,
Obserwuj
Polityka

Dlatego Kosiniak-Kamysz nie poleciał do USA? "Na zdjęciu powinien być ktoś jeszcze"

5 min. czytania
23.09.2026 14:20

Dlaczego odwołano wizytę wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza w USA? - Uważamy, że mamy specjalne relacje ze Stanami Zjednoczonymi, ale one nie mają specjalnych relacji z nami - mówi w tokfm.pl dr Bartosz Rydliński, politolog z UKSW. Jak jeszcze można czytać przesunięcie spotkania? 

Władysław Kosiniak-Kamysz
Władysław Kosiniak-Kamysz
fot. Krzysztof Radzki/East News
  • Władysław Kosiniak-Kamysz nie poleciał do Waszyngtonu;
  • Jak czytać przesunięcie spotkania? Czy to policzek? I jaka jest teraz pozycja Polski? 
  • O tym wszystkim w rozmowie z tokfm.pl dr Bartosz Rydliński, politolog z UKSW. 

Wizyta wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza w Pentagonie została przełożona. Nie spotka się on w środę z sekretarzem wojny Petem Hegsethem. Jak tłumaczył, "była prośba strony amerykańskiej z uwagi, wydaje się, na wizytę przywódcy Chin w USA". Kosiniak-Kamysz dodał, że zostanie uzgodniony "dogodny termin" kolejnego spotkania.

- Uważamy, że mamy specjalne relacje ze Stanami Zjednoczonymi, ale one nie mają specjalnych relacji z nami. Stany Zjednoczone mają specjalne relacje w zasadzie z dwoma państwami z Wielką Brytanią, w szczególności, i z Izraelem. Polska? Jest traktowana jako ważny kraj, ale nie najważniejszy dla infrastruktury bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych - skomentował w rozmowie z tokfm.pl dr Bartosz Rydliński, politolog z UKSW.

Inna rzecz dodał, że jeszcze od czasu Baraka Obamy mamy do czynienia z azjatyckim piwotem i to wbrew temu, co się uważa, Stany Zjednoczone będą zmniejszać, a nie zwiększać swoją obecność w Europie. Na rzecz Azji.

- Poza tym bardzo dużo jest teraz na agendzie w Stanach Zjednoczonych. Są wybory połówkowe, jest zgromadzenie ONZ-u. A że Stany Zjednoczone prowadzą politykę globalną, to zakładam, że jeżeli Xi Jinping czy np. premier Indii Modi chcieliby się wkręcić w agendę amerykańską, to mają ku temu większe szanse, aniżeli Polska czy jakiekolwiek inne państwo Unii Europejskiej. Duży może więcej, a na pewno państwo nuklearne i z potężną gospodarką - zwrócił też uwagę.

Odwołane spotkanie z Kosiniakiem-Kamyszem. To policzek? 

W komentarzach politologów wybrzmiewają dwa watki.

Pierwszy: to policzek dla Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jak przekonuje jednak dr Rydliński, w relacjach z Amerykanami nie powinniśmy ich odmowy traktować jako formy afrontu i obrazy, bo swoje robi asymetria sił.

- Mogliśmy traktować podobne zachowanie jak policzek, ale z państwem o podobnym potencjale militarnym, gospodarczym, politycznym, nie z globalną potęga. Innymi słowy, musimy różne niezrozumiałe decyzje Amerykanów czasami po prostu przełykać. Zresztą, tak samo jest w relacjach z innymi globalnymi potęgami - zastrzegł.

Drugi wątek: przesunięto wizytę, by w świat poszła informacja, że prezydent Karol Nawrocki ma monopol na relacje z Białym Domem. Jak pisaliśmy na tokfm.pl w tekście "Kosiniak-Kamysz nie poleciał do USA. Prof. Dudek o 'politykierstwie w najgorszym stylu'" politycy mówią, że do rządu dochodzą sygnały o zakulisowych działaniach polityków prawicy, którzy wysyłają emisariuszy do USA na rozmowy z Republikanami. 

Jak ocenił dr Rydliński, bardzo możliwe, że administracja Trumpa zwyczajnie chce jeszcze bardziej dowartościować Karola Nawrockiego. - Środowisku jego obozu politycznego bardzo zależy na tym, by na zdjęciu nie był wyłącznie Donald Trump, Pete Hegseth i Władysław Kosiak-Kamysz, ale też Karol Nawrocki. Tak, by Karol Nawrocki mógł zawsze mówić, że to on jest gwarantem stabilności relacji polsko-amerykańskich - mówił.

To oznacza, że Republikanie ze środowiska MAGA mogli też dojść do wniosku, że może spotkanie powinno się odbyć, ale w poszerzonym składzie, czyli z prezydentem i ministrem obrony narodowej. - Mogli to zrobić, bo pamiętajmy, że Amerykanie w tej administracji czasami zachowują się w sposób niekonwencjonalny - dopowiedział politolog UKSW.

W tle "gorąca wojna z Federacją Rosyjską"

Dr Rydliński zwrócił uwagę na jeszcze jedną kwestię: sekwencję zdarzeń w ostatnich tygodniach. Były to: wizyta szefa CIA w Moskwie, alarmowanie sojuszników, spotkanie prezydenta ze wszystkimi kandydatami na urząd prezydenta Francji, pilne wezwanie polskiego ministra obrony narodowej do Pentagonu. Jak ocenia, wszystko składało się w opowieść o tym, że możemy się zaraz obudzić w realiach gorącej wojny z Federacją Rosyjską.

- Gdyby sytuacja była faktycznie aż tak pilna, to tej wizyty można by było nie odwoływać. Zakładam, że być może okazało się, że kwestia zagrożeń ze strony Rosji na chwilę spadła - podkreślił ekspert.

Bo że jest wysoka, wiadomo nie od wczoraj. I słychać to nie tylko ze strony amerykańskich władz, ale też polskich. Choćby premier Donald Tusk mówi o tym, że z perspektywy parunastu miesięcy możemy wejść w gorący konflikt z Federacją Rosyjską. Wspominał o hybrydowych atakach na Polskę, łącznie z próbą wysadzenia szyn w województwie lubelskim. Dodatkowo testowane są syreny w całym kraju i dochodzi do ataku dronów pod Zamościem.

- Być może Amerykanie chcieli szybko podzielić się informacjami wywiadowczymi, którą część infrastruktury krytycznej w Polsce należy szczególnie chronić i tym, czy - a ewentualnie za jaką cenę - mogliby pomóc - dopowiedział dr Rydliński. I podkreślił, że odroczenie rozmów w czasie było ważniejsze, jeżeli chodzi o niebezpieczeństwo ze strony rosyjskiej, niż pochodna relacji między środowiskiem MAGA a obozem PiS.

Redakcja poleca

"Fałszywy trop"

Resort obrony przekazał także, że do USA polecieli wiceministrowie. Magdalena Sobkowiak i Paweł Zalewski "będą prowadzić rozmowy z amerykańskimi partnerami i przygotowywać kolejne umowy dotyczące naszej współpracy". W agendzie mowa była o tym, że jednym z głównych punktów jest kwestia rozmieszczenia stałej amerykańskiej bazy w Polsce.

Dr Rydliński ocenił, że stała baza to nie decyzja jednej administracji i nie taka, którą podejmuje się w czasie paru miesięcy. - Żeby umieścić stałą amerykańską bazę, gdziekolwiek, potrzeba zgody politycznej w samych Stanach Zjednoczonych. Październik za pasem, za półtora miesiąca wybory połówkowe w USA, które mogą wywróci do góry nogami układ sił w Izbie Reprezentantów i Senacie, czyli w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Nie jest więc wcale powiedziane, że Demokraci byliby skorzy się pod tym podpisać. Szczególnie, że być może dojdą do władzy w Partii Demokratycznej "gołąbki pokoju". To fałszywy trop, że środowe spotkanie miałoby tę decyzję przypieczętować - podkreślił.

Na uwagę, że Amerykanie byli niedawno z wizytą w Polsce i mogli podjąć jakieś decyzje, odpowiedział krótko: "To niczego nie zmienia". - Może chcieli porozmawiać o kwestii kosztów zarówno w relacjach bilateralnych polsko-amerykańskich, jak również w ramach NATO, bo później trzeba byłoby przenieść to na NATO-wski poziom. To rzeczy ważne, ale nie zależy to od jednej wizyty. Takich spotkań w tej sprawie będzie jeszcze dziesiąt i zakładam, że być może nawet z przyszłą administracją amerykańska - przyznał też nasz rozmówca.

Jaki jeszcze można czytać przesuniecie spotkania? Zdaniem dr Rydlińskiego może być tak, że Chińska Republika Ludowa prowadzi dyplomację zastępczą za Federację Rosyjską. - Być może Federacja Rosyjska z oczywistych względów obawia się dalszej i bardziej zdecydowanej obecności Amerykanów w Polsce i w całej Europie Środkowo-Wschodniej i by tego nie zaogniać - w dyplomacji chińskiej gesty są bardzo ważne - został wysłany sygnał: "Dobrze, to poczekamy. Nie będziemy psuć atmosfery". W tym wypadku trafiło akurat na nas, że zostaliśmy odsunięci od stołu - skwitował w tokfm.pl.

Źródło: TOK FM