magazynów wystarczyłaby Węgrom mniej więcej na miesiąc. Teoretycznie kryzys paliwowy mógłby zatem spaść na kraj na ostatniej prostej przed wyborami parlamentarnymi, które po 16 latach u władzy partia Viktora Orbana - i on sam osobiście - może przegrać.
Na razie za naftową zależność od Rosji płacą węgierscy kierowcy. Z niezależnych raportów wynika, że cena benzyny w ubiegłym roku była na Węgrzech o 20 procent wyższa niż w sąsiednich Czechach. I to pomimo, że Budapeszt nadal kupuje tańszą rosyjską ropę, podczas gdy Praga przeszła na droższe dostawy spoza Rosji. Krocie zarabia za to państwowy koncern naftowy, czyli MOL, którego zysk od startu wojny w Ukrainie wzrósł o jedną trzecią, bo wzrosła zależność Węgier od rosyjskiego importu. W 2022 roku import ze wschodu stanowił około 60 procent węgierskich potrzeb, dzisiaj to ponad 90 procent. Nie obejmują ich ogłoszone w październiku amerykańskie sankcje, bo gdy zostały ogłoszone, Wiktor Orban pojechał do Ameryki załatwić dla siebie wyjątek i dostał roczne zwolnienie.
Na koniec zapowiedziane: oko za oko, ząb za ząb. Węgry oskarżyły Ukrainę o celowe opóźnianie naprawy rurociągu i zablokowały unijną pożyczkę, która miała uruchomić inny wielomiliardowy kredyt, oraz kolejny pakiet sankcji na Rosję. Słowacja wstrzymała wysyłkę prądu dla Ukrainy. A Ukraina pouczyła Słowaków i Węgrów, że winić powinni Rosję. W odpowiedzi Rosja poinformowała, że uszkodzenia rurociągu zostały usunięte i Drużba jest gotowa do przesyłu, a brak dostaw to forma ukraińskiego szantażu. I tak w koło. Czy da się zatem wysiąść z tej geopolitycznej karuzeli? Teoretycznie - tak, ale wybór - jak podkreślają eksperci - jest przede wszystkim polityczny, a dopiero później logistyczny. I jest w zasięgu ręki.
źródło: TOK FM