Na to NASA nie może sobie pozwolić. "To byłaby dla Amerykanów prestiżowa porażka"
- Amerykanie obawiają się, że Chińczycy wyprzedzą ich w księżycowej misji. To byłaby dla nich prestiżowa porażka - tak lądowanie na Pacyfiku kapsuły Orion z załogą misji Artemis II skomentował w TOK FM dziennikarz naukowy Gazety Wyborczej Piotr Cieśliński.
- Koniec misji Artemis II. Co przyniosła wyprawa wokół księżyca?
- Dlaczego NASA obawia się opóźnień w swoim programie?
W nocy w piątku na sobotę czasu polskiego statek Orion z czwórką astronautów wykonał bezpieczne wodowanie na Pacyfiku u wybrzeży Kalifornii. W ten sposób po 9 dniach zakończyła się misja Artemis II, pierwsza od 1972 r. załogowa misja w okolice Księżyca. Procedura wodowania przebiegła zgodnie z planem, bez żadnych komplikacji - poinformowała NASA.
Jak mówił w TOK FM dziennikarz naukowy Gazety Wyborczej Piotr Cieśliński, najtrudniejszym momentem był właśnie sam powrót na Ziemię.
- Kapsuła wpadała w atmosferę z rekordową prędkością blisko 40 tys. km/h. Podczas tego wejścia statek przez pierwsze 6 minut otaczała plazma o temperaturze blisko 3 tys. stopni Celsjusza, to jest dużo więcej niż w piecu hutniczym. Nie mówiąc już o przeciążeniach, które działały wtedy na astronautów, ale na to akurat są oni przygotowani - wyjaśnił w "Poranku TOK FM-Weekend".
Prowadząca audycję Aleksandra Karasińska dopytywała, dlaczego mimo pewnych problemów technicznych, jak choćby tych z toaletą, ta misja mimo wszystko poleciała.
- NASA nie chciała sobie pozwolić na kolejne opóźnienia w tym programie, a trzeba powiedzieć, że te sięgają kilku lat. I tak oprócz tej sławetnej toalet na początku pojawiły się drobne problemy z łącznością, ale na szczęście udało się je rozwiązać - wyjaśnił Cieśliński.
Zapytany, czego uczą takie misje jak Artemis II, odparł, że to przede wszystkim dają bardzo cenną wiedzę. - Uczą, jak sobie radzić w głębokim kosmosie. Taki lot daje też dane, czy systemy oczyszczania życia dobrze sobie radzą, czy działa nawigacja i czy ustalone jeszcze na Ziemi procedury, działają - odparł.
Quiz: Quiz tygodnia TOK FM: ile zapamiętałeś z najważniejszych wydarzeń ostatnich dni?
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Kosmiczny wyścig z Chińczykami
Gość TOK FM zwrócił uwagę, że dla Amerykanów to jest wstęp, by wylądować na powierzchni księżyca i wybudować tam stałą bazę, tak, by mieszkali na niej ludzie, pracowali, wykonywali obserwacje. Być może księżyc stałby się wówczas taką bazą do dalszych lotów w kosmos - powiedział Cieśliński.
Redaktor Karasińska dopytywała, dlaczego stała kosmiczna baza miałaby powstać wokół południowego bieguna księżyca.
- Tam właśnie znajdują się pokłady lodu. Lód można zamienić w życiodajną wodę, a to od razu sprawia, że nie trzeba jej transportować z Ziemi, a byłyby to gigantyczne koszty. Wodę można też rozłożyć na tlen i wodór, co sprawia, że można uzyskać paliwo dla statków kosmicznych, czyli można by wybudować taką stację benzynową do dalszych lotów w kosmos - wyjaśnił Cieśliński.
Dziennikarz przypomniał, że budżet NASA został już obcięty o 25 proc. i choć prezydent Donald Trump chwali się sukcesami, to z drugiej strony nie ma oporów przed cięciem kosztów NASA.
- Amerykanie obawiają się, że w misji księżycowej wyprzedzą ich Chińczycy. Ci drudzy planują wylądować tam przed 2030 r., a Amerykanie przed 2028. To jest bardzo niewielka różnica i jeśli program NASA będzie miał kolejne opóźnienia, Chińczycy mogą ten kosmiczny wyścig wygrać. To byłaby dla Amerykanów prestiżowa porażka - podsumował dziennikarz naukowy Gazety Wyborczej.
Źródło: TOK FM/ PAP