,
Obserwuj
Ludzie

Witamy w świecie straumatyzowanych narcyzów. Czy przesadziliśmy z terapią?

4 min. czytania
09.05.2026 10:16

Co robi z nami kultura terapeutyczna i czym grozi stawianie psychologicznych diagnoz wszystkim dookoła? O presji rozwoju i języku terapeutycznym w kolejnym odcinku "Półki z książkami" Anna Sobańda rozmawia z Kamą Wojtkiewicz - psycholożką, dziennikarką i autorką książki "Sobą zajęci".

gabinet psychologa
gabinet psychologa
fot. Karol Makurat/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak język terapeutyczny wpływa na codzienne relacje?
  • Dlaczego kultura terapeutyczna może być niebezpieczna?
  • Co oznacza duchowy eskapizm według Kamy Wojtkiewicz?
  • Które pop-psychologiczne przekonania mogą być mylące?

"Wyrzuć ze swojego życia wszystkich toksycznych ludzi". "Po tych 5 zachowaniach poznasz narcyza". "Musisz przepracować trudne momenty ze swojego dzieciństwa, by zdrowo funkcjonować" - to tylko niektóre z pop-psychologicznych haseł, jakimi zasypane są media społecznościowe. Przed używaniem terapeutycznego języka w życiu codziennym przestrzega psycholożka, autorka książki "Sobą zajęci. O pułapkach samorozwoju i kultury terapeutycznej", twórczyni podcastu "Sznurowadła myśli" Kama Wojtkiewicz w rozmowie z Anną Sobańdą.

Jak działa język terapeutyczny?

- Kultura terapeutyczna to hasło parasol. Język terapeutyczny, którego używają na co dzień psychologowie i psychoterapeuci, zaczyna przenikać do naszych interakcji ze znajomymi i partnerami czy partnerkami - mówiła Kama Wojtkiewicz, twórczyni podcastu "Sznurowadła myśli". Jak wyjaśniła psycholożka, terminy-wytrychy takie jak "trauma" czy "narcyzm" mają swoją użyteczność w kontekście klinicznym, ale prywatnie doprowadzają do tego, że język staje się nieadekwatny do sytuacji: o wiele łatwiej powiedzieć, że ktoś jest narcystyczny, niż przyznać, że po prostu się nie zgadzamy.

Nadużywanie języka terapeutycznego w relacjach może też sprawić, że nie znajdziemy porozumienia. - Druga strona nie będzie zbyt zachęcona do tego, żeby podjąć jakąś zmianę i współpracować z nami na rzecz tego, żeby było nam lepiej. Będzie czuła się diagnozowana - stwierdziła psycholożka, zaznaczając, że łatki diagnostyczne typu: "jesteś autystyczna" - nie mają wiele wspólnego z diagnozą kliniczną. - To wieloetapowy proces, który często wymaga wywiadu środowiskowego i kwestionariuszy psychiatrycznych. Jest to na tyle skomplikowane dlatego, żeby nie stawiać diagnozy zbyt pochopnie - wytłumaczyła gościni TOK FM.

Każdy musi przejść psychoterapię?

Wojtkiewicz, której książka "Sobą zajęci" opowiada właśnie o pułapkach samorozwoju i kultury terapeutycznej, skrytykowała przekonanie, że - by móc dobrze funkcjonować w społeczeństwie - trzeba przepracować z terapeutą przeszłość i relacje. - U podłoża tego założenia jest jakiś rodzaj odklejenia od rzeczywistości. Wiele osób nie ma możliwości, żeby korzystać z psychoterapii długoterminowej, to kosztowna usługa, a na NFZ czeka się czasem parę lat. Gdyby tak było, że żeby móc funkcjonować w społeczeństwie musimy przejść pięcioletni proces terapeutyczny, to wiele osób by się po prostu w tym społeczeństwie nie odnalazło - zaznaczyła gościni Anny Sobańdy.

Według Kamy Wojtkiewicz nie wszystko trzeba przepracowywać z terapeutą. - Kultura terapeutyczna wzmacnia przekonanie, że nasze trudności, cierpienie czy dyskomfort musimy opracować terapeutycznie. Ale to czasem są doświadczenia do zaakceptowania, czasem pozłoszczenia się, ale koniec końców uznania za część życia - oceniła psycholożka.

Redakcja poleca

Uważność zamiast odpowiedzialności. Czym jest duchowy eskapizm?

- Duchowy eskapizm to zachowania, które polegają na tym, że od trudności ucieka się w duchowość: praktyki uważności, medytację, modlitwę, odosobnienie. Nie chce się stawać twarzą w twarz z tym, że trzeba wziąć odpowiedzialność i ponieść konsekwencje swoich czynów - wyjaśniła gościni "Półki z książkami". Jest to - według psycholożki - niebezpieczne zjawisko wykorzystujące praktyki duchowe do tego, żeby pewnych rzeczy nie czuć.

To również kwestia nazewnictwa. - Kiedy przeżywam smutek, złość albo wstyd i opisuję to jako "niskowibracyjny stan" czy "niskowibracyjne emocje", z którymi nie warto obcować, bo wtedy moja energia życiowa jest ściągana w dół, a ja muszę ją podnosić, żeby być "wysokowibracyjna", to zaprzeczam, że w ogóle mam takie emocje - mówiła Wojtkiewicz, dodając, że stara się nie nazywać emocji "negatywnymi", "złymi" czy "pozytywnymi" i "dobrymi", by ich nie wartościować.

Czucia możemy nauczyć się od dzieci

Autorka "Sobą zajętych" zwróciła uwagę, by nie wartościować przeżywanych emocji. Jak stwierdziła, możemy się tego uczyć od dzieci. - Paradoksalnie, jak człowiek pozwoli sobie na to, żeby czuć różne trudne rzeczy, to one szybciej mijają - mówiła psycholożka. Zaznaczyła jednak, że to nie oznacza, iż emocje mają dyktować naszymi decyzjami.

- Jestem wielką orędowniczką tego, żeby uczyć się regulacji emocji, która jest kompetencją psychologiczną - stwierdziła Kama Wojtkiewicz. Dzięki szerokiemu wachlarzowi różnych strategii nie jesteśmy wewnętrznie usztywnieni w swoich reakcjach. Jak wyjaśniła rozmówczyni Anny Sobańdy, nie da się jednak przejść od razu do akceptacji trudnych przeżyć. - To z kolei byłoby eskapizmem - mówiła.

Co z tymi narcyzami?

Wojtkiewicz przestrzegła też przed radami pop-psychologicznymi obecnymi w serwisach społecznościowych. - Nie wierzę w proste odpowiedzi na złożone pytania - komentowała psycholożka, biorąc na przykład diagnozowanie wszystkich osób, z którymi się nie zgadzamy, jako narcyzów.

- Osoba, która naprawdę cierpi na narcystyczne zaburzenie osobowości, przeżywa ogrom pustki, cierpienia i poczucia całkowitego odłączenia się od swojego wnętrza. Ta wielkościowa fasada jest wyrazem ogromnego cierpienia psychicznego. Jestem ostatnią osobą, która będzie czyjeś trudne zachowania diagnozowała jako narcystyczne, bo to jest ogromne brzemię - stwierdziła Kama Wojtkiewicz w TOK FM.

Cały odcinek przesłuchasz tutaj: Witamy w świecie straumatyzowanych narcyzów. Czy przesadziliśmy z terapią?

Źródło: TOK FM