Dolar za chwilę po 4 zł? To najbardziej uderza w złotego
Polski złoty ma problemy. Słabnie w oczach na fali odzyskującego siły dolara, który rośnie na fali podwyżek stóp procentowych w USA. U nas stopy stoją w miejscu, więc światowy kapitał woli kupować powiązane z dolarem obligacje. Do tego słabnie euro, a złoty zachowuje się jak turbo euro.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy to już koniec ery mocnego złotego?
- Dlaczego nasza waluta słabnie w oczach?
- Jakie sprzymierzone siły na złotego teraz działają?
- Komu słabszy złoty szkodzi, a komu pomaga?
Jeszcze na początku tego roku analitycy walutowi zastanawiali się czy ten rok sprowadzi amerykańskiego dolara do poziomu 3 złotych. Teraz nie wykluczają, że w najbliższym czasie możemy zobaczyć 4 złote, a takich poziomów nie było od półtora roku. Do funta złoty jest najsłabszy od dwóch lat, a do euro od trzech! Co się stało polskiemu złotemu, kiedyś symbolowi siły? I co się dalej może z nim dziać?
Na złotego działają teraz dwie siły: zewnętrzna i wewnętrzna. Zacznijmy od tej zewnętrznej, bo ona jest ważniejsza i mocniejsza, a tropy prowadzą za Atlantyk. Przede wszystkim, na rynku działa stara zasada, że im mocniejszy amerykański dolar, tym gorzej dla euro. A złoty zachowuje się jak euro, tylko bardziej.
Pogłoski o śmierci dolara były przedwczesne
Dlaczego zatem dolar jest coraz mocniejszy? Bo zmieniły się zasady gry. Po pierwsze: pogłoski o śmierci dolara jako podstawowej globalnej waluty, wieszczone rok temu, na fali nieprzewidywalnej polityki Donalda Trumpa, okazały się zdecydowanie przedwczesne. Bo w największej gospodarce świata zmieniły się reguły gry. Wyższa inflacja wywołana drogimi paliwami przez wojnę Trumpa na Bliskim Wschodzie zmusiła już amerykański bank centralny do podwyżki stóp procentowych. Do tego jeszcze za chwilę wrócimy. A na razie - po drugie: słabnie euro, bo i strefa euro ma kłopoty i ma nowego "chorego człowieka". Dotychczas tak nazywano Niemcy, czyli najsilniejszą gospodarkę strefy wspólnej waluty, ale teraz choroba dotyka też Francji, drugiej najważniejszej gospodarki Europy i jej finansów publicznych, które są w coraz gorszym stanie. I choć francuski rząd próbuje jakoś naprawić sytuację, to rynki odczytują, że w projekcie przyszłorocznego budżetu te wysiłki są niewystarczające. To przypomniało obawy o sytuację włoskich finansów, do tego dochodzą zapowiedziane wcześniejsze wybory w Hiszpanii i to wszystko razem uderzyło w euro. To te wydarzenia zewnętrzne, ale powody osłabienia złotego - jak powiedzieliśmy - leżą też u nas.
I to kondycja naszych finansów publicznych, co wytknęła nam ostatnio agencja ratingowa Moody's obniżając nam ocenę wiarygodności kredytowej Polski. I wskazując palcem: sytuacja naszej zadłużonej publicznej kasy jest nieciekawa, a rządzący przed wyborami nie mają dużych możliwości, żeby podjąć się ich naprawy. Co zresztą pokazuje projekt przyszłorocznego budżetu. To raz, a dwa - rosnąca różnica w stopach procentowych między nami, a Stanami Zjednoczonymi.
I tu wracamy do najważniejszego powodu osłabienia złotego. Stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych już wzrosły we wrześniu i prawdopodobnie jeszcze wzrosną do końca roku. A u nas stoją w miejscu, choć ekonomiści nie wykluczają, że w obliczu znów rosnącej inflacji Rada Polityki Pieniężnej jednak zdecyduje się na ich podwyżkę - może w listopadzie, może na początku przyszłego roku. Może. Na razie stan gry jest taki, że nieźle oprocentowane są amerykańskie papiery wartościowe, czyli oparte o dolara obligacje. Ich rentowności - czyli procent jakiego życzą sobie światowi inwestorzy za pożyczane w tych obligacjach pieniądze - są na rekordowych poziomach, przekroczyły już 5 procent. Nasze przekroczyły 6 procent, są o punkt procentowy wyżej. A mimo to kapitał woli kupować papiery amerykańskie. Dlaczego?
Mocniejszy dolar równa się słabszy złoty
Bo jeśli ma do wyboru: trochę gorszy procent z papierów największej gospodarki świata, powiązanych z najważniejszą walutą świata i trochę tylko lepszy procent z papierów dużo mniejszej gospodarki z kłopotami - woli wybrać to pierwsze. Czyli - wielka kasa płynie do USA, a to umacnia dolara, a jak już wiesz - mocniejszy dolar równa się słabszy złoty. I to będzie się utrzymywać, bo - jak mówiliśmy przed chwilą - w ostatnim czasie inwestorzy dostali kilka powodów, żeby za polskie papiery żądać większej premii za ryzyko.
A w czym nam w zasadzie szkodzi słabszy złoty? Szkodzi importerom: słabszy złoty, to więcej importowanej do nas inflacji. Pierwszy z brzegu przykład: sprowadzana do nas ropa naftowa jest rozliczana w dolarach. Mocny dolar - droższa ropa, droższa ropa - droższe paliwa. Szkodzi nam na wyjazdach zagranicznych, choć jesteśmy po sezonie wakacyjnym, to słabszy złoty podnosi nam koszty takiego wyjazdu. Pomaga za to eksporterom, bo za wysyłane za granicę towary dostają więcej pieniędzy, a eksport to ważna część całej naszej gospodarki.
Co w takim razie ze złotym dalej? Psychologiczna bariera 4 złotych za dolara jest w zasięgu ręki, podobnie jak bariera 4,40 za euro. Na razie na horyzoncie nie rysują się siły, które ten trend słabnącego złotego mogłyby powstrzymać - chyba że zaczęłyby i u nas rosnąć stopy procentowe. To z kolei zaszkodzi kredytobiorcom, ale to już jest inna historia.
Źródło: TOK FM