12-letnia Sara z Sejmu i konflikt w szkole. "Ten problem wysuwa się na pierwszy plan"
To konflikt między rodzicami 12-latki, a nauczycielami i całą kadrą pedagogiczną - powiedziała w TOK FM dziennikarka "Gazety Wyborczej" Dorota Karaś, autorka artykułu o sprawie nastolatki nazywanej najmłodszą sejmową reporterką. - Dla mnie na pierwszy plan w tej sprawie wysuwa się sharenting - stwierdziła.
- W szkole podstawowej w Gdańsku trwa konflikt wokół 12-letniej Sary, najmłodszej sejmowej reporterki;
- Rodzice pozostałych uczniów chcą przeniesienia dziewczynki do innej szkoły, a rodzice Sary podjęli działania prawne przeciwko 50 osobom ze szkoły, oskarżając ich o zniesławienie;
Narasta spór w jednej ze szkół podstawowych w Gdańsku, do której uczęszcza 12-letnia Sara, nazywana: najmłodszą sejmową reporterką. Rodzice uczniów z jej klasy domagają się przeniesienia dziewczynki do innej placówki, na co rodzice Sary odpowiedzieli prywatnym aktem oskarżenia przeciwko 50 osobom. Nauczyciele myślą o zwolnieniu się z pracy. Równolegle toczy się sprawa o ograniczenia praw rodzicielskich rodziców 12-latki - opisała "Gazeta Wyborcza".
- Widzę tu konflikt nie między uczennicą, a nauczycielami, ale między jej rodzicami, a nauczycielami i całą kadrą pedagogiczną - stwierdziła w TOK FM autorka artykułu Dorota Karaś. - Rodzice uważają, że walczą o prawo wolności słowa w imieniu swojej córki. Prawo do realizowania jej pasji, żeby miała zdanie na każdy temat i mogła wyrażać je na terenie szkoły. Z kolei ta uważa, że pewne zachowania, które rodzice uczą dziecko, są jednak niezgodne z zasadami ogólnie obowiązującymi w społeczeństwie - mówiła gościni TOK FM.
Sharenting głównym problemem?
- Dla mnie na pierwszy plan w tej sprawie wysuwa się sharenting i to, na ile rodzice mogą wykorzystywać swoje dzieci do robienia jakiejś kariery medialnej - stwierdziła rozmówczyni Filipa Kekusza. Przypomniała przy tym, że powstają fundacje sharentingowe, które promują lub bronią prawa do publikowania wizerunku dzieci przez rodziców w internecie. W Polsce taką fundację założyła influencerka Lil Masti, co wzbudziło krytykę m.in. Rzecznika Praw Dziecka.
- Myślę, że szkoły nie są przygotowane, żeby mieć w swoich szeregach młodych celebrytów. Zastanawiam się jednak, na ile można mówić, że 10-letnie dziecko, bo w takim wieku Sara zaczęła pracę w Sejmie, możemy określać celebrytą i na ile to jest świadoma decyzja tego dziecka, żeby kreować się w mediach społecznościowych - zauważyła Dorota Karaś.
Jak oceniła, "w przypadku Sary to nie jest wcale taka jednoznaczna sprawa". - Słyszałam wiele głosów mówiących o tym, że to dobrze, że dziewczynka ma pasje, realizuje się, rodzice popychają ją do przodu, zdobywa kolejne szczyty w rozwijającej się drodze dziennikarskiej, a tu okazuje się, że czymś ją chcemy ograniczać - powiedziała autorka artykułu "GW".
- Wydaje mi się, że bardzo dużo pracy w tej sprawie powinni mieć specjaliści i środowisko szkolne - podsumowała.
Źródło: TOK FM, "Gazeta Wyborcza"