Ed Sheeran w ogniu krytyki. "Nie przyznaje się do błędu"
Bojkot trasy Eda Sheerana. - Błędem było niewzięcie odpowiedzialności za swój produkt, jakim jest trasa koncertowa, za decyzję o dzieleniu sceny z artystami, których poglądy na temat Strefy Gazy są jasne i za brak fundamentalnej odpowiedzialności, jaką twórca ma, kształtując postawy światowe swoich odbiorców - mówił w TOK FM Bartosz Kielak, dziennikarz związany z "The Times".
- Zmiany w trasie koncertowej Eda Sheerana;
- "Ed Sheeran nie przyznaje się do błędu" - ocenił w TOK FM Bartosz Kielak, dziennikarz związany z "The Times".
- Co jeszcze pokazała cała afera?
Trasa koncertowa Eda Sheerana odbędzie się bez zaplanowanych supportów. Z występów zrezygnowali m.in.: Finneas, Aaron Rowe i zespół Lukas Graham. Stało się to po tym, jak z tournée usunięto rapera Macklemore'a. Ten mówił wcześniej o sytuacji Palestyńczyków, skandował "Free Palestine", a podczas koncertów wyświetlał materiały przedstawiające zniszczenia w Strefie Gazy.
Ed Sheeran opublikował oświadczenie, w którym napisał, że to nie on zdecydował o usunięciu rapera. "Macklemore odszedł z trasy na skutek decyzji promotora, nie mojej" - przekazał. Dodał, że próbował rozmawiać z właścicielami obiektów i doprowadzić do kompromisu, ale decyzja organizatorów była ostateczna. "Przez ostatni tydzień próbowałem budować mosty, by znaleźć rozwiązanie, ale niestety nie byłem w stanie" - podkreślił.
Kilka godzin później artyści, którzy mieli zagrać support na koncertach Sheerana zrezygnowali z udziału w trasie. Finneas tłumaczył, że muzycy nie powinni być uciszani, gdy zabierają głos w obronie osób, które uważają za prześladowane. Aaron Rowe podkreślił, że pozostanie na trasie byłoby sprzeczne z jego przekonaniami. Lukas Graham zwrócił z kolei uwagę, że "pieniądze nie dają prawa do zawłaszczania debaty".
- Ed Sheeran nie przyznaje się do błędu. Błędem było niewzięcie odpowiedzialności za swój produkt, jakim jest trasa koncertowa, za decyzję o dzieleniu sceny z artystami, których poglądy na temat Strefy Gazy są jasne i za brak fundamentalnej odpowiedzialności, jaką twórca ma kształtując postawy światowe swoich odbiorców - skomentował w TOK FM Bartosz Kielak, dziennikarz związany z The Times.
Ocenił przy tym, że w tym momencie górą jest Macklemore, bo wsparły go też setki czołowych artystów ze świata sztuki, kultury, teatru, filmu. - Solidarność wyrażona była między innymi tym, że wszyscy pozostali artyści opuścili trasę koncertową Eda Sheerana, włączając to brata Billie Eilish, własny zespół Eda Sheerana, gwiazdy serialu Sex Education i piosenkarzy z krajów takich jak Irlandia, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone - dodał w rozmowie z Anną Piekutowską.
"Głęboki dysonans"
Zdaniem gościa TOK FM afera wokół koncertów Eda Sheerana pokazuje jeszcze jedno: podział, jaki dokonał się w społeczeństwie amerykańskim.
- W ostatnich badaniach opublikowanych w "New York Timesie", sympatię względem Izraela wyraziło 39 proc. badanych, względem Palestyńczyków - 36 proc. - przytoczył.
Dodał, że wyraźny jest też podział na płeć - więcej kobiet niż mężczyzn popiera Palestynę, podział ze względu na wiek - 64 proc. osób między 18. a 29. rokiem życia skłania się w stronę Palestyny. Ale wyraźny jest również podział partyjny: wśród demokratów to 60 proc. poparcie dla Izraela, a pośród republikanów 71 proc.
- Rządzą republikanie, lobby izraelskie ma głębokie wpływy na środowisko republikańskie i Ed Sheeran musiał się zmierzyć z szerokimi wpływami biznesowymi i politycznymi tej klasy, a nie ze swoimi odbiorcami, których wyraźnie zawiódł swoją decyzją - dopowiedział w audycji "Zapytam Inaczej".
Inna rzecz, podkreślił Kielak, że widać też "głęboki dysonans" pomiędzy szeroką opinią publiczną, przechylającą się w stronę poparcia dla Palestyńczyków (wielusettysięczne marsze poparcia dla Palestyny, które odbywają się w Londynie co jakiś czas) i środowiskiem artystycznym, które zdecydowanie chyli się w stronę Palestyny a prawicową prasą brytyjską, która zdecydowanie opowiada się za Izraelem.
- Mogę otwarcie powiedzieć: wielu moich współpracowników w gazecie "The Times", kiedy odbywa się Eurowizja, usilnie wysyła wiele SMS-ów, głosując na Izrael, i w rankingach znajduje to odbicie - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, Media